FaZe Clan

Quo vadis FaZe, czyli jak w pół roku stracić wszystko

Strona główna » Quo vadis FaZe, czyli jak w pół roku stracić wszystko

Major w 2022, Intel Grand Slam rok później, trzy finały Mistrzostw Świata na przestrzeni 2024 i 2025 roku. Choć nigdy nie byli dominatorami i nie stworzyli swojej ery, każdego roku było o nich głośno. Na karuzelę sukcesów w 2026 nie wskoczyli jednak ani razu. Mowa o ekipie FaZe, która zaliczyła jeden z najsłabszych sezonów w historii dywizji Counter-Strike’a. Wraz z Hermesem i Szeregowym dokonujemy krytycznej dekonstrukcji kolosa na glinianych nogach.

Szesnaście. Tyle pozycji dzieli wchodzące w ten rok, piąte na świecie FaZe i tę samą drużynę, która sześć miesięcy później zamyka półrocze na dwudziestej pierwszej lokacie w systemie rankingowym HLTV. O ile nie jest to wyrocznia i jedyna słuszna forma weryfikacji układu sił, tak w przypadku ekipy Jakuba Pietruszewskiego należy to uznać za zgodny z prawdą wskaźnik trendu. 

REKLAMA:
Reklama

Tuż przed rozpoczęciem Majora w Budapeszcie, od składu odsunięty został rain. Po prawie 10 latach spędzonych w organizacji, rozbrat z norweskim riflerem mógł zwiastować duże tarapaty dla całego projektu, w końcu stanowił on jeden z fundamentów całej historii FaZe. W międzyczasie my oswajaliśmy się z wizją jcobbba grającego u boku karrigana, a za wspomnianego raina do aktywnego rosteru wskoczył Twistzz. Pozostało jedynie czekać, co wydarzy się w stolicy Węgier. Występ na kończącym rok czempionacie pozytywnie zaskoczył wielu. FaZe dotarło do finału, ulegając nieposkromionemu w całym roku Vitality. Sukces przez wielkie “S”? Jak najbardziej! Nic więc dziwnego, że do zmagań po świątecznej przerwie formacja szkolona przez Filipa „NEO” Kubskiego przystępowała w niezłych nastrojach i ze zrozumiałym optymizmem. 

Z odpowiednią pracą, ciężką pracą i oddaniem, wcześniej czy później puchary przyjdą.

Frozen w wywiadzie dla HLTV

Czego zatem nie było przez ostatnie półrocze? Odpowiedniej pracy, ciężkiej pracy czy oddania sprawie? Bo trofeów z pewnością brak, Panie Davidzie…

Próba odpowiedzi na to pytanie, choć w przypadku FaZe będąca wypadkową wielu czynników, wcale nie musi być taka trudna do sformułowania. Pozwólcie jednak, że próbę jej sformułowania złożymy na ręce specjalistów. 

Łukasz “Hermes” Pożyczek

To, co wydarzyło się na początku 2026 roku, swoje początki miało wiele miesięcy wcześniej. Widać, że zarząd starał się znaleźć inny, ich zdaniem mniej ryzykowny długoterminowo, model rozwoju. Pomysł nie był zły, bo dotąd w większości bazowano na karriganie, dla którego trenerzy, czy to RobbaN, czy to NEO, byli tylko właściwym uzupełnieniem.

Problem w tym, że nawet po czasie nie do końca wiadomo, jak miał wyglądać plan reorganizacji. Wiedzieliśmy, że głos karrigana ma być osłabiony, sztab zostanie wzmocniony, a sporo mówiło się także o akademii. W praktyce otrzymaliśmy chaos. Przez ten czas zespół nie do końca potrafił zdiagnozować głównych problemów, a jak już nawet wydawało się, że w końcu wykonują właściwy krok, to i tak dobierali niewłaściwą terapię..

Nawet ta odrobina magii FaZe, którą widzieliśmy w Budapeszcie, na sam koniec stała się gwoździem do trumny tego projektu. Wprowadziła bowiem złudne wrażenie, że to, co dotąd robili, faktycznie miało sens. Otóż nie, nie miało. Na domiar złego, gdy zrobiło się jeszcze trudniej, rozwiązaniem było pozbycie się trenera tuż przed decydującymi meczami, jako że teoretycznie jeszcze można było przynajmniej uratować wyjazd do Kolonii. Oczywiście fakt, że po odsunięciu NEO, nie mieli gotowego następcy i rolę tę musiał pełnić GruBy, jest kolejnym momentem niejako podsumowującym to, co tam się działo.

GruBy
Na stanowisku trenerskim w FaZe kolejny Polak, ale nie był to chyba element ułożonego procesu… – fot. BLAST/Twitch

Ostatnie pół roku to zdecydowanie najgorszy moment w historii FaZe Clanu w Counter Strike’u. Dość powiedzieć, że Kolonia przerwała serię 16 Majorów z rzędu, w których – często z sukcesami – brali udział.

FaZe zaliczyło upadek, ale wraz z nowym otwarciem pojawiła się nadzieja na powrót. Nie wiem czy będą silniejsi, w końcu niegdyś w kluczowych momentach turniejów obawiali się ich wszyscy, ale może przynajmniej nie będą generowali tyle frustracji u widzów.

