Zimowy LAN Rift Legends, który zainauguruje nam sezon tuż za rogiem. Zastanawiałem się, czy zacząć ten sezon od poważnego rozważania na temat kierunku polskiej sceny. Zdecydowałem się jednak ten temat odroczyć, jako że wrocławskie wydarzenie może dołożyć swoje 3 grosze w tym temacie. Dlatego zamiast tego rozważymy co niesie za sobą system szwajcarski i jaki los może czekać poszczególne ekipy.
Dobra gra w swissie bywa przekleństwem, czyli tytułowa winda Satera w pełnej krasie… Czym w żargonie jest właściwie winda Satera? Czas na anegdotko-przypowieść… Był sobie razu pewnego górnoalejkowicz – Sater. Chociaż dla niektórych to postać mityczna, to uwieżcie mi, że faktycznie stąpał po ziemi. Ba, nadal stąpa z tego co wiem. Ów Sater wbił bardzo wysokie punkty na solokolejce, by potem runąć w dół laddera z wielkim hukiem na czerwonym dywanie (dla niewtajemniczonych – na stronach typpu op.gg porażki oznaczane są czerwonym kolorem). Tak samo bywa w swissie w LoL-u. Często drużyny wychodzące z niego z najlepszych lokat mają najdłuższą przerwę w grze. Potem to negatywnie przekłada się na dyspozycję drużyny.
Dodatkowo o ile swiss jest relatywnie dobrą alternatywą dla podziału na grupy, gdy chcemy w jak najkrótszym czasie wyłonić X najlepszych drużyn z całej puli, to nadal jest w nim pewien błąd statystyczny wynikający z mniej lub bardziej korzystnych losowań. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Na ostatnich mistrzostwach świata mieliśmy Anyone’s Legends, które błyskawicznie wyszło ze swissa z wynikiem 3-0, by odpaść po pierwszym meczu w fazie pucharowej. Ogólnie połowa półfinalistów to były drużyny z miejsc 6-8 po swissie. 2024 rok – LNG będące 3-0 po fazie szwajcarskiej odpada po pierwszym meczu. Żadna drużyna robiąca 3-0 nie jest obecna w finale. FlyQuest dzięki dobrym losowaniom jest w top 8 zamiast Dplus KIA, mimo, że w bezpośrednim starciu to Koreańczycy byli górą. Przykłady można mnożyć i mnożyć.
Format Rift Legends ratuje druga faza – grupy mistrzów i pretendentów (dla drużyn z bilansem odpowiednio 2-1 i 1-2 po swissie), która powinna sensownie wyłonić 6 ekip do play-offów. Nadal – po swissie jedna drużyna, z 3-0, ląduje bezpośrednio w fazie pucharowej, a inny zespół, z 0-3, odpadnie z rozgrywek po rozegraniu 4-5 gier w ramach 3 pojedynków. Czyjeś 0-3 może wyniknąć z nieszczęśliwego losowania i ktoś w błyskawicznym tempie pożegna się z rozgrywkami.
Format nie wybacza błędów, trzeba od początku grać na najwyższych obrotach. Nie będzie czasu na przystosowanie się do sceny dla debiutantów. Nie będzie czasu na szukanie formy dla weteranów (jak to jest często u G2). Z drugiej strony, drużyna mająca 3-0, abstrahując czy zasłużone czy nie, będzie musiała się mierzyć z innym problemem – widmem windy Satera, bądź bardziej konwencjonalnie – upadku z wysokiego konia. Nagrodą jest gwarantowane podium, karą długa przerwa – od 15 do 26 lutego. Zgodnie ze słowami osób związanych z polskimi drużynami, tak długa przerwa jest im nie w smak i woleliby zająć miejsca 2-4 i potem potykać się w grupie mistrzów zamiast czekać do 2 rundy play-offów… Niektórzy wprost sugerowali, że możemy uświadczyć „walki o 2 miejsce”. Bynajmniej nie chodzi o istnienie murowanego faworyta do pozycji na samym szczycie. Ale kto w ogóle na szczyt może się wdrapać? Zerknijmy na uczestników zimowego splitu Rift Legends.
Młodzi leśnicy podbiją ligę!
