Przed nami ostatnie dni i ostatnie mecze w play-offach Rift Legends. Czego możemy się w nich spodziewać i na co warto zwrócić uwagę?
Znamy doskonale powiedzenie z tytułu. Zazwyczaj odnosi się ono do turniejów międzynarodowych w wykonaniu naszych narodowych kopaczy piłki nożnej. Jednak w obliczu top 4, które według wielu widzów jest dwu- lub nawet trzyprędkościowe, może mieć ono wiele zastosowania również do ostatnich dni Rift Legends. Aczkolwiek tu twist, w mojej opinii sytuacja nie jest taka prosta…
Mecz otwarcia: Barcząca vs Anonymo
Obie drużyny na wrocławskim LAN-ie widzieliśmy z problemami. Nie znaczy to oczywiście, że obie zagrały tak samo dobrze lub tak samo źle. Po prostu obie wypadły poniżej oczekiwań w teście oka. Z jednej strony Barcząca, która musiała się pomęczyć na Docisk i Lodis, przy okazji dostając stompa od Bomby. Z drugiej Orbit Anonymo bezbarwne, które zarówno przeciwko Lodis, jak i Onion Team nie pokazali wiele dobrego. Ba, ci drudzy byli przez wielu (w tym mnie) typowani do zajęcia ostatniego miejsca w grupie pretendentów, w efekcie czego miało ich zabraknąć w play-offach.
Później nadeszła faza grupowa. Barcząca w grupach zupełnie zdominowała Onion Team, jednak zostali zdeklasowani przez Forsaken, które wydaje się być dosyć blisko Bomby. Anonymo w grupach po raz kolejny nie pokazało nic szczególnego. Chociaż remis z Dociskiem był niezłym prognostykiem i wyznacznikiem pewnego progresu. Mecz Anonymo z Lodis odbył się w warunkach, które nie pozwalają na wyciąganie z niego jakichkolwiek wniosków. Jedna mapa wygrana 5v4, po tym jak Belitowi wywaliło internet. Druga wygrana przeciwko emergency subowi, wchodzącemu na ostatnią chwilę.
Play-offy: Odrodzenie?
Barcząca do swojej serii Bo5 z Dociskiem, podchodziła z pozycji faworyta. Jednak przez wzgląd na ich problemy w tym zestawieniu na LAN-ie, oczekiwaliśmy emocjonującego pojedynku. Dostaliśmy absolutnie jednostronne widowisko. Barcząca Esports była drużyną zdecydowanie lepszą, a wynik 3:0 idealnie odzwierciedla przebieg spotkania, a młodziutki leśnik tej ekipy – Mikusik – odstawił konkretne show.
Orbit Anonymo w ich starciu na Onion Team kolektywnie postrzegaliśmy jako underdogów. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy drużynę do bólu poukładaną. Anonimowi mieli znakomite drafty, bardzo książkowe, typowe dla trenera Valuty, ale niekoniecznie typowe w kontekście tego co widzieliśmy we Wrocławiu. Ta twarz Anonymo podoba mi się dużo bardziej. Świetnie widzieć, że Sobek, czy Joki37, nie są więźniami swoich komfortowych wyborów. Zresztą, środkowy otrzymał za tę serię MVP. Bardzo zasłużenie.