Olaf “Szeregowy” Ostrowski 

W przeszłości bardzo lubiłem określać FaZe CS-owym Realem Madryt. Porównywałem ich „majorową magię” do magicznych nocy Ligi Mistrzów na Santiago Bernabeu. Wielkie gwiazdy, które błyszczały właśnie wtedy, gdy presja robiła się absolutnie szczytowa. Wszystko pasowało pod tę narrację. Problem w tym, że obecnie FaZe Clan można nazwać co najwyżej CS-owym Manchesterem United i choć to też wielka marka w świecie piłki, to porównanie do niej wcale nie jest komplementem, bo United, jak i FaZe, pogrążyli się w kryzysie i przestali być „sexy” dla tych, którzy faktycznie stanowią o sile sceny. 

Można zastanawiać się, co tak naprawdę stało się z organizacją, w której chciał grać każdy wielki zawodnik? Gdzie podziało się FaZe będące domem dla takich legend, jak GuardiaN, olofmeister czy NiKo? Odpowiedź w moim przekonaniu jest dość prosta – gdy wszyscy inni budowali struktury, wokół których funkcjonowali, FaZe zatrzymało się na sile przyjaźni i przekonaniu, że „jakoś to będzie, bo FaZe to FaZe”. Pewnego dnia to przekonanie musiało doprowadzić ich do ślepego zaułka. I choć określenie problemu jest stosunkowo łatwe, to jego rozwiązanie wcale nie. 

FaZe Clan
„Jakoś to będzie, bo FaZe to FaZe” – Fot. StarLadder

Wszyscy poszli do przodu. Dziś FaZe nie jest już firmą, która mówi – chcemy tego gracza i go sprowadzamy. Choć osoby z kierownictwa zarzekają się, że FaZe nadal ma pieniądze, to ja się pytam, gdzie one w takim razie są? Na jaką gwiazdę z topki CS-a dziś ich stać? Komu złożono ofertę w trakcie szufli? FaZe powinno dziękować bogu, że frozen jest lojalny, nie robi scen i dalej ma ochotę na odbudowę tego projektu. Bo gdyby jeszcze jemu się odechciało, tak jak karriganowi, można by zwijać biznes.

Nie jest przypadkiem, że Finn poszedł grać gdzieś indziej. Nawet on – najwidoczniej po przeanalizowaniu aktualnej sytuacji – nie widział perspektyw na trofea. Nie jest też zbiegiem okoliczności, że przed karriganem statek opuścił ropz. To nie są głupi ludzie. To są osoby, które gdzieś indziej widziały potencjał, który umarł w FaZe. Zanim FaZe Clan zrozumiał, w jakim bagnie się znalazł, ropz zdążył zdominować scenę, a karrigan wygrał drugiego Majora w karierze. Raczej nie narzekają na życie po rozstaniu. Rozstaniu, które dla FaZe powinno być momentem uderzenia się w pierś i zbudowania trzeźwego, stopniowego planu na odrodzenie. 

Odpowiedzialny za tę misję ma być enkay J, który ewidentnie widzi, że musi opierać się na mniej oczywistych wyborach. To może być droga donikąd, jak w przypadku fnatic, które na dobre wypadło z czołówki, ale może im się też poszczęścić, bo ostatni wybór z JBOENem wydaje się mieć jakiś sens i przypominać wyciągnięcie broky’ego z podziemia. Do tego udało się w końcu zaprosić na pokład lurkera. Lepiej późno, niż wcale, natomiast fakt, że tak długo na to czekaliśmy, potwierdza tylko, jak ciężko przychodziły FaZe oczywiste decyzje. 

JBOEN
JBOEN ma stać się jednym z nowych budowniczych. Fot. x FaZe Esports

FaZe w minionych miesiącach stało się piaskownicą bez zabawek. A co to za zabawa w samym piachu? No niby można, ale z zabawkami lepiej. Może nie są teraz na etapie, na którym mogą sięgnąć po najlepsze łopatki, robiące furorę wśród dzieci innych sąsiadów z osiedla, ale przynajmniej sięgnęli po łopatki, których potrzebowali, by coś w tym piachu zrobić. Zyskali snajpera, zyskali lurkera, komunikacja zdaje się żywsza i to normalny efekt zmian, bo do projektu weszły świeże postacie. Teraz zostaje najtrudniejsze – poczuć się na dłuższą metę drużyną i celować w regularne play-offy. Nie trofea. Play-offy. Jak coś wpadnie po drodze to super, ale FaZe nie jest na dziś drużyną pod puchary. Może się nią stać za sprawą kolejnych wzmocnień, najpierw jednak trzeba stworzyć podstawy. Dobrze, że wreszcie się tym zajęto i przestano błądzić we mgle. 

PODSUMOWANIE

Pozostaje wierzyć w nieco zakurzoną, ale wciąż tlącą się nieśmiało potęgę FaZe jako organizacji. Podobnie jak w przypadku wspomnianego wyżej Realu Madryt, FaZe ma za sobą sezon bez jakiegokolwiek trofeum (sorry, Olaf). Do stolicy Madrytu na białym koniu przybył José Mourinho, który ma przywrócić Realowi blask i chwałę. Czy nowy skład okaże się remedium na problemy FaZe? Przekonamy się niebawem, jedno natomiast jest pewne: to zespół-symbol. Symbol pójścia pod prąd, gdy jako pierwsi osiągali wielkie sukcesy, wykorzystując międzynarodowy roster. Może więc i teraz takie pójście pod prąd i budowa czegoś nieoczywistego, okaże się strzałem w dziesiątkę. 

REKLAMA:
Reklama

Radek Florkowski

Komentator i host: CS2 i F1. Świat idealny? Max Verstappen i Lewis Hamilton wyjaśniający swoje przeszłe spory na de_mirage.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post navigation

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, polecamy również: