W walce o pierwsze mistrzostwo Polski w 2026 roku pozostały już tylko 3 drużyny. Barcząca dokonała niesamowitego comebacku przeciwko Orbit Anonymo. Co na temat serii mieli do powiedzenia trenerzy obu drużyn?
Ależ dostaliśmy meczycho na otwarcie ostatniego tygodnia z zimowym splitem Rift Legends. Niewielu spodziewało się, iż pojedynek Barcząca vs Anonymo będzie w stanie dostarczyć takich niesamowitych emocji. Anonymo zaskoczyło wszystkich w pierwszej mapie. Nie w drafcie, bo dostaliśmy typowy draft. Jednak w grze, mimo, że w złocie prowadziła Barcząca, to gracze Anonymo skutecznie grupując się łapali kolejne eliminacje, gromadzili smoki i po jednym z takich wyłapań wzięli Nashora, po którym ostatecznie przejęli przewagę i wygrali grę. Za tę mapę na oklaski zdecydowanie zasługuje Ejsner. Jego Ezreal był nie z tej Ziemi. Druga mapa, to drugi świetny występ od underdogów, ba jeszcze lepszy od poprzedniego. Joki37 w końcu wyciągnął Zyrę do lasu, która w połączeniu z innymi herosami w kompozycji Anonymo była w stanie z niebywałą skutecznością wyłapywać rywali. Legendarna Zyra Jokiego poprowadziła Anonimowych do sukcesu i postawienia serii w punkcie meczowym.

W ciągu pierwszych dwóch map liderzy Barczącej pozostawali jakby w uśpieniu. Jactroll dający się wyłapywać był fatalnym omenem dla kibiców tejże formacji. Jednak na trzeciej mapie Mikusik wziął sprawy w swoje ręce i na Zaahenie poprowadził ekipę do zwycięstwa. Reszta drużyny fantastycznie odpowiedziała na ten impuls. Szczególnie cieszy postawa Tenshiego w dwóch ostatnich mapach – na Vex i Taliyii. Ten, w stosunku do którego było najwięcej wątpliwości, dowiózł w najważniejszym momencie. Zresztą to po jego podbiciu Sobka i Ejsnera, Barcząca zakończyła tę serię wynikiem 3:2, dokonując drugi reverse sweep w tych play-offach.
Orbit Anonymo – i tak jesteście niesamowici
Fakt, że Anonymo w ogóle znalazło się w top 4 jest czymś niebywałym. Po pierwsze, nigdy nie udało im się tego osiągnąć w erze Rift Legends, po drugie, po LAN-ie wielu stawiało ich na siódme miejsce, a po trzecie, mieli wcale nie wyjść z grupy pretendentów. No i po czwarte, mieli przegrać na Onion Team. Nagle się okazało, że nie tylko są czwartą siłą ligi, ale mogą realnie powalczyć o podium. Trochę tym razem zabrakło, ale Orbit Anonymo świetnie się ogląda i widać, że zmiany poczynione w off-seasonie były właściwe. Progres drużyny w ciągu dwóch tygodni też zasługuje na uznanie. Spisali się świetnie, jednak zostali wyeliminowani i sporo pracy przed nimi.Tak na gorąco minioną serię skomentował Valuta – trener Anonymo:
Po dwóch pierwszych mapach chcieliśmy dalej szukać kompozycji teamfightowych, bo w tym widzieliśmy słabsze strony Barczącej. Myślę, że w kilku grach mocno ustawił obraz early-midgame, gdzie trochę nam się podpaliła głowa i poszliśmy o wiele za daleko. Szkoda serii, bo przy 2:0 wystarczyło wygrać jedną z trzech map by to domknąć, ale się nie udało. Myślę też, że dało się w późniejszych draftach bardziej pomóc chłopakom, ale też są pewne ograniczenia. Jeszcze raz szkoda, ale i tak nikt nie zakładał, że zajdziemy tak daleko i że damy tak dobrą serię. Mam nadzieję, że widzowie są zadowoleni, bo moi gracze powinni z siebie być.
Ja powiem tylko tyle – nie mogę się ich doczekać na wiosnę!