Czy Orbit Anonymo może być wyzwaniem dla Barczącej?
Przed sezonem powiedziałbym: zdecydowanie nie! Teraz powiem, zgodnie z prawdą: nie wiem… Mam mętlik w głowie. Staram się odrzucić przedsezonowe oczekiwania i perspektywę „papieru” i tego jaką estymą darzę graczy Barczącej. Podsumujmy co wiemy.
Gdy ustawimy sobie drużyny na osi to między Barczącą a Forsaken i Bombą jest okazała różnica. Po drugiej stronie Barczącej będzie Onion Team. Onion Team, który nas „oszukał” w seriach Bo1 na LAN-ie, bo okazało się, że wygrywać są w stanie tylko wtedy, gdy Zora gra Nasusem. Między Barczącą a Cebularzami również jest spory odstęp. Tak samo jak między tymi drugimi a Anonymo… Problem jest taki z jakimkolwiek wyciąganiem wniosków po fazie grupowej jest to, że przeceniłem Onion Team, a seria Anonymo na Lodis pod tym względem jest do wyrzucenia do śmieci. Widzę świat, w którym starcie Cebularzy i Anonimowych to był pojedynek szóstej i piątej drużyny w play-offach, bo Onion było inflated na Nasusie, tak jak niektórzy OTP-ki na solokolejce. Co tylko udowadnia, że z serii Bo1 we Wrocławiu wnioskować też nie można.
Z morza możliwości do porównania drużyn została nam jedynie kałuża, której na imię Docisk. Barcząca w play-offach przeciwko Dociskowi zaprezentowała się dużo lepiej niż Anonymo w grupach. Jednak pamiętać musimy, że Anonimowi poczynili spory i błyskawiczny progres i to już jest inny team niż w fazie grupowej, a przynajmniej takie sprawiają wrażenie. Mimo to, nie ma co ukrywać – faworytem jest Barcząca. Musi tak być, gdy masz Agresivoo na topie, a na bocie u ciebie śmiga Woolite i Jactroll. Aczkolwiek chciałem nakreślić, iż nie musi to być tak mało złożona kwestia jak się wydaje.
Dualizm pojedynków w ramach meczu Barczącej z Anonymo
Jedną z dwóch warstw tego spotkania będą pojedynki na alejkach. Ostanio Sobek, midlaner Anonymo pokazał się fe-no-me-na-lnie i jest bardzo silnym punktem swojej drużyny. Dodatkowo regularnie kupuje bany od przeciwników, jednocześnie świetnie grając na większej ilości herosów niż jego ikoniczny Yone, Yasuo, czy Zed. W tym samym czasie piętą Achillesową Barczącej jest właśnie środkowa alejka. Tenshi, chociaż obiektywnie nie jest złym zawodnikiem, to odstaje od reszty składu. Widzieliśmy w tym sezonie już wiele jego ciężkich chwil i Anonimowi mogą to wykorzystać. Prawdą jest, że teraz Tenshi i Mikusik dostają prawdziwą szkołę LoL-a pod okiem bardziej doświadczonych kolegów i pewnie gra w Barczącej to zupełnie inna gra niż gdziekolwiek wcześniej, ale nie jest to usprawiedliwienie dla Tenshiego.
Drugi wielki pojedynek odbędzie się w warstwie komunikacji i shotcallingu. Ejsner ostatnio w wywiadzie pomeczomym jeszcze podbijał to, że Raxxo jest mózgiem ich drużyny i w głównej mierze to właśnie on odpowiada za macro decyzje drużyny. W Barczącej z pewnością takim liderem jest Jactroll. Jaca wielokrotnie mówił, że jest liderem w każdym rosterze w jakim się znajduje. Zatem dwóch bardzo doświadczonych wspierających, niczym generałowie będą zarządzać swoimi armiami, by poprowadzić je do ostatecznego zwycięstwa.
Na tym mógłbym zakończyć opowieść o tym spotkaniu, w którym Barcząca powinna zwyciężyć. Dodam jeszcze drobne didaskalia… Trener Barczącej – Shoopiltee – ostatnio w jednym ze swoich wpisów na X, poruszył temat komunikacji w drużynie:
Woolite i Jactroll ostatni raz mieli polskie commsy dziesięć lat temu. Przełączenie się na polski jest wymagające. W sytuacjach stresowych pojawiają się decyzje i calle, które mogłyby być zupełnie inne przy angielskiej komunikacji. Język w pewnym momencie był na tyle rozpraszający, że rozważaliśmy przełączenie się na angielski. Ostatecznie kontynuujemy po polsku, bo mamy dużo czasu, żeby gracze się ze sobą dotarli.
Zatem mamy kolejny drobny punkt zaczepienia dla Orbit Anonymo. Tych punktów zaczepienia kilka jest. Mam nadzieję, że Anonimowi postawią większy opór Barczącej niż Docisk. Mam nadzieję, że nie dostaniemy finałów trzech prędkości, gdzie pierwszą będzie Bomba i Forsaken, drugą Barcząca, a trzecią Anonymo.

