Czekolad po ponad pięciu latach wraca do polskich rozgrywek i będzie reprezentował barwy LODIS. Co o zeszłym i nadchodzącym sezonie myśli sam zawodnik?
W ogóle, tych dwóch gości z GoE mówiło, że zmiana Cinkrofa na Czekolada sprawi, że będzie jeszcze gorszy młyn i większy chaos. Mówili, że jestem jeszcze gorszym dyktatorem. Ja totalnie się z tym nie zgadzam i uważam, że GoE opowiada kompletne bzdury na mój temat. Może kiedyś tak było.
Czekolad, zanim porozmawiamy o Twoim powrocie do Polski, chyba dobrze porozmawiać o tym co wydarzyło się od początku roku. Grałeś w Joblife, z takimi zawodnikami jak Comp, czy później też Mersa i wypadliście tak fatalnie, że śmiało można was nazwać największym blamażem tego roku w lidze francuskiej – co tam się wydarzyło?
Tak jak mówisz, roster na papierze był faktycznie świetny. Ale zupełnie nie pasowaliśmy do siebie pod względem charakterów. Zaczynając już w ogóle od trenerów. Byli bez doświadczenia i bez charakteru, a zostali rzuceni na głęboką wodę. Chłopaki mieli pracować z takimi graczami jak ja, czy Comp. Mamy większe doświadczenie i mamy bardzo mocne charaktery, więc w pewnym momencie trenerzy to były takie nasze pieski. A to już jest totalny falstart jeśli chodzi o funkcjonowanie drużyny, bo trener bez autorytetu jest do niczego.
Na początku na supporcie był HungryPanda i Comp uważał, że on ma potencjał, a dodatkowo to był jego ziomek i mieli się świetnie dogadywać. Ale HungryPanda miał taki problem, że chokował w grach oficjalnych i miał troszeczkę, powiedziałbym, prywatnych problemów, przez co często był jakiś niewyspany na treningach. Sam nie wiedział co robi i przez to było dużo kłótni. Comp za to, chociaż dobry mechanicznie, to był dość samolubny w swojej grze.
Ale generalnie każdy z nas był selfish tak szczerze… Shift, czyli rookie, ale zajebisty mechanicznie. Na początku miał typowe problemy – nie rozumiał do końca, jak i kiedy wykonywać określone ruchy na mapie, ale bardzo, bardzo, bardzo się starał. I co ważne – słuchał się nas, bardziej doświadczonych kolegów. Co ciekawe, nawet jeśli chodzi o rzeczy in real life. Dużo o tym rozmawialiśmy. Ale mimo to on też miał charakterek taki troszkę selfish. Toplaner, Vertigo, również. Szczerze? Wszyscy byliśmy mega dobrzy mechanicznie, ale każdy był samolubem, przez co drużyna nie funkcjonowała. Nikt nie chciał się poświęcić ani w drafcie, ani na Rifcie i efekty były jakie były…
Czyli po prostu byliście bandą pięciu gości, którzy nigdy nie stali się drużyną?
Świetnie to ująłeś. Jedynie podczas gier oficjalnych jako tako byliśmy gotowi współpracować. Na scrimach, gdy byliśmy w plecy, poddawaliśmy się bardzo szybko. Zaś na oficjalach bardziej słuchaliśmy się nawzajem i te gierki można było comebackować, jakbyśmy mieli więcej doświadczenia w tym aspekcie gry z treningów, a tego brakło, przez to jak funkcjonowaliśmy na co dzień.
Czy wyniki z Joblife sprawiły, że ty dostałeś mniej ofert niż zazwyczaj, teraz na lato? Jak wyglądał twój off-season?
Wstawiłem post LFT. Dostałem jedną ofertę z Niemiec, średnią jeśli mam być szczery. Nic więcej. Ale ja też tak robię zazwyczaj, że piszę do ludzi, staram się gdzieś wkręcić, wiesz, pokazać, że czegoś szukam. Teraz też jak mnie zbenchowali w Joblife, to miałem propozycję po prostu zostać na ławce i dostawać jakąś pensję. Ale jakoś tak trochę nie miałem motywacji do gry. W Barcy nie było wymogu, żeby gracze cały czas grali soloq. Przez to byłem szczęśliwy. A w Joblife kładli na to mega presję, żeby grać solokolejkę przed scrimami i po nich. Poranne soloq, potem jeszcze jakiś meeting i mi się to kompletnie kłóciło z moim rytmem życiowym, bo rano chciałbym chodzić na siłownię i bardzo musiałem się spieszyć albo totalnie ją pomijać, przez co byłem bardzo nieszczęśliwy.
Czułem się wypalony, przez to jak dużo musiałem grać. W sumie jak nas wszystkich wywalili to poczułem lekką ulgę. Pomyślałem sobie: „w końcu nie muszę się męczyć tej drużynie”. I jakoś zwlekałem z napisaniem LFT-ka przez dwa tygodnie i wydaje mi się, że go całkiem za późno napisałem. Bo jeśli drużyna szukała nowego mida, to do tego czasu już go pewnie znalazła. Generalnie nie ciągnęło mnie do LoL-a. Nawet myślałem, czy by nie zrobić sobie przerwy… Ten sezon na rankedach też jest taki zjebany. Trzeba zagrać milion gier, żeby sensowne punkty wbić i się męczyć z tymi masterami, a bardzo ciężko grać w dobrym lobby, bez wielu gier. A dopiero w dobrym lobby gierki dają frajdę. W innych sezonach wystarczyło po prostu mieć dobry winrate i nie trzeba było grać mnóstwa gier, by mieć challengera…
To mnie chyba też tak bardzo zniechęciło. Gram już trzy tygodnie soloq, streamuje sobie je, więc troszkę mniejszy focus, ale też gram więcej i jestem dopiero dwie gierki od grandmastera. Naprawdę, to jest takie męczące. Gdybym nie streamował tych gier, to by mi się tak grać nie chciało. To jest taki mood killer… I przez to, nie chciało mi się zbytnio nic szukać.
Wobec tego wszystkiego, chciałbym zapytać, jak to się w ogóle stało, że znalazłeś się w Lodis? Kto lub co cię przekonało by jednak grać?
To było tak, że oprócz ofki z Niemiec, napisał do mnie jeszcze Woolite. Nie chcę mówić co do końca się stało, ale skończyło się tak, że pomyślałem sobie, że ekipa streamerska to najlepsza opcja dla mnie. Nie dość, że pensja wydaje się być w porządku jak na Polskę, to mogę znów budować swoją markę na rodzimym rynku. Ja ją mocno olałem tak szczerze, a ostatni filmik na YouTube wrzuciłem 700 dni, temu jak patrzyłem. Cóż, kiedyś tam byłem potężny, więc troszkę szkoda, ale wtedy chciałem się skupić na graniu pro. Nie wyszedł mi powrót do LEC przez kilka niefortunnych czynników…
Może przez to, że nie wygrałem EU Masters? A z grą w ERL-ach jest tak, że dostajesz średnią pensję, musisz grać to soloq, jesteś cały czas zmęczony i jeszcze często nie masz życia prywatnego. Na domiar złego bycie pro graczem w ERL-ach skaluje w dół niż do góry. To też ma wpływ gdy myślisz o przyszłości. Streamowanie za to skaluje do góry i dodatkowo mnie kręci. Do LEC-a już nie wrócę, więc lepiej być streamerem i grać w streamerskim projekcie, niż w tryhardowej drużynce z ERL-i.
W ogóle, chyba bardzo trudno wrócić do LEC, gdy już raz stamtąd wypadłeś?
To prawda, aczkolwiek jest taki RKR, który kilkukrotnie wchodził do LEC-a. Ale to zależy jakie masz kontrakty albo narodowość. Zupełnie inaczej jest, gdy trafisz do nieodpowiedniej organizacji i się sparzysz – jak ja.
A opowiedz coś więcej o Lodis. Bo póki co dowiedziałem się tylko tyle, że projekt streamerski jest dla ciebie spoko oraz to, że Woolite pisał do ciebie…
Tak, najpierw był Woolite zapraszający do Barczącej, bo tam miał się zmienić cały skład. Coś tam mi Paweł zaproponował, miał różne plany z tego co pamiętam, że był otwarty na team streamerów, ale też na tryhard. W tamtym momencie połączyłem się jednak z Kaseko. Według mnie miał większą sprawczość, żeby coś ogarnąć – a Kaseko wolał grać z Zamulkiem, niż z Woolitem. Kaseko zbudował swój skład, uważam, że dołączenie do niego było dla mnie lepsze. Ogarnął dla nas dobre warunki. Ale w sumie dzięki temu, że Woolite się do mnie odezwał to zacząłem coś sprawdzać i dzięki temu gram z Kaseko. Dzięki Woolite!
A jak się z tym wszystkim ty czujesz? Wracasz do Polski po sześciu latach, będziesz grał w polskiej lidze pierwszy raz od AGO Rogue w 2020 kiedy sięgnąłeś po najwyższy laur wygrywając EU Masters. Czy jakkolwiek emocjonalnie to przeżywasz, czy to po prostu zwykły kolejny dzień w twoim życiu?
Chciałbym powiedzieć, że to powrót do korzeni, ale to nie jest prawda, bo moje esportowekorzenie są w Hiszpanii. Jeśli chodzi o Polskę, to kurczę, to nie to samo co 6 lat temu. I trochę mnie to boli. Wtedy naprawdę bardzo dużo się działo. Był Młyn Hatchiego. Media day taki fajny. Gaming house z drużyną. Wywiady po meczach. Teraz też będą wywiady, ale mam wrażenie, że to nie będzie to samo co kiedyś. Jedyne co mnie hypuje to wizja LAN-a, bo wtedy w AGO był covid. Przykre jest dla mnie, że gdy byłem w swoim peaku to nie podniosłem żadnego pucharu przez covid właśnie. Dopiero w Barcelonie podniosłem puchar, po ośmiu latach kariery…
Nie mam jakiegoś takiego poczucia, że wróciłem do domu, czy coś. Wiesz, tyle lat mnie nie było, nie mam takiej ekscytacji w sobie ani nic wynikającej z tego, że będę grał akurat w Polsce. Może to brak media day’u? Może dlatego, że widownia jest dużo mniejsza? Może dlatego, że na twitterze nie obił się skład Lodis takim echem jak myślałem, że się obije? Kiedyś by o tym dużo więcej ludzi pisało, za moich ultraligowych czasów. Teraz tak po prostu wszystko bokiem przelatuje.
W każdym razie w Polsce będzie mi lepiej niż we Francji. Tu ludzie uważają mnie za goata. Są zdziwieni, że znowu gram w polskiej lidze, jakoś to przeżywają. A we Francji wszyscy byli tacy zawistni, nie wiedzą co się dzieje, a będą hejtować. Mam nadzieję, że Polacy potraktują mnie lepiej, tak jak na to zasługuję.
W sensie, że Polacy nie będą ciebie niesprawiedliwie krytykować?
Na pewno będą jakieś trolle. Ale wydaje mi się, że będzie spoko.
A w samym Lodis jak czujesz się po pierwszych scrimach? Jak atmosferka w drużynie?
Pierwszego dnia było widać jakieś tam błędy. Ale potem na review wszystko fajnie przegadaliśmy i drugiego dnia nasza gra było dużo lepsza. Byłem tak w szoku. Wszyscy są ze sobą zgodni. Słuchamy się wzajemnie i improvujemy. Jeśli się to utrzyma to będzie zajebiście. Wydaje mi się, że jeśli będziemy się wszyscy szanować i naprawdę dążyć do tego, żeby grać na poważnie i się uczyć to uważam, że finał, jak i mistrzostwo Polski trafią do nas. To zależy wyłącznie od nas, czy się to wydarzy czy nie.
Technicznie obecne Lodis to dawne Forsaken z nowym mid-jungle. Poprzednią iterację tego składu rozsadził konflikt na linii Cinkrof-Kaseko. Teraz chyba na to są mniejsze szanse i jest mniej elementów zapalnych u was, prawda?
Pod względem dynamiki drużyny sporo się zmieniło. Secret uważam, chociaż go nie znam, ale był na pewno cichszy niż Mikusik, ale Mikusik też jest bardzo bezkonfliktowy. To jest de facto naturalna zmiana jeden do jednego. Zatem pozostaje porównanie mnie i Cinkrofa. Cinkrof to jest dyktator. To wszyscy wiemy. On ma swoją wizję gry i ciężko mu ją komukolwiek zmienić. Oczywiście ona nie jest zła, szczególnie cztery lata temu nie była, ale teraz bardzo dużo się w LoL-u zmieniło. Cinkrof nie nadrobił zaległości. Gra nadal na instynktach z czasów swojej świetności. Na słabe i niedoświadczone drużyny to wystarczało. A na lepsze drużyny było średnio… Plus nie miał jakichś doświadczonych graczy wokół siebie.
A synergia jungle-support jest szczególnie ważna, a on musiał Kaseko wiele nauczyć. Jednocześnie Cinkrof jest bardzo bezpośredni jeśli chodzi o dawanie feedbacku i nie każdy dobrze znosi taką formę, szczególnie, że Cinkrof testował w tym wszystkim limity. Trzeba mieć troszeczkę empatii do kolegi z drużyny, żeby uniknąć takich problemów. Dlatego relacja Cinkrof-Kaseko się załamała i drużyna nie mogła działać. W ogóle, tych dwóch gości z GoE mówiło, że zmiana Cinkrofa na Czekolada sprawi, że będzie jeszcze gorszy młyn i większy chaos. Mówili, że jestem jeszcze gorszym dyktatorem. Ja totalnie się z tym nie zgadzam i uważam, że GoE opowiada kompletne bzdury na mój temat. Może kiedyś tak było. Trzy lata temu i więcej, kiedy byłem jeszcze niedojrzały i nie potrafiłem rozmawiać, czy funkcjonować w drużynie, odbierać feedbacku i tak dalej. Troszkę rozumiem twojego POV-a Czarny Piotruś, ale masz nieaktualne informacje. To już jest nowy Czekolad, taki bardziej zdziadziały, dorosły.
Sprawiasz wrażenie dość pewnego siebie, chyba jak zawsze. Gdzie zatem stawiasz granicę porażki?
Jakbym wrócił do Polski i nie dostał się do finału, na LAN-a, to byłbym zwykłym kotletem. Czułbym, że zawiedliśmy jako drużyna i jako poszczególni zawodnicy.
Zatem życzę tobie oraz całemu Lodis powodzenia i czekamy na wasz podbój polskiej sceny!


Zostaw komentarz