Czy to koniec Virtus.pro na scenie CS-a? Organizacja nigdy wcześniej nie była w takim dołku, w jakim znajduje się obecnie.
Zjazd Virtus.pro
To, że w Virtus.Pro nie dzieje się dobrze, to żadna nowość. Kryzys zdaje się być pokłosiem zmian dokonywanych od końcówki 2024 roku. Organizacja podziękowała wtedy za współpracę Dzhamiemu „Jame’owi” Aliemu, obierając nowy koncept na budowę zespołu. Skład miał wrócić na właściwe tory i odbić się po naprawdę słabym sezonie.
Problem w tym, że 2025 rok okazał się jeszcze gorszy. Ba – był to najpewniej najsłabszy sezon w historii organizacji od końcówki jej współpracy z polskimi składami, którą finalnie domknięto po 2019 roku.
Na przestrzeni ostatnich miesięcy Virtusi nic nie zdziałali. Nie załapali się na Majora w Budapeszcie. Na żadnym turnieju nie byli nawet bliscy tytułu. Rok zaczynali w czołowej dziesiątce rankingu VRS, na półmetku byli już na skraju pierwszej dwudziestki, by sezon skończyć na… 50.miejscu.
Od momentu wprowadzenia formatu VRS Niedźwiedzie nigdy nie były tak nisko w zestawieniu. Początek 2026 roku nie przyniósł poprawy, a wręcz jeszcze bardziej pogrążył drużynę. Virtusi zaliczyli upokarzające porażki na mniejszych turniejach – na jednym oddali mapę walkowerem za złamanie regulaminu. Zbierali też bęcki od losowych mixów w meczach, których przegrywać nie przystoi. To była katastrofa.
Virtus.pro… poza rankingiem
Ostatnie dni przyniosły kilka radykalnych ruchów. Nie widząc perspektyw ku poprawie, organizacja postanowiła umieścić na liście transferowej swoich najmocniejszych graczy – Jewgienija „FL1TA” Lebedewa i Petra „fame’a” Bolyszewa. Jeszcze wcześniej zdecydowano o tym samym w kontekście Ilji „Perfecto” Załutskiego. Mówiąc wprost – VP robi czystki i nie wiadomo, w jakim kierunku zmierza.
W obecnych okolicznościach zarząd stwierdził, że zmiany w składzie są konieczne. Najbardziej optymalnym jest odsunięcie Petra i Jewgienija od zespołu i możliwe wytransferowanie ich w niedalekiej przyszłości.
W aktywnym składzie pozostało dwóch wychowanków akademii Niedźwiedzi, ale zespół nie nadaje się obecnie do rywalizacji. VP nie ma w kalendarzu żadnych zaplanowanych turniejów.
Skutkuje to wszystko tym, że organizacja oficjalnie znalazła się poza światowym rankingiem – zarówno VRS jak i HLTV. Oczywiście, w przypadku zwerbowania nowego składu, drużyna wróci do klasyfikacji, ale będzie zaczynać z samego dna. Niezwykle trudno będzie jej wspiąć się do miejsc, do których przyzwyczaiła nas przez ostatnie lata.
Na Virtus.pro nie ma konceptu, a przynajmniej nie jest on nam na razie jawnie znany. Odbudowa marki może trwać miesiącami, tymczasem póki co nie ma nawet bodźca, który jakkolwiek by to ruszył.
VP nigdy wcześniej nie znalazło się w takiej sytuacji. Pierwszy raz w historii jest nieklasyfikowane i mierzy się z tak wyraźnym kryzysem. Możliwe, że oglądamy upadek marki dobrze znanej polskiej społeczności. Czy jej szkoda? Niekoniecznie. Natomiast sentyment zawsze w głębi duszy gdzieś pozostaje.


Zostaw komentarz