Mikyx

SK Gaming, czyli Sami Koledzy Gaming

Strona główna » SK Gaming, czyli Sami Koledzy Gaming

Kolesiostwo, kolesiostwo, kolesiostwo. Jako autorytet w tej dziedzinie w polskim esporcie już od wielu lat postanowiłem wziąć to zjawisko pod lupę – a mam dzisiaj dla was mały rant dotyczący tego, jak dziś, po tak wielu latach, budowane są składy na poziomie LEC. SK postanowiło bowiem wznieść się na wyżyny w tej dziedzinie – i chcąc pozyskać Mikyxa – niekwestionowaną legendę na pozycji supporta w Europie – zgodziło się zatrudnić zawodników, którzy na ten angaż zasłużyli głównie właśnie tym, że… są jego dobrymi kolegami.

Gdybym patrzył na to z kompletnie outsiderskiej perspektywy – i gdybym oceniał ten ruch w kategorii tylko tu i teraz – powiedziałbym, że ten skład budzi we mnie obrzydzenie, odrazę i wstręt, że zbiera mi się na wymioty, kiedy myślę o tym, w jaki sposób składy w Europie są budowane. Masz zaledwie 10 drużyn, które na poziomie LEC grać będą przez cały rok i tysiące graczy marzących o tym, by znaleźć się w tej elitarnej 50-tce zawodników, którzy od lat trenują dniami i nocami, aby dostać swoją szansę. Tymczasem szansę tą dostają nie zawodnicy, którzy grindowali dniami i nocami, by ostatecznie wygrywać trofea w 2025 roku, a dinozaury, paczka kolesi już w sumie trochę “znudzona” rozgrywkami na poziomie ERL i czekająca na to, aż ich ziomek ogarnie w offseasonie bezpieczną posadkę w LEC. Spróbuję przedstawić wam jednak tę drugą stronę – ale o tym później, zacząć trzeba przecież od kontekstu.

Wunder i Lider – weterani wracający z dalekiej podróży

Kiedy mówimy o zawodnikach pokroju Wundera – ta ocena może wydawać się bardzo surowa. To przecież obok Mikyxa kolejne bardzo głośne nazwisko i gracz, który udowadniał już, że potrafi być jednym z najlepszych toplanerów na kontynencie. Kiedy natomiast spojrzymy na to w nieco bardziej obiektywny sposób… to zdecydowanie zawodnik, który najlepsze lata ma już za sobą. Jego występu w roku 2024 nie przełożyły się na oferty w roku 2025, gdzie na scenie competitive pokazywał nam się raczej epizodycznie, na wiosnę, w NLC. Możemy więc mówić o tym, że angaż dostał gracz nieaktywny na scenie competitive przez prawie rok. To zresztą łączy go z nowym kolegą ze środkowej alei, Liderem, który również przez większość 2025 nie był zawodnikiem aktywnym esportowo.

REKLAMA:
Reklama

W NLC reprezentowali barwy zespołu The Rudy Sack, Lider jako starter, a Wunder jedynie jako tymczasowy stand-in, na parę gier. Projekt ten jeszcze rok temu był jednym z najbardziej hype’owanych – obok Lidera i Wundera w tym składzie mogliśmy oglądać kolejno: na górnej alei – Perkza, a w jungli… Jankosa. To miał być zespół, który pokona Los Ratones albo przynajmniej będzie stanowił dla niego poważną przeciwwagę. NLC miało wstać z kolan i wystawić dwie potężne europejskie ekipy. Rzeczywistość była natomiast o wiele bardziej brutalna, ostatecznie The Rudy Sack zakończył split zimowy na… miejscach 5-6. Był to blamaż na całej linii. Nawet jeśli nie była to “poważna” drużyna, z bardzo profesjonalnym zapleczem, to jednak gracze o takim doświadczeniu nie powinni mieć problemów z grą na poziomie NLC, a jeśli je mieli… to – no właśnie – co by było na poziomie LEC?

Jopa włożył stopę w pułapkę na niedźwiedzia

Porozmawialiśmy już o najgłośniejszych nazwiskach – warto powiedzieć więc o zawodnikach, którzy uzupełniają ten roster. W jungli barwy SK reprezentował będzie Skeanz, a na pozycji strzelca wylądował Jopa. I tu mała dygresja: początkowo plotki mówiły o tym, że na pozycji strzelającego zobaczymy kolejną legendę – Zvena. Gdyby faktycznie doszło do takiego ruchu, nie pozostawiłbym na SK suchej nitki. Jopa natomiast daje mi ten promyczek nadziei – to fenomenalny strzelec, o którym od jego współpracowników i trenerów słyszałem same dobre rzeczy. Nie mogę krytykować tego wyboru ze strony SK. Mogę natomiast poddawać w wątpliwość decyzję Jopy – widzieliśmy już wielu rookies, nawet takich z ogromnym potencjałem, którzy odbili się od LEC przez to, że wyglądali słabo w… beznadziejnych drużynach. A SK taką beznadziejną drużyną zdecydowanie może się stać. O tym jak ciężko wrócić jest do LEC po beznadziejnym debiucie opowiedzieć może Jopie… Skeanz. 