Jakie są nastroje w obozie Barczącej?
Faktem jest, że Barcząca męczyła się dzisiaj z Anonymo. Męczyli się, chociaż na papierze byli dużo lepszym zespołem. Tak serię na gorąco komentował trener Barczącej – Shoopiltee:
W sumie to nawet nie chodzi o to, kto jest słabszy, a kto mocniejszy. Nie chcę brzmieć jak buc, zwłaszcza po takiej serii, ale biorąc pod uwagę czyste umiejętności – jesteśmy drużyną lepszą. Tylko do wygrania gry potrzeba znacznie więcej, niż tylko czystych umiejętności. Byliśmy bardzo zagubieni na pierwszych dwóch mapach, zwłaszcza jeśli chodzi o walki drużynowe. Wróciły stare demony z początku splitu i to dość niepokojące, że takie błędy pojawiły się na tym etapie rozgrywek. Anonymo zagrało dokładnie tak, jak wiedzieliśmy że zagra. Mówiliśmy o tym, byliśmy gotowi, ale najwidoczniej teoria a praktyka to dwie różne rzeczy. Wciągnęli nas do swojego macro piekiełka i nie potrafiliśmy sobie w nim poradzić. I ja to świetnie rozumiem, bo przez większość kariery to właśnie ja byłem po tamtej stronie. Zawsze to moja drużyna była underdogiem, tym Dawidem mierzącym z procy prosto w Goliata. Gdyby nie drafty w trzeciej, czwartej i piątej grze, to równie dobrze moglibyśmy to przegrać.
Shoopiltee z tego co widać zdaje sobie sprawę, jak blisko w tej serii było do porażki. Porażki, która mogłaby być określona później mianem największego blamażu tego splitu Rift Legends. Barcząca była o krok od tragedii, jednak młodziutki leśnik – Mikusik – rozpoczął kontrofensywę, po której już się Orbit Anonymo nie podniosło. Kto według trenera był najlepszym graczem w serii?
Chciałoby się powiedzieć, że Ejsner, ale no już starczy z tym chwaleniem Anonymo. Każdy miał lepsze i gorsze momenty w trakcie tej serii, więc ciężko jest wskazać jedną osobę. Jeśli jednak musiałbym wybrać to Mikusika, za to, że zamknął mi mordę tym Zaahenem.

Czy obolała Barcząca może stawić czoła Forsaken?
Na zwycięzcę wczorajszej serii już czeka Forsaken. Zakapturzeni póki co dali nam naprawdę wiele pozytywnych sygnałów, co mocno kontrastuje z Barczącą. Zresztą, to zestawienie już mieliśmy w fazie grupowej. Wtedy Zakapturzeni absolutnie przejechali się po oponentach. Forsaken zdawało się być lepszą drużyną z każdym dniem, gdy teraz wymęczona Barcząca zdaje się być pod formą. Jaką optykę na starcie z Forsaken ma Shoopiltee?
Naszym największym przeciwnikiem dzisiaj byliśmy my sami. Jutro z Forsaken wyjdzie zupełnie inna Barcząca, więc historia jutrzejszej serii nie ma nic wspólnego z historią dzisiejszej serii. Wychodzimy na nich i będziemy się, mówiąc kolokwialnie, nap***dalać.
Widać, że Barcząca chce się nieco odciąć od wygranej, ale jednak wymęczonej serii na Orbit Anonymo. Często w pięciomapówkach trzeba pokazać sporo wyborów, czasami takich, które były szykowane na czarną godzinę. Jednak w tym kontekście trener Barczącej wydaje się być dość spokojny.
Nie daliśmy Forsaken żadnych informacji. Jeśli chcemy wygrać, to nie możemy zagrać tak jak dzisiaj. Oglądanie tych gier nie da im żadnej daty. To samo można powiedzieć o pickach. Na pełnym dystansie fearlessa zawsze znajdziemy championy i dzisiaj nic szczególnego nie zdradziliśmy.
Czy Woolite zaliczy kolejny finał z rzędu na polskiej scenie?
24 finały to statystyka wręcz niesamowita. Teraz jednak owa seria może zostać przerwana. Forsaken jest faworytem dzisiejszego starcia, bez dwóch zdań. Zakapturzeni ostatnio przespacerowali się po Barczącej, teraz dodatkowo ci drudzy po raz kolejny udowodnili nam, że mają sporo problemów. Według mnie Forsaken wygra, być może nawet 3:0.
Z drugiej strony może faktycznie Woolite ma jakiś plot armor? Agresivoo, Woolite i Jactroll wygrali w swoich karierach masę ważnych serii. Na papierze zawsze są niebywale niebezpieczni, nieważne, czy w formie, czy pod formą. Dodatkowo Tenshi pokazał, że jest w stanie dowozić w kluczowych momentach. A co najważniejsze – to najmłodszy w składzie dał sygnał do ataku. To Mikusik rozpoczął reverse sweep. Teraz czeka go potężne wyzwanie w starciu z Cinkrofem aka „3x EU Masters”. Ale wierzę, że on tego wyzwania się nie boi i podejdzie do pojedynku z podniesioną głową i bez kompleksów. Możemy dostać kawał emocji i na to bardzo mocno liczę…


Zostaw komentarz