Póki nie przejdziemy do drużyn, chciałbym zwrócić uwagę na ogrom młodych i utalentowanych leśników jakich będziemy mieli w tym splicie: mikusik, Guli, Hunter, FullClear i Joki37. Na nich trzeba będzie spoglądać z wielką uwagą. W szczególności na pierwszych dwóch panów z racji na niepodważalną jakość i na tego ostatniego, który ma niebywale otwartą głowę i w przeszłości już bywał trendsetterem dla nie tylko europejskiej, ale i globalnej ligi legend (Zyra w lesie). Tej trójce musicie się przyjrzeć.
Barcząca Esports, czyli 50-letni Mercedes W123
Jak wieść gminna niesie, w instrukcji do wiekowego już W123 producent nie podaje procedury naprawy mostu napędowego, ponieważ nie przewiduje jego awarii. Podobnie jest z Barczącą – przecież dolna alejka działająca od lat i doświadczony toplaner nie mogą niewypalić prawda? Reunion trójki Agresivoo-Woolite-Jactroll po latach rozłąki od zakończenia projektu pod tytułem „polskie Misfits Premier” w barwach Barczącej może być zwiastunem wielkich sukcesów dla stosunkowo młodej organizacji. To wszystko uzupełnione prodigy polskiego lasu – Mikusikiem. Co może pójść nie tak?
Jeśli celem jest mistrzostwo to całkiem sporo. Agresivoo nie zaliczył dobrego 2025 roku. Ten będzie dla niego ważny, żeby pokazać, czy dalej ma to coś. To coś co miał, gdy czekaliśmy na jego debiut w LEC. Nie zrozumcie mnie źle. W mojej opinii Tobiasz jest fantastycznym toplanerem. Nawet w ubiegłym roku pokazywał swój kunszt, chociażby zagraniem na Kennenie na zimę, na miarę awansu do finału. Ale faktem jest, że mimo mistrzowskich aspiracji, w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie wygrał RL, na EMEA Masters nie awansował ani razu, a na lato zajął przedostatnie miejsce. Wiadomo – wyniki są wysiłkie drużynowym. Aczkolwiek Agresivoo nie wracał do Polski by grać w środku tabeli i ten rok na pewno jest dla niego ważny.
Podobnie jak dla mniej rozpoznawalnych graczy Barczącej. Dla Mikusika to szansa na wybicie się dużo wyżej, cel na najbliższe 2-3 lata wydaje się być oczywisty – LEC. Dla Tenshiego to sezon na udowodnienie swojej wartości sobie i wszystkim. Często bywał ofiarą krytyki w poprzednim splicie. Wizualnie sporo mu brakowało do środkowych pokroju Secretta czy Mrozku. Jeśli Barcząca ma walczyć o najwyższe cele, to Tenshi nie może odstawać od najlepszych w Polsce. Widać jednak jego postępy. Ma fantastyczne rezultaty na solokolejce. Jednak od dawna trapią go podobne problemy – grę w walkach drużynowych i w tym aspekcie będzie musiał się poprawić… Aczkolwiek progresowanie w drużynie w której masz 3 ex-graczy LEC wydaje się być nieco prostsze na papierze. Tenshi też nie był pierwszym wyborem Barczącej. Faktem jest, że Czesi sprzątnęli Vasco polskiej ekipie sprzed nosa. Dlatego obecny midlaner pozostał na kolejny split – teraz trzeba tę szansę od losu dobrze wykorzystać.
Ale szczerze powiedziawszy, jestem o tę drużynę jakoś dziwnie spokojny. Mam wrażenie, że dużo doświadczenia i spokoju w zespole sprawi, że to będzie najlepsza ekipa w RL. Chociaż może jeszcze nie na zimę? Tutaj może być różnie, ale wydaje mi się, że ich sufit jest naprawdę wysoko. Jednocześnie ryzyko implozji jest dużo mniejsze niż u bezpośrednich rywali o mistrzostwo.
Bomba Team są niczym Po z serii Kung-Fu Panda
Dla nowej ekipy powstałej z Back2TheGame cel wydaje się być prosty – mistrzostwo. W składzie jest ogrom jakości. Fenomenalny frajgo, Mrozku, który wszedł na stałe do kanonu najlepszych środkowych polskiej sceny, Odi11, który teraz uwolniony od Kaseko i z profesjonalnym wspierającym minemaćkiem ma w końcu znów sięgnąć gwiazd jak w czasach PDW. Roster uzupełnia Guli, którego może wielu nie kojarzy, ale na solokolejce wypada fantastycznie. Według niektórych Bomba Team to na papierze najlepsza ekipa w Rift Legends. Chociaż się z taką oceną sytuacji nie zgadzam, tak widzę świat w którym wygrywają.