Jopa
Jopa – Fot. Michał Konkol/Riot Games

Skeanz był swego czasu złotym dzieckiem League of Legends. Vitality zainwestowało w niego ogromne pieniądze, już od najmłodszych lat był jednym z najlepiej opłacanych zawodników w ERL-ach, a to przez jego fenomenalne umiejętności mechaniczne za młodych lat. Skeanz przez długo dominował solokolejkę, ale równie długo nie umiał przełożyć tego na mecze oficjalne. Po wielu latach w Vitality i kiepskim debiucie musiał czekać aż cztery lata na to, by zagrać w LEC po raz kolejny. Francuz to bardzo polaryzujący zawodnik. Przez bardzo długo utożsamiany ze słowem “overrated”, a jednocześnie – gość, o którym jego współpracownicy i trenerzy wypowiadali się prawie w samych superlatywach. 

Wunder i Lider nie zasługują na to, żeby grać w LEC w 2026 roku. Nic, co pokazali w roku 2025, a może i w dwóch ostatnich latach, nie pozwala nam postawić ich w kolejce do gry w tych rozgrywkach ponad największe talenty w ERL. W moim ostatnim felietonie pisałem o nadziejach Vitality pozyskujących Humanoida zamiast Czajka. Ale dlaczego SK nie pozyskałoby w takiej sytuacji Czajka obok Jopy – jako dwóch zawodników, którzy już razem grali z sukcesami, mają potencjał i zasłużyli na szansę w najwyższej klasie rozgrywkowej?

To, o czym napisałem wam do tej pory, to zapewne nic szokującego, to raczej dość popularna opinia – łatwa i oczywista. Teraz natomiast przybliżę wam jak budowanie rosteru w LEC wygląda z bliska – i z czym muszą mierzyć się organizacje w LEC. Jak dużą siłę tak naprawdę posiada gracz z reputacją na poziomie Mikyxa.

Legendarni gracze mogą mieć legendarne wymagania

Zanim dołączyłem do LEC, pracowałem w akademii Misfits. Plusem całego systemu tej organizacji było to, że mieszkałem wraz z zespołem w Berlinie, więc na co dzień współpracowaliśmy z główną drużyną, ale przede wszystkim miałem możliwość poznania całego tego systemu LEC od środka, rozmawiałem dużo i z członkami naszego managementu, i z managementem innych drużyn. Starałem się spotykać i rozmawiać z ludźmi jak najwięcej, wyciągać historie, ciągnąć ich za język, zrozumieć czym się kierują, z jakimi trudnościami się mierzą. Historie, które wtedy usłyszałem, były dla mnie tak surrealistyczne, że do dziś mam problem z uwierzeniem w to, że były prawdą. Jedną z takich sytuacji przybliżę wam w tym tekście. Nie będę natomiast rzucał nazwiskami, musicie mi zaufać na słowo i użyć wyobraźni.

Był taki moment w historii, w którym najlepsi zawodnicy z Europy odchodzili do Stanów Zjednoczonych, ponieważ pieniądze, które oferowały zespoły z NA były po prostu nieporównywalnie większe. Jeśli chciałeś utrzymać taką gwiazdę, musiałeś stanąć na głowie, żeby ją zadowolić. Pierwszą i podstawową rzeczą, którą mogłeś zrobić, żeby przekonać zawodnika do tego, żeby pozostał w twoim projekcie, było właśnie to, o czym mówimy w tym tekście – dać mu zawodników, z którymi chce grać. W ekstremalnych sytuacjach było jednak o wiele gorzej. Jeden z takich zawodników był ulubieńcem właściciela pewnej z organizacji w LEC. Zażądał wtedy – obok gigantycznej pensji – tego, by organizacja opłaciła mu mieszkanie w Berlinie, a dodatkowo… zapewniło mu również całe umeblowanie. Cała sytuacja jest o tyle chora, że to nie miały być zwykłe meble – cały wystrój wnętrza i wszystko, co w tym domu miało się znajdować, wybrane zostało przez… partnerkę zawodnika (która często stwierdzała, że proponowane meble są za tanie i trzeba wybrać coś droższego). A że mieszkanie było duże, za duże dla pary… to dodatkowo w pakiecie organizacja dorzucić musiała również osobę do sprzątania, żeby kurz się nie zbierał. 

