20 stycznia 2016 roku na scenie Counter-Strike’a pojawiła się nowa dla tych kręgów marka. Po 10 latach FaZe Clan jest jej gigantem.
Jak zaczynał FaZe Clan?
Matecznikiem FaZe Clanu zawsze było Call of Duty. Na tym tytule marka postawiła swoje fundamenty i zbudowała legendę. Wejście na scenę Counter-Strike’a było czymś nowym, ale wiązano z tym ogromne ambicje. Niektóre duże organizacje potrafiły robić to pochopnie i bez lepszego zaplecza. Przykładami są tu TSM czy Optic – inni giganci zza oceanu, których przygody z CS-em były krótkie i nierówne. FaZe Clan jednak miał swój pomysł.
Wykupiony w styczniu 2016 roku skład G2 Esports stał się jego pierwszą drużyną. Zapłacono wtedy za niego rekordowe 700 tysięcy dolarów. Teraz taka kwota nie robi już dużego wrażenia – często transfery pojedynczych, topowych zawodników grubo przekraczają milion dolarów. Tyle że wtedy realia były zupełnie inne, a taka inwestycja ze strony FaZe jasno dowodziła, że Clan celuje wysoko. W tym tekście nie będziemy wymieniać wszystkich graczy, którzy przez tę dekadę przewinęli się przez stajnię FaZe, natomiast z kronikarskiego obowiązku warto przypomnieć skład „założycielski”. Tworzyli go:
- Havard „rain” Nygaard
- Ricardo „fox” Pacheco
- Mikail „Maikelele” Bill
- Joakim „jkaem” Myrbostad
- Philip „aizy” Aistrup
Po krótkim czasie funkcję trenera objął legendarny Robert „Robban” Dahlstrom. Tak rodził się nowy kolos esportowej sceny Counter-Strike’a.
2016 rok można potraktować jako poligon. FaZe Clan nie odnotował żadnych większych sukcesów. Dość szybko zdecydowano się na zmiany w składzie – Maikelele odszedł już w kwietniu i w kolejnych miesiącach niemal cała ekipa została wymieniona. Niemal, bo w strukturze pozostał rzecz jasna rain. Jeszcze przed końcem sezonu pałeczkę kapitana przejął odrzutek z Astralis, Finn „karrigan” Andersen.
2017 – FaZe ustala reguły gry
W 2017 roku organizacja zaczęła być głodna sukcesów. Ekspozycja marki na scenie CS-a stawała się coraz lepsza. Stopniowo budował się fanbase, bardzo przykładano się do zespołowych akcesoriów, a fakt, że przez drużynę przewijały się coraz większe ksywki, tylko przyciągał kolejnych kibiców.
W lutym Clan wykonał być może swój najważniejszy transfer w historii. Z Mousesports ściągnięto Nikolę „NiKo” Kovaca.
Wykup Bośniaka wyniósł zespół na zupełnie inny poziom. Na tamten moment Kovac był czołowym prospektem. NiKo szukał drużyny, która pomoże mu wygrywać tytuły. FaZe Clan szukał kogoś, kto do tych pucharów go poprowadzi.
W kolejnych miesiącach do paki dołączyli Ladislav „GuardiaN” Kovacs i Olof „olofmeister” Kajbjer – to wybiło skład na sam szczyt. Rok FaZe Clan kończył z czterema dużymi tytułami. Nie było wśród nich Majora, natomiast tak dobra forma sprawiła, że zespół stał się faworytem przed Majorem w Bostonie, który miał zacząć kolejny sezon.
Finał, którego nikt nie zapomni
ELEAGUE Major 2018. Minęło 8 lat, a można mieć pewność, że ówcześni gracze FaZe Clanu pamiętają to wszystko, jakby wydarzyło się wczoraj. Turniej w Bostonie był kumulacją wielu niesamowitych wątków. Definitywna klęska polskiego Virtus.pro, spektakularny run Quantum Bellator Fire, debiut tureckiej drużyny, Space Soldiers, na wydarzeniu takiej rangi. To wszystko schodzi jednak na bok, kiedy weźmie się na tapet finał – FaZe Clan versus Cloud9.
Nie będziemy rozpisywać się nad tym meczem, bo chyba każdy doskonale wie, co się tam stało. Był to najlepszy finał Majora w historii, ale, nawet po tak wyjątkowym meczu, tylko jedna drużyna może podnieść puchar. Było to Cloud9, które napisało historię, stając się pierwszym i jak dotąd jedynym amerykańskim składem ze złotem na Majorze. FaZe Clan schodził ze sceny jako przegrany największego meczu w dziejach Counter-Strike’a. Nie – to nie jest hiperbolizacja. Dla przypomnienia zostawiamy poniżej załączonego VOD-a z decydującej mapy tej serii.
Gdyby FaZe Clan wygrał ELEAGUE Boston 2018 bardzo możliwe, że zacząłby swoją erę. Wielce prawdopodobnym jest, że Astralis nie stałoby się hegemonem sceny na taką skalę, jaką znamy. To FaZe miałby wszystko – najważniejszy tytuł, najwyższe miejsce w rankingu, najlepszego gracza na świecie, najlepszego snajpera na świecie i zapewne po prostu najlepszy zespół na świecie.
A jednak tak się nie stało. I chociaż w latach 2018-2019 FaZe Clan potrafił wygrywać ważne turnieje, to Major wciąż pozostawał nieosiągalny. W drużynie zaczęły się fundamentalne roszady, a definitywny upadek pierwszego wzlotu organizacji można częściowo związać z początkiem pandemii. W jej trakcie do G2 przeniósł się NiKo i już nic w zasadzie nie było takie same.
FaZe Clan był ofiarą finału w Bostonie, natomiast dużo bardziej od organizacji odczuli to jej dwaj zawodnicy. GuardiaN już nigdy potem nie dostał szansy zagrania o taki tytuł. Jego zjazd był drastyczny i błyskawiczny – z najlepszego snajpera świata stał się przeżytkiem. Jego karierę dobiły żenujące wręcz historie o jego lenistwie i gnuśności. Drugim poszkodowanym był NiKo. To był ten Major, na którego polował latami. Tyle że w odróżnieniu od Słowaka, Bośniak miał jeszcze szanse na zdobycie tego pucharu – był przecież z G2 w finale Majora w Sztokholmie w 2021 roku. Wtedy jednak NAVI było dużo lepsze i wygrało bez większych wątpliwości. W Bostonie FaZe Clan był o włos od spełnienia największego marzenia Nikoli „NiKo” Kovaca.
Powrót króla
W okresie pandemii kalendarz na scenie CS-a był dość specyficzny, ale zespoły nie mogły narzekać na nudę. Turniejów było mnóstwo, wszystkie w formacie online i do tego dzielono je na regiony. Mimo to, w tym nagromadzeniu wydarzeń, FaZe Clan wygrał tylko jedne rozgrywki – „europejski” IEM New York 2020.
A celowano znacznie wyżej. O ile eksperymenty z weteranami Daurenem „AdreNem” Kiustabajewem czy Filipem „NEO” Kubskim nie wyszły, o tyle w 2020 roku w FaZe grał już Marcelo „coldzera” David, a organizacja dała też szansę młodemu Helvijsowi „broky’emu” Saukantsowi. Stabilnych wyników jednak brakowało – NiKo w październiku odszedł do G2, co w zasadzie było równoznaczne ze spisaniem sezonu na straty.
I tak jak w 2021 roku świat stopniowo dochodził do siebie po pandemii, tak FaZe Clan rozpoczynał „postkovacową” erę. Do organizacji wrócił karrigan. Ściągnięto najlepszego gracza z Ameryki Północnej – Russela „Twistzza” van Dulkena. Eksperymenty dobiegały końca i choć 2021 rok był zdecydowanie najgorszym w historii FaZe na scenie CS-a, tak wszystko prowadziło ku wielkim i potrzebnym zmianom.
Powrót Andersena był w tym najważniejszy. Drużyna miała problem z ugruntowaniem pozycji prowadzącego, a Duńczyk należał do czołowych specjalistów na tym polu. Karrigan nie próżnował w okresie rozłąki z FaZe – spędził owocny czas w MOUZ, gdzie dyrygował znacznie młodszymi od siebie kompanami. W 2022 roku miał odbudować Clan i ponownie wprowadzić go na najjaśniejsze salony.
Złoty czas FaZe
Jak dziś wiemy, renesans FaZe przebiegł pomyślnie. Ogromny wkład w to wszystko miało ściągnięcie kolejnego gracza z MOUZ – Robina „ropza” Koola. Estończyk wchodził wtedy na swój najwyższy poziom. Kompletnie rozkwitał. Myszy ograniczały jego rozwój, ale w FaZe, łącząc się ponownie z karriganem, miał szansę sięgnąć szczytu.
2022 rok był najlepszym w historii marki. Wygrała obydwa czołowe IEM-y – Katowice i Kolonię. Została mistrzem 15. sezonu ESL Pro League. Ale co najważniejsze, FaZe Clan wreszcie sięgnął po puchar na Majorze, wygrywając PGL Antwerp. Na koniec sezonu nikt nie miał wątpliwości, że Clan był najlepszą drużyną świata.
Transfer ropza okazał się strzałem w dziesiątkę. 32-letni wtedy karrigan udowodnił krytykom, że jest specjalistą w swoim fachu. FaZe Clan nigdy wcześniej nie był tak mocny, chociaż wyszło na to, że tej formy nie dało się utrzymać na dłużej. Na początku 2023 roku drużyna skompletowała Grand Slam i stopniowo zaczęła obniżać loty.
FaZe Clan budzi się w CS2
Nowym rozdziałem i szansą na kolejne rozdanie okazał się debiut CS2. Clan wygrał pierwszy duży turniej, który rozgrywano na tej wersji gry – IEM Sydney 2023. Końcówka sezonu była dla drużyny zresztą bardzo udana, bo łącznie zdobyła w dwa miesiące trzy wysokiej rangi tytuły.
Wchodzimy w 2024 rok, który dla FaZe był trudną pigułką do przełknięcia. Formacja trzymała się czołówki – bezapelacyjnie należała do grona najsilniejszych ekip świata. Niemniej puchar wygrała tylko na IEM Chengdu, a dodatkowo przegrała DWA finały Majora. W Kopenhadze lepsze było NAVI, a w Szanghaju górował Team Spirit.
FaZe Clan nadal dostarczał świetne show. Wciąż cieszył się ogromną popularnością. Drużyna gwarantowała mecze na wysokim poziomie. Od paru miesięcy w roli trenera pracował już z nią NEO i Polak radził sobie naprawdę dobrze. Niemniej w powietrzu unosił się już wiatr zmian.
Na rzecz obiecującego projektu w Liquid skład opuścił Twistzz. Gdzie FaZe Clan szukał następcy? W MOUZ oczywiście – sprowadzono Davida „frozena” Cernansky’ego. I ta cała paka wyglądała znakomicie. Tyle że tu już nie można było tylko patrzeć na siebie. Swoje ambicje manifestowało Vitality. Spirit mocno namieszało w 2024 roku, dając do zrozumienia, że też miejsca w czołówce nie odpuści. Zawsze groźne MOUZ, przepalający miliony Falcons czy objawiający się powoli The MongolZ. Konkurencja nie spała. Ona rosła w siłę i pokazała wtedy FaZe, że już nic łatwo mu nie odda.
Historia najnowsza – dokąd zmierza FaZe Clan?
Tym sposobem doszliśmy do okresu ostatnich miesięcy. Okresu burzliwego, niestabilnego, w którym skład trafił z piekła do nieba. Rok 2025 zaczął się od odejścia ropza do Vitality. Tym razem nie było naturalnego zmiennika – FaZe Clan spróbował z Jonathanem „ELiGEM” Jablonowskim, ale na dłuższą metę Amerykanin nie dał rady.
Początek sezonu był trudny, a głód na sukcesy coraz większy. Efektem tego wszystkiego był kolejny eksperyment z wypożyczeniem Oleksandra „s1mpla” Kostyliewa na BLAST.tv Major Austin. I choć Clan doszedł na turnieju do ćwierćfinału, co nie było wcale taką oczywistością, to finalnie współpracy z Ukraińcem nie przedłużono, a do ekipy przywrócony został broky.
ELiGE nie wytrzymał do końca roku – we wrześniu dokonano wymiany z Liquid, na której mocy wrócił syn marnotrawny Twistzz.
No i rzecz jasna sierpniowy, polski nabytek w osobie Jakuba „jcobbba” Pietruszewskiego. Byłemu graczowi Apogee poświęciliśmy mnóstwo tekstów, w których podsumowaliśmy jego dotychczasowy pobyt w FaZe, więc z tego miejsca do nich odsyłamy.
Efektem tej wybuchowej wręcz przebudowy były wpierw słabiutkie wyniki, które następnie przebito… finałem na Majorze w Budapeszcie. Obecnie FaZe Clan jako zespół jest w tak dziwnej i nieszablonowej formie, że nie sposób przewidzieć, jak mogą potoczyć się następne miesiące w jego wykonaniu. Przypomnijmy, że drużyna zaczęła już nowy sezon i na start zaliczyła uwłaczającą porażkę z EYEBALLERS w BLAST Bounty. Gdzie jest w stanie dojść obecny skład? Tego nie wie nikt.
Ten tekst nie jest jednak poświęcony temu, co teraz dzieje się w organizacji, a zebraniu wszystkiego, co przez te 10 minionych lat przeszła na scenie CS-a. Dziś FaZe Clan to gigant, przez którego strukturę przewijali się najlepsi gracze świata. To tak ogromny twór, że esportowa sekcja kompletnie uniezależniła się od influencerskiej części, która była pierwotnie jej matką. Dzięki temu FaZe Esports jest niezagrożone wobec ostatnich perturbacji w samym Clanie.
Tytuł Majora z Antwerpii. 19 innych dużych trofeów. Tytuł Grand Slam z 2023 roku Ponad 9,7 milionów dolarów z nagród turniejowych. Miliony fanów na całym świecie. Tak – wchodząc do gry 20 stycznia 2016 roku FaZe Clan na zawsze zmienił historię sceny Counter-Strike’a. I miejmy nadzieję, że nas, jako sympatyków tytułu, organizacja będzie zachwycać jeszcze na długie lata. Bo jeśli można coś nazwać instytucją, to te miano FaZe w CS-ie należy się bez grama wątpliwości.


Zostaw komentarz