Dzhami „Jame” Ali przeżywa swój renesans, podczas gdy jego była drużyna szoruje po dnie. Virtus.pro śmiało można doczepić łatkę frajerów za decyzje organizacji.
Kryzys w 2024 roku
Grudzień 2024 roku. Virtus.pro kończy bardzo słaby sezon. To pierwszy rok, kiedy organizacja nie wygrała ŻADNEGO tytułu od chwili, gdy zdecydowano się na skończenie współpracy z polskimi składami i postawienie na rosyjskojęzyczne piątki. To ewidentny sygnał, że coś poszło w bardzo złą stronę. Przecież jeszcze w 2022 roku drużyna wygrywała Majora w Rio – nawet nie próbujmy udawać, że triumf Outsiders nie jest osiągnięciem VP.
Tymczasem w 2024 roku ekipę stać maksymalnie na ćwierćfinały najwyższej rangi turniejów. Na Majorach idzie jej jeszcze gorzej – w Kopenhadze Virtusi odpadają przed play-offami, a w Szanghaju jeszcze na etapie Challengers Stage.
Ambitny transfer Denisa „electroNica” Szaripowa z Cloud9 nie przyniósł pożądanych efektów. Potem zaczęła się karuzela z trenerami – na przestrzeni sezonu VP miało ich aż trzech. W kwietniu zrezygnowano z tego, z którym organizacja odnosiła największe sukcesy – Dastana „dastana” Akbajewa. Najbardziej absurdalnie wyglądała relacja zawodników z jego następcą, Andrejem „Xomą” Mironienko. Wydawało się, że nie ma on wręcz żadnego autorytetu. Viralowe stały się klipy, na których trener jest kompletnie lekceważony przez graczy. W sumie „Xoma” przepracował w organizacji tylko trzy miesiące.
Gdybyśmy mieli opisać sposób, w jaki zespół kończył sezon, to do grudnia Virtusi wręcz się doczołgali. Grali chaotycznie, mało efektywnie – w zasadzie nic nie działało jak powinno. Zmiany wisiały w powietrzu, chociaż nikt nie spodziewał się chyba aż TAK drastycznej rotacji, jaką wykonano.
Kapitan Jame wyrzucony za burtę
Virtus.pro posadziło na ławce jame’a. Ikonę, legendę, symbol składu. MVP Majora w Rio. Jednego z trendsetterów w kwestii modelu IGL-snajper. Jame był twarzą tej drużyny i jej sukcesów. Odsunięcie go od gry nie było zwykłą zmianą – to niczym zamknięcie kolosalnego rozdziału w historii organizacji.
Virtusi zrezygnowali również z Dawida „n0rber7a” Danieljana, ale wymiana na Timura „FL4MUSA” Marewa nie była aż tak kontrowersyjna, jak wejście Kaisara „ICY’ego” Fazurowa w buty Jame’a. Kazachski snajper był kolejnym zaciągiem z kończącego się rosyjskiego C9. Nie był jednak prowadzącym, więc VP musiało zrestrukturyzować całą drużynę. Pałeczkę IGL-a przejął electroNic.
Sam Jame długo na angaż nie czekał. Już w styczniu przetransferowano go do PARIVISION. Wtedy wydawało się, że to duży krok w tył. PARI nie grało na S-tierowych turniejach. Nigdy nie wystąpiło na Majorze. Ali trafił do drużyny, która sama postawiła w 2025 roku na duże zmiany. Niemniej Jame znów miał okazję do pracy z „dastanem”. Czekał ich kawał roboty do wykonania.
Wspinaczka PARIVISION
Jak już wspominaliśmy, PARIVISION było drużyną o klasę niżej od Virtus.pro. W styczniu zajmowało 86. pozycję w rankingu VRS. Sukcesy w turniejach online pozwoliły rosyjskiej marce szybko piąć się w górę. Momentalnie można było odczuć, że PARI stać na dużo, choć nie sposób ocenić, gdzie jest sufit składu. W marcu ekipa była już w pierwszej trzydziestce rankingu.