Kiedy gracz dostaje od organizacji gigantyczną pensję, opłacone, gigantyczne, umeblowane mieszkanie i pomoc domową (i być może inne rzeczy, o których dzisiaj już nie pamiętam), z perspektywy budowania drużyny i hierarchii w organizacji budzi to przede wszystkim jeden, podstawowy problem. Taki gracz staje się… szefem. Nie jest on traktowany równo z pozostałymi zawodnikami. W przytoczonej przeze mnie sytuacji, spora część pracowników organizacji – nie mówię tu o graczach – była przeciwko aż takiemu traktowaniu tego zawodnika. Bo wiedzieli, że ostatecznie nie będą mieli nad nim żadnej kontroli. Właściciel organizacji, który daje zawodnikowi aż tak wiele, w sytuacjach konfliktowych postawi go nie tylko ponad innymi zawodnikami, ale też często ponad pracownikami organizacji, w tym jego trenerami czy menedżerami. 

Drugie dno – czy SK jest naiwne, czy to strategia długofalowa?

Wróćmy jednak do sytuacji SK. Mikyx też realnie staje się takim szefem w swojej organizacji. Jestem przekonany, że pierwsze problemy w drużynie, ewentualne słabe wyniki, zrzucane będą na barki zawodników spoza tej trójki, najprawdopodobniej na Skeanza, który w tym wszystkim jest po prostu “najłatwiejszą” ofiarą. Na co jednak może liczyć management SK, podejmując takie decyzje i dając aż tak wiele władzy jednemu zawodnikowi?

Najprostsza odpowiedź jest oczywista – liczą na to, że Mikyx ma rację, skład odpali, a oni sami zajmą miejsca wyższe niż do tej pory, staną się jednym z czołowych zespołów ligi. Na potrzeby tego tekstu załóżmy jednak, że tego składu nie kompletował kretyn – i że raczej się spodziewa, że to nie wyjdzie. Co wtedy? SK jest do bólu nudne. To organizacja bez jakiejkolwiek tożsamości, bez wiernej bazy fanów, od jakiegoś czasu nudna contentowo. To jeden z tych zespołów, który mógłby zniknąć – i nikt by tego nie zauważył. 

Pierwszą “nadzieją” managementu SK może być to, że ściągając lubianych, legendarnych zawodników (Wunder, Mikyx), obiecującego rookie (Jopa) i bądź co bądź, gracza ciekawego, agresywnego, kontrowersyjnego (Lider), tę tożsamość zdobędą i nie będą nijacy. Ten argument nie przemawia do mnie natomiast o tyle, że nie są to raczej zawodnicy, którzy robiliby content, wyszli do fanów, odpalali streamy. Nie jest to więc team pod content. 

Wunder
Wunder – Fot. Wojciech Wandzel/Riot Games

Drugą “nadzieją” managementu SK – i tą, której ja bym się upatrywał, jest to, że mogą liczyć na to, że Mikyx zostanie ich graczem na dłużej, jeśli raz dołączy do drużyny, a oni dadzą mu to, czego chce. Umówmy się – organizacja pokroju SK nie ściągnęłaby gracza pokroju Mikyxa w normalnych warunkach. Jeśli jednak dadzą mu to, czego on wymaga, a projekt nie wypali… to być może będą mogli dalej działać po “swojemu”. Załóżmy, że Wunder i Lider faktycznie są niegotowi na to, by walczyć na topowym poziomie w LEC. Po splicie, dwóch, może po sezonie, management SK może liczyć na to, że przyjdzie do Mikyego i powie: “Słuchaj, spróbowaliśmy, ale ta formuła nie działa. Daj nam teraz ściągnąć innych zawodników”. SK byłoby wtedy w pozycji, w której ma potencjalnie naprawdę dobry botlane – Jopa i Mikyx. To zawodnicy o odpowiedniej renomie, by ściągać kolejnych dobrych zawodników. To core, wokół którego można budować solidny roster.

Ja natomiast obstawiam, że jest na to już trochę za późno, i że jeśli skład ten nie wypali – Mikyx również odpuści, albo dołączy do innego czołowego zespołu, a nie zdecyduje się na budowanie składu w barwch SK Gaming. W swojej karierze dołączał on przecież do XL, ale tylko na rok – a potem wrócił do G2, bo potrafił pokazać, że wciąż jest zawodnikiem najwyższego kalibru. Obawiam się, że ten projekt może się okazać jedynie “last dance” z chłopakami, ostatnia impreza, bawmy się dobrze, wyjdzie – super, nie wyjdzie – trudno, ale przynajmniej mieliśmy fun. A rookie poza LEC-em może na to tylko patrzeć – i płakać.

REKLAMA:
Reklama

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post navigation

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, polecamy również: