Zdecydowana większość turnieju rozgrywana online, brak kilku ekip z czołówki i multum problemów technicznych – jak wyglądał 23. sezon najlepszej CS-owej ligi świata w liczbach?
ESL traci hegemonię
Jeszcze kilka lat temu podczas dyskusji o największych esportowych turniejach w Counter-Strike’u niemiecki koncern kojarzył się z tym topowym i najbardziej rozpowszechnionym wśród społeczności. Przed pandemią to właśnie ESL był organizatorem oferującym swoim użytkownikom najwięcej spośród opcji dostępnych na rynku – na samą myśl o IEM-ach czy właśnie Pro Lidze wielu zawodnikom zapalała się lampka – to właśnie te turnieje budziły największe zainteresowanie w świecie CS-a. Dziś jednak rzeczywistość jest dosyć brutalna, a konkurencja poczyna sobie coraz odważniej – seria turniejów od PGL-a, BLAST wprowadzający nowsze i bardziej atrakcyjne formaty czy StarLadder i Perfect World Esports, które przestały zajmować się tylko regionalnymi turniejami i wypłynęły na szersze wody. Gdzie więc w tym wszystkim jest miejsce dla niemieckiego organizatora, który kiedyś, jako jeden z niewielu, kojarzył się z profesjonalnym podejściem i prestiżem?
Pro Liga w liczbach
Pesymiści powiedzą, że to już nie to. Optymiści natomiast zajmą stanowisko, że tak dobrze nie było już bardzo dawno. Obie te grupy mają argumenty za swoją tezą, lecz to właśnie ta pierwsza ma w swoim twierdzeniu nieco więcej racji. Zerknijmy na spokojnie na oglądalność poszczególnych sezonów ESL Pro League pod kątem liczb, które argumentują zarówno jedno, jak i drugie stanowisko. Strona Esports Charts, jak zazwyczaj przy tego typu wydarzeniach, podsumowała zakończony w niedzielę 23. sezon najlepszej CS-owej ligi świata pod kątem wyświetleń. W przypadku meczu finałowego odnotować można pokaźny wzrost względem ubiegłorocznej edycji – spotkanie Natus Vincere z Aurorą w szczytowym momencie śledziło ponad 750 000 widzów.

Duża w tym zasługa dwóch nacji – prawie 1/4 z tego wyniku zawdzięczamy streamerom z Ukrainy i Turcji, czyli krajom, których reprezentanci stanowili aż 70% zawodników w meczu finałowym, podczas którego zanotowano najwyższą oglądalność w peaku. Mimo wzrostu liczby widzów w szczytowym momencie, ich średnia na przestrzeni całego turnieju spadła aż o 17%. Reasumując wszystkie za i przeciw trzeba zaznaczyć jedno – 23. sezon EPL-a był najchętniej oglądanym turniejem tej rangi od ponad półtora roku. W przypadku 20. edycji rozgrywanej końcem roku 2024 przekroczono 800 000 widzów śledzących zmagania jednocześnie w najlepszym momencie transmisji.
Problemów było sporo
Abstrahując już od danych liczbowych – odczucia z minionego sezonu ESL Pro League są raczej negatywne. Przyglądając się opiniom fanów Counter-Strike’a dostrzec można wiele komentarzy sugerujących ESL zmianę formatu podczas przyszłych edycji. – Brak nowych pomysłów i treści był ogólnie trochę smutny – reporterzy powinni starać się wybierać graczy, którzy mówią coś więcej, niż „tak, nie, dobrze i świetnie” – czytamy w podsumowaniach. Co ciekawe, nie spotkałem się z wieloma negatywnymi opiniami na temat internetowej fazy turnieju. Pozwolę sobie więc na delikatną prywatę.
Z perspektywy komentatora, który przez prawie dwa tygodnie był częścią polskiej transmisji z wydarzenia mogę powiedzieć jedno – jeszcze żaden turniej mnie tak nie zmęczył – czy to fizycznie, czy mentalnie. ESL zagrało w pewien sposób va banque – już sama godzina 11:30 jako początek pierwszego z czterech zaplanowanych na dany dzień spotkań mogła dawać do myślenia. Nie będę się już rozpisywał na temat pauz technicznych, których natężenie mogło przyprawiać o bóle głowy, ale sam fakt, że niejednokrotnie spotkania zaplanowane na 16:30 rozpoczynały się grubo po 19, idealnie obrazuje naturę problemu.
Te wszystkie mankamenty, które nakładały się na siebie nawzajem prowadziły do tego, że kilka razy kończyliśmy polską transmisję z EPL-a w okolicach godziny 1:00 w nocy, co w przypadku środku tygodnia bywało, delikatnie mówiąc, niekomfortowe. Ktoś powie – ale przecież ciężko winić za to ESL jako organizatora, przecież to nie oni są odpowiedzialni za problemy natury technicznej wśród zawodników. I tak, i nie, bo gdyby spotkania rozpoczynały się wcześniej, na przykład o 9:00, jak miało to miejsce podczas październikowego PGL-a w Bukareszcie, do takich sytuacji by nie dochodziło. Swoją drogą turniej LAN-owy też mógłby wyeliminować tego typu problemy, ale to już temat na osobny materiał.
Spore pole do poprawy
Ciężko więc jednoznacznie stwierdzić, jaką notę powinniśmy przyznać niemieckiemu organizatorowi za ostatnie wydarzenie. Generalizując – angielska transmisja była delikatnie nudna, brakowało oryginalnego contentu, a sami zawodnicy, przez konieczność rozgrywania spotkań z domów lub drużynowych bootcampów, nie mogli pomóc w jej urozmaiceniu. Pamiętajmy jednak, że 23. sezon EPL-a był tylko niewielką częścią tego, co ESL planuje na najbliższy rok. Najważniejszym turniejem dla niemieckiej grupy będzie czerwcowy IEM Cologne Major 2026, na którym najprawdopodobniej skupiać będzie się uwaga całego esportowego środowiska – wszelkie błędy popełnione podczas Pro Ligi trzeba więc wziąć delikatnie przez palce i liczyć na to, że Major w pełni nam je wynagrodzi.


Zostaw komentarz