Mecz o wszystko: Forsaken vs Barcząca/Anonymo
To samo stwierdzenie można by było dopasować do każdego innego meczu w trakcie finałowego tygodnia Rift Legends. Z drugiej strony dla Forsaken będziemy mieli również mecz otwarcia. W takim razie dlaczego to właśnie do tego spotkania najlepiej pasuje „mecz o wszystko”? Nadrzędnym celem dla Forsaken, Barczącej i Bomby jest mistrzostwo Polski, nie ma co do tego wątpliwości. Jednak brak awansu na EMEA Masters, na które Rift Legends ma 2 sloty, będzie niepocieszający. Tym bardziej, że z zimowego EMEA Masters można awansować na EWC. Jeśli Barcząca nie znajdzie się w tym spotkaniu, to będzie dla nich gargantuiczna porażka.
Wygłodniałe Forsaken czeka
Zakapturzeni byli naprawdę blisko bezpośredniego awansu do finału. Ich mecz z Bomba Teamem zakończył się wynikiem 2:3, mimo, że prowadzili 2:0. Z jednej strony to plama na honorze, z drugiej kolejna porażka na Bombę, z trzeciej kolejny reverse sweep jaki się wydarzył przeciwko Zamulkowi, z czwartej, potencjalnie strata pewnych draftowych forteli. Ale z piątej okazja na nabranie dodatkowego momentum w dolnej drabince.
Prawda jest taka, że niezależnie od tego gdzie zastajemy obecne Forsaken, to zawsze będą groźni. Sinmivak, Cinkrof, Secrett, Zamulek i Kaseko to roster, który w każdym momencie i każdego może ukąsić. Nie ważne, czy trafią na Barczącą, czy Anonymo – będą w takim zestawieniu faworytem. Na tych drugich jeszcze nie grali, ale na papierze de facto w każdym aspekcie to Zakapturzeni wydają się lepsi. Na pierwszych grali i zapodali olbrzymiego stompa. Ile z różnicy dzielącej Forsaken z potencjalnymi rywalami, nadrobiła grupa pościgowa? Nawet zakładając, że FSK stoi w miejscu, to moim zdaniem nie wystarczająco dużo. Aczkolwiek takie serie potrafią potoczyć się w zaskakujący sposób. Woolite i Jactroll wielokrotnie wygrywali w takich okolicznościach mimo wcześniejszych porażek. Agresivoo pokazał w zeszłym roku swój clutch factor w takich seriach. Mikusik pokazał już w minionych play-offach szczyptę swojego geniuszu i przebojowości. A dla Orbit Anonymo to pierwsze top 4 w erze Rift Legends…

Generał Cinkrof
Możemy rozmawiać o fantastycznych solowych alejkach Forsaken. Możemy wspominać o solidnym bocie. Ale na koniec dnia, wszystko może się sprowadzić do „3x EU Masters”. Cinkrof, wielokrotnie pokazywał jak może z lasu wygrywać gry. Ma niesamowity czynnik „X”. Jego decyzje mogą odmienić losy niejednej serii. Czy ma szansę poprowadzić swoją ekipę do pierwszego mistrzostwa Polski? Zdecydowanie. W poprzedniej serii na Bombę nie brakowało dużo. Ale najpierw do finału, do meczu o honor, do rewanżu Forsaken z Bombą trzeba dojść.
Mecz o honor, mecz o mistrzostwo Polski
Tam czeka już Bomba Team. Bomba, póki co w tym sezonie niepokonana. Nabrali impetu w trakcie swojego przedsezonowego bootcampu i póki co mocą tego impetu przebili się bez porażki przez LAN-a i przez juggernauta do finału. Plusy? Pewne miejsce na EMEA Masters. Bezpośrednie miejsce w finale. Brak ryzyka wypadnięcia z top 2. Minusy? Bomba zagrała dwie serie Bo1, jedną Bo3 i jedną Bo5. To naprawdę bardzo, bardzo mało.

