To było ciekawe pierwsze półrocze dla rozgrywek CS-a. Byliśmy świadkami historycznych momentów na Majorze w Kolonii, obserwowaliśmy narodziny i rozwój nowych gwiazd, a jako społeczność pojawialiśmy się na transmisjach tak licznie, jak nigdy przedtem. Były też mniej pozytywne aspekty i o tym wszystkim słów kilka w niniejszym materiale. Kolejność przypadkowa.
Zwycięzca: NiKo
Król w końcu otrzymał swoją koronę. Zawodnik, którego siłę Counter-Strike poznał wiele lat temu (wystarczy wspomnieć tytuł MVP IEM New York 2017, zdobyty z astronomicznym ratingiem 1.70), w końcu czuje się spełniony. Choć na przestrzeni lat niektórzy nieśmiało przypinali mu zaimek “GOAT”, tak inni w ostatnich sezonach przestawali wierzyć w magię Bośniaka.
Myślę, że jestem doskonałym przykładem, by nigdy się nie poddawać. Nie rezygnujcie ze swoich marzeń, nie poddawajcie się w życiu. Nie przestawajcie wierzyć. Osiągniecie to, o czym marzycie. Będzie ciężko, będzie bolało, ale uda wam się – mówił NiKo na scenie po wygranym Majorze w Kolonii.
Ponad 8 lat od pierwszego finału Majora w Bostonie i prawie 5 lat od pamiętnych wydarzeń z turnieju w stolicy Szwecji, NiKo podnosi puchar w katedrze Counter-Strike’a. Trzeba przyznać: żadna historia w ostatnich latach nie wzruszyła społeczności tak mocno, jak łzy gwiazdy Falcons na scenie.

Przegrany: FaZe
Pomidory przygotowane, zapraszam do rzucania w FaZe Clan. Napisać, że to najgorszy sezon w historii organizacji, to jak nic nie napisać. Owszem, zdarzało im się nie radzić w turniejach i spadać nisko w rankingu, ale zawsze znajdowali coś (lub kogoś), kto szybko pomógł im wygrzebać się z CS-owej nijakości.
Bilans tego roku? Brak awansu na Majora w Kolonii. Na próżno szukać też jakiegokolwiek sukcesu w turnieju Tier 1 w 2026 roku. A mowa o drużynie która, przypomnijmy, grała w finale poprzedniego Majora w Budapeszcie. Do tego ruchy kadrowe przypominające bardziej uszczelnianie statku taśmą izolacyjną, aniżeli przemyślane działanie, które miałoby postawić ich na nogi.
Zwycięzca: Falcons
Ponoć pieniądze lubią ciszę. Coś jest na rzeczy, bo o bogatym Falcons, jeśli chodzi o wygrywanie turniejów było bardzo cicho.
Czy ktoś pamięta huczne zapowiedzi Falcons, gdy dochodziło do zmian w składzie? Za głośnymi transferami zawsze szedł ten sam komunikat: “Falcons aspiruje, by być najlepszą drużyną na świecie”, “Falcons interesują puchary i wygrywanie majorów”. Bla, bla, bla. Zawsze pojawiała się brutalna weryfikacja, a “Sokoły” stały się dumnym symbolem łamanych obietnic.
Niemiecki Major był jednak perfekcyjnie rozegranym turniejem przez Falcons. Zgodzić muszą się z tym nawet Ci, którym do kibicowania drużynie zonica daleko (na przykład autor tego tekstu).
Mimo onieśmielająco trudnej drabinki, karrigan po 61 dniach od dołączenia do drużyny podnosi swój drugi, majorowy puchar, NiKo w końcu bierze głęboki oddech, a zonic jako jedyny reprezentant pro sceny zdobywa szóstego majstra. Kapelusze z głów, drogie Falcons!

Przegrany: Vitality
Era to wyodrębniony, długi okres w dziejach (np. historycznych, geologicznych) lub rozwoju kultury. Najczęściej wiąże się go z przełomowym wydarzeniem, które zapoczątkowało nową epokę.
Czy żyliśmy w erze Vitality? Tak. Czy ta era dalej trwa? No właśnie.
Jasnym było, że tak wysokiego tempa i kosmicznej skuteczności nie da się utrzymać na zawsze. Vitality zgarniało praktycznie wszystko, a jeśli na jakimś turnieju nie wygrywali to często dlatego, że… na nim nie grali. Tak przynajmniej było w 2025 roku i pierwszych miesiącach roku obecnego.

W maju i w czerwcu widzieliśmy ich kruchość. Wszystkie drużyny z topki przez miesiące zadzierały głowę do góry, szukając sposobu na francuskiego kolosa. I w końcu ten sposób znaleźli. Pierwszą ostrzegawczą lampkę zapaliło NaVi, pokonując ekipę apEXa w Atlancie. Na pojedyncze potknięcie można było przymknąć oko, wszak najważniejszy miał być i tak Major w Kolonii. Na nim jednak szokujące i długie (swoją drogą świetne!) spotkanie padło łupem 9z, by po kilku dniach, ostatni gwóźdź w 1/4 finału wbiło im Falcons.
Dla Vitality to nie koniec świata, ale standardy były ustawione wysoko. W końcu jeśli wygrywasz tak wiele, wszystko inne przestaje mieć znaczenie.
Zwycięzca: FUT
Od dawna żadna nowa drużyna nie robiła takiej furory na scenie, jaką zrobiło FUT. Jest młodo, świeżo, agresywnie. Wszystko jednak z rozsądkiem i dobrym fundamentem trenerskim, nad czym czuwa coolio i Trochu.
Konkretne wyniki przyszły szybko. Zwycięstwo podczas PGL Bukareszt 2026, półfinał 23. sezonu ESL Pro League i dobra postawa podczas czempionatu w Kolonii przycementowały pozycję FUT wśród kilkunastu najlepszych drużyn świata. I dobrze, bo ile można oglądać te same twarze…