Wtedy nastąpił pewien krach. Zespół nie potrafił dobić się do czołowych rozgrywek. Przegrywał eliminacje do turniejów BLAST i PGL, ale najbardziej zabolała chyba majowa przegrana w finale 49. sezonu ESL Challenger League. PARIVISON zagrało znakomity sezon, ale w decydującym meczu uległo ukraińskiemu B8 2:3. Oznaczało to brak awansu do kolejnego sezonu ESL Pro League.
Co gorsza, już w kwietniu PARIVISION straciło szansę kwalifikacji na BLAST.tv Austin Major 2025. A wszyscy chyba wiedza, jak przełomowy – zwłaszcza dla rozwijającej się organizacji – może być Major.
Pół roku harówki, a apetyt udało się zaspokoić jedynie połowicznie. Nie da się cały czas bazować tylko na turniejach pokroju CCT, jeśli celujesz w najjaśniejsze salony sceny. W połowie sezonu organizacja zdecydowała się na zmiany w składzie.
Jame kapitanem młodych gniewnych
Do drużyny trafili w czerwcu Władysław „XiELO” Łysow i w lipcu Andrej „AW” Anisimow. Oznaczało to definitywne odejście Alekseja „Qikerta” Golubewa, który dotychczasowo pełnił rolę prowadzącego. Kapitańską opaskę dostał w tej sytuacji Jame. Warto jest przedstawić, jak w lipcu wyglądał skład PARIVISON, który zresztą jest aktualny do teraz:
- Dzhami „Jame” Ali (snajper/IGL)
- Andrej „BELCHONOKK” Jasinskij
- Emil „nota” Moskwitin
- Władysław „XiELO” Łysow
- Andrej „AW” Anisimow
- Dastan „dastan” Akbajew (trener)
Średnia wieku ekipy spadła do 21,5. Po 27-letnim Alim najstarszy jest… 21-letni Jasinskij. Jame został kapitanem bardzo młodej, lecz zarazem piekielnie obiecującej sklejki. Pewnym było, że PARIVISION mocno pójdzie po wyniki w drugiej połowie roku i albo podbije scenę przebojem, albo spali się we własnym ogniu jeszcze przed końcem sezonu.
Priorytetem był oczywiście awans na StarLadder Budapest Major 2025. Skład wziął się do roboty. W sierpniu wygrał pomniejszy turniej ESL Challenger i zakwalifikował się na jesienne StarSeries od StarLaddera. Najważniejszy punkt to jednak wygrana na wrześniowym LanDaLan, który pozwolił PARI na awans aż na 18. pozycję w rankingu VRS. Nie dość, że odświeżony zespół zadebiutował na turnieju stacjonarnym, to wykonał przy tym ogromny krok w kierunku Majora.
Co ciekawe, w wywiadzie na turnieju nota powiedział, że drużyna nawet nie myślała wtedy przesadnie o awansie do Budapesztu. Intencją było przyjechanie na LAN-a i spisanie się dobrze jako kolektyw. PARI nie uważało się za faworyta do wygranej w LanDaLan.
Nie liczyliśmy specjalnie na awans na Majora. Priorytetem było zagranie dobrze jako drużyna, a reszta schodziła na boczny tor. Chcieliśmy pokazać pracę zespołową.
Sam dastan też studził wtedy nastroje. Kazachski trener mówił o ciężkiej pracy i wysokich wymaganiach, jakie stawiał sobie zespół.
Dla tych nastolatków niektóre porażki są niezbędnym czynnikiem w procesie uczenia się. Praca z młodymi nie jest taka łatwa. Mieszkam z nimi w jednym domu od stycznia i to pomaga. Niektórzy zawodnicy zbyt długo obijali się o trzeci czy drugi tier, przez co gorzej rozumieją grę. Dlatego trzeba oglądać więcej meczów i częściej grać. Nigdy nie mierzyli się z ZywOo czy donkiem, a ja chcę im pokazać, że w takich spotkaniach błędy będą jeszcze mocniej karane.