Pomimo tak drobnej liczby gier pokazali nam wiele swoich cech. Otwarty umysł w draftach, ciekawe podkrętki, które później były skuteczne. Niezłomność i mocny mental (w kontrze do tego co wielu myślało o tej drużynie) – tutaj reverse sweep ze starcia z Forsaken jest wystarczającym argumentem.
Najlepsze solo linie w lidze?
To kwestia dyskusyjna. Na pewno Frajgo i Mrozku są w najlepszej dwójce soloalejkowiczów w Rift Legends. Chciałbym się skupić szczególnie na tym drugim, który w mojej ocenie był bardzo niedoceniony w ubiegłym roku. Cały czas było: Vasco czy Secrett, Secrett czy Vasco? Od początku 2025 roku Mrozku pokazywał swój wysoki poziom. Szczególnie mocne były jego występy od przejścia z Forsaken do FMS. Obecnie jest lepszy od Secretta. Widzieliśmy to we Wrocławiu i w ostatniej serii Bo5. Gdy Secrett miał problemy z champion poolem i zaczynał puchnąć, tam Mrozku dalej grał na najwyższym poziomie. Może grać pierwsze skrzypce, może zagrać czymś bardziej utility, ale przede wszystkim może zagrać wyborami Secretta, czy Sobka, może zdominować Tenshiego. Mrozku nie jest już więźniem swoich wyborów, stał się midlanerem dużo bardziej kompletnym i może być czynnikiem absolutnie decydującym w walce Bomby o mistrzostwo Polski.

Odi11 odżył w Bombie!
Odi miał momentami problemy, by z Kaseko grać w ubiegłym roku w jedną grę. Teraz sprawia wrażenie uwolnionego spod pewnego jarzma, czy łańcuchów. Odi jest unleashed, a jego współpraca z Minemaćkiem układa się póki co zadowalająco. Swoją drogą, Minemaciek wykonał niesamowity progres w ciągu kilku ostatnich lat. Dodatkowo, nieco choke’ował w przeszłości na LAN-ach, co niekoniecznie wydarzyło się we Wrocławiu. Odi11 z Minemaćkiem są z pewnością jednym z dwóch najmocniejszych botlanów w lidze. Na drugi z nich być może wcale nie zmierzą się w finale…

Co z mistrzostwem Polski?
Ja obstaję przy swoim – Bomba Team wygra zimowy split Rift Legends. Nie mogę przeboleć jak bardzo Guli był underrated przed startem rozgrywek. Guli, który był głównym argumentem dla głosicieli tezy, że Forsaken wygra zimę. Powiem tak, debiutujący w polskiej lidze leśnik już pokazał klasę. Aczkolwiek będzie miał w finale nie lada rywala, jeśli Forsaken do finału się dostanie. Różnica między Bombą a Forsaken zmniejszyła się od Wrocławia, jednak uważam, że Forsaken do finału nienadrobi na tyle, by ostatecznie Bombę prześginąć.
Aczkolwiek będzie to naprawdę niesamowity i emocjonujący finał. Niezależnie kto się do niego dostanie. Przecież jeśli Barcząca lub Anonymo pokona Forsaken, to finał będzie jeszcze mocniejszy, bo skoro Zakapturzeni są blisko, a ktoś ich pokona, to w teorii zestawienie finałowe powinno być jeszcze bliższe. Jeśli zaś pójdziemy po domyślnej linii i faworyt półfinału wygra, to dostaniemy mecz o honor… Dwukrotnie już FSK przegrało z Bombą. Przegrało w meczu dobrych znajomych, ale jednak streamerskich rywali. Każdego taka porażka boli jeszcze bardziej patrząc przez pryzmat ilości fanów obu ekip. Może do trzech razy sztuka?


Zostaw komentarz