Przegrany: FUT
Wygrać i przegrać jednocześnie? W sumie trochę tak jest. Wszystko, co zostało napisane u góry, może być równie dobrze wstępem do CV każdego z zawodników tej drużyny. A nie ukrywajmy, życiorysy całej piątki były na biurku każdego teamu Tier 1, który maślanymi oczami oglądał poczynania młodzików w pierwszych miesiącach tego roku.
Nie wiadomo jeszcze, jak bardzo rozszarpana będzie turecka organizacja. Póki co (jeszcze w trakcie majora w Kolonii) swój brak przywiązania do drużyny i chęć eksplorowania nowych ofert ogłosił lauNX.
Z pewnością uderzy to w FUT jako kolektyw, który jeszcze z Rumunem dał się poznać jako przebojowy i zorientowany na sukces. Jak mocno uderzy? Odpowiedź w kolejnych miesiącach.
Zwycięzca: magixx
Spirit = donk. No dobra, czasami jeszcze sh1ro, co było szczególnie widoczne podczas najważniejszych meczów poprzedniego Majora. Ale że po turnieju najlepiej wspominać będziemy magixxa? Tego scenariusz nie zakładał.
Powodów jest kilka.
Po pierwsze: brak trenera. Jasne, był Jab Jabich, ale gość przygotował tylko dwie taktyki. Spirit w Niemczech nie było typowym konstruktem z pro sceny. Gracze radzili sobie sami, a magixx próbował jakoś to wszystko zszywać, stwarzając chwilami całkiem niezłe pozory.
Po drugie: wynik sportowy. Biorąc pod uwagę powyższe, półfinał i miano jednej z czterech najlepszych drużyn można śmiało uznać za dobry rezultat. Choć okoliczności awansu do kolejnych etapów były chwilami kuriozalne…
Po trzecie: market. Clutch 1vs4 w ćwierćfinałowym meczu na G2, który spokojnie można określić mianem zagrania turnieju. Kapitan Spirit miewał już w przeszłości momenty błysku w ważnych meczach (statystyki 66/39 podczas finałowego meczu na FaZe w Szanghaju!), ale to jedno zagranie z Mirage przebiło chyba wszystko.
Gratulacje magixx, oto Twoja nagroda: słoik pomidorów.

Przegrany: Polska
Trzeba przyznać: jest kiepsko. Jednym z niewielu pozytywnych momentów tego roku była Atlanta z kapitalnym udziałem GamerLegion. Kolonia miała być naturalnym przedłużeniem dobrej passy Snaxa, hypexa i imd. Nadzieje kibiców tym większe, że począwszy od Majora w Paryżu w 2023 roku, zawsze mieliśmy naszych reprezentantów przynajmniej w meczu ćwierćfinałowym.
Tymczasem płomień GL zgasł szybko, bo już w drugiej fazie rozgrywek. Jeszcze szybciej bilet powrotny chwycili w dłoń kisserek, siuhy i ultimate. Major pięknych historii, niestety bez stron zapisanych po polsku.

Przegrany: XSE Pro League
Trzeba było pozostać przy małych turniejach. Po kilku sezonach mało znanych, lokalnych rozgrywek, Chińczycy postanowili zrobić event z pompą. Kasa? Jest. Milion dolarów w puli, bo w końcu wszyscy poważni organizatorzy tak robią. Do tego wszystko rozstrzygane w środowisku LAN-owym. Co prawda tuż po Majorze, przez co do ogródka zawodników wpadł niewygodny, logistyczny kamyczek, ale nie pierwszy raz żyją “na walizkach”. Bez uprzedzeń, proszę!
Niestety już pierwsze dni pokazały, że jest “grubo”. Potężne opóźnienia, kradzieże kont graczy, podejrzane oprogramowanie zainstalowane na turniejowych komputerach, pogłoski o rekrutowaniu administratorów turnieju na zasadzie wolontariatu, problemy z transmisją. Organizator tuż przed fazą play-off wydał stosowne oświadczenie, odnosząc się do poszczególnych wątków. Chwilami sypią głowę popiołem, chwilami dementują. Niesmak z pewnością jednak pozostanie. Może i lepiej, dla dobra graczy.
Zwycięzca: Community
Zmieniony szyk, by zakończyć czymś pozytywnym. Mamy kolejny rekord! Widownia Counter-Strike żyje i ma się dobrze, czego dowodem jest nowy, najlepszy wynik oglądalności, ustanowiony w trakcie finałowego meczu Falcons – FURIA. 2 757 353 widzów oglądało na żywo spotkanie, dzięki któremu NiKo spełnił swoje największe esportowe marzenie. Poprzedni rekord, choć pobity został o niewiele, bo niespełna 4 tysiące osób, miał dość długą brodę: pochodził z majora PGL Stockholm 2021. Brawo my!


Zostaw komentarz