Wracając jednak do bohatera tego felietonu – dastan sporą część wypowiedzi poświęcił Jame’owi.
Jame to nie tylko jeden z najlepszych kapitanów na scenie, ale i nauczycieli. Mieszka z nami na bootcampie, choć ma swoje życie prywatne – ma żonę. Ma wpływ na tych młodych chłopaków. Z jego pomocą mogą wejść na szczyt.
Ali do tego stopnia wierzył projektowi, że wraz z dastanem zgodzili się na potencjalne odpuszczenie roli snajpera, jeśli byłoby potencjalną korzyścią dla zespołu.
Wygrana na LanDaLanie sprawiła, że marzenia o Majorze stały się realne. Ciężka, całoroczna praca Jame’a mogła przynieść dorodne owoce.
Ten rok był zbyt trudny, abym mógł mieć wobec niego jakieś konkretne oczekiwania. Mam pod sobą chłopaków, którzy na poważnie grają może od połowy roku. Ale nie zrozumcie mnie źle – są najlepsi z najlepszych.
Jame wraca na Majora i to jak!
I ta młodzież to zrobiła – PARIVISION zakwalifikowało się na Majora w Budapeszcie. Jeszcze przed nim drużyna wygrała Galaxy Battle i przy trzecim podejściu w 2025 roku udało jej się zakwalifikować do ESL Pro League. PARIVISION zagra w 23. sezonie prestiżowej ligi.
Co do Majora – wszyscy chyba wiedzą, jaką rewelacją stało się PARI. Rosjanie przeszli 1. fazę, a wczoraj po genialnej serii zapewnili sobie awans do finałowej szesnastki. Są w znakomitej formie, będąc obok B8 jedną z najmłodszych formacji pozostałych w grze o tytuł. Nawet Jame, który przyzwyczaił nas do bardzo stonowanych reakcji, pokusił się o kilka mocnych słów.
Dla mnie to jak jakiś cud. Chłopcy z ulicy, którzy dosłownie grywali sobie na FACEICIE, potrafią dojść tu tak daleko i pokonywać najlepsze drużyny na świecie. Cały rok pracy zaczyna się spłacać.
Skoro tak wyglądał rok Jame’a i możliwe, że Ali jeszcze skubnie coś w tym sezonie, to spójrzmy na Virtusów, którzy przecież 2025 rok zaczęli od zrezygnowania z jego usług.
Ten sezon był jeszcze gorszy od poprzedniego. Początki budziły pewne nadzieje, bo VP zagrało w ćwierćfinałach IEM-u Katowice, a na Majorze w Austin niewiele zabrakło do awansu do play-offów. Tyle że po Austin zaczął się ewidentny zjazd. Niedźwiedzie stale brały udział w S-tierowych turniejach, w których notowały dramatyczne wręcz wyniki.
Zaczęła się panika – FL4MUSA i electroNica nie ma już w zespole, a ostatnio zrezygnowano również i z ICY’ego. Wszyscy gracze, którzy przychodzili do zespołu w momencie rozstania z Jamem… również już nie są w drużynie.
To rok kompletnie spisany na straty. VP daje obecnie szansę prospektom z akademii na pokazanie się w głównym składzie, ale w tym sezonie nic już nie ugotują. No i jeszcze jedna ważna kwestia – Virtus.pro nie zakwalifikowało się na StarLadder Budapest Major 2025.
Można więc śmiało powiedzieć, że organizacja kompletnie nie trafiła ze swoimi decyzjami sprzed roku. Jame swoimi wynikami upokorzył byłego pracodawcę. Pokazał mu, że się mylił, ale teraz Ali nie ma czego żałować. Jego nowa drużyna wspięła się na szczyt. Obecnie tak samo jak trudno jest określić, gdzie jest sufit PARIVISION, tak nie sposób ocenić, jak głęboko na dno mogą spaść jeszcze Virtusi.


Zostaw komentarz