Ale tak jak największym przeciwnikiem Po były schody zamiast jakiegoś sensownego adwersaża, tak samo najcięższego rywala Bomba Teamu nie należy szukać w innych drużynach. Największym problemem dla Bomby będą oni sami. To będzie ekipa momentum. Jeśli będzie szło dobrze, to będą grali jak z nut. Jeśli jednak wyniki nie będą po ich myśli…wtedy zaczną się kłótnie i wewnętrzne problemy. Bomba Team to mocne charaktery o sporym ego, szczególnie duet frajgo-Odi11, którzy w swoich drużynach w ubiegłym roku wykazywali niezadowolenie postawą swoich kolegów z drużyny na rifcie. Gorsza atmosfera mogła się przekładać na rift wtedy, teraz mamy dwie takie osoby w jednym zespole. Bomba Team to istna bomba, cały czas tykająca, nie jest jednak pewne czy dojdzie do eksplozji.
devils.one, czyli dzieci próbujące zaskoczyć dorosłych
Może przesadzam z tym „dzieci”, bo szymikoza dawniej znany jako Fikkle wcale nie jest taki młody. Z drugiej strony Sorrow jest z rocznika ’08… W każdym razie devils.one postawiło na 3/5 swojego zeszłorocznego składu z Turnieju Promocyjnego Rift Legends (gdzie w finale przegrali na obecne Lodis). Ten konkretny roster przetarł się już w Pre-season Legends Academy by Żabka, gdzie również okazali się gorsi od jednej z obecnych drużyn Rift Legends – Onion Team. Skład pełny debiutantów, w tym takich absolutnych debiutantów jak Sorrow i kubagoat. Pozostała trójka – Effigy, Hunter i szymikoza – zaliczała epizodyczne występy w dawnej 2. Ultralidze. Powstaje jednak pytanie… Czy gracze, którzy byli do tej pory za słabi na Rift Legends wykonali odpowiednią pracę i okażą się wystarczająco mocni?
Dla devils.one to świetna sprawa, że nikt nie spada po splicie zimowym. Dzięki temu ich nieopierzone kurczaki będą miały czas by okrzepnąć i faktycznie przeobrazić się w demony. Cel optymistyczny dla nich to top 6 i play-offy, ale może być o to bardzo ciężko. Zazwyczaj, gdy młodzi zawodnicy wchodzą na najwyższy poziom rozgrywkowy, to znajdują się pośród kilku lub przynajmniej jednego bardziej doświadczonego gracza. Tak było z Lodis na zimę, gdzie Hatsu, Dawciu i Anyone byli z Matislawem w składzie. Tak było gdy Mikusik i Tenshi wchodzili do elity z Barczącą, to mieli na dolnej alei zawodników, którzy wcześniej liznęli gry w Ultralidze. Gdy wchodził Docisk to obok młodych – PmK, Liivka i Sidava – był doświadczony Yuta. W DV1 takiego elementu nie ma. A to element, który się przydaje. Szczególnie w seriach o być albo nie być.
Może właśnie tego elementu brakło w finale Turnieju Promocyjnego kiedy grali wydziwianymi draftami? Być może… Ale Sir Alexowi Fergusonowi też mówiono, że z dzieciakami nic nie wygra, kiedy ten stawiał na graczy z „Class of ’92”, a na koniec to Ferguson miał rację i doprowadził swoją drużynę do absolutnej dominacji w lidze angielskiej w piłce nożnej na lata. Może devils.one zaskoczy nas wszystkich?
Docisk ratuje poszkodowanych z ruin po Z10
Docisk utrzymał 3/5 składu z ubiegłego roku – zawsze solidnego PmK oraz dolną alejkę Anyone-Huron. Anyone po dwóch kiepskich splitach w Lodis, niespodziewanie odpalił w barwach Docisku, w towarzystwie Hurona, wspierającego, który był świeżo po roleswapie. Co więcej, Anyone bardzo chciał grać z Huronem. W ubiegłym roku do play-offów brakło im niewiele. Mimo, iż nie wywalczyli ich dla siebie, to walnie się pryczynili do awansu Barczącej.
Teraz postawili na nowy duet mid-jungle i nowego trenera. Inca swoje zadanie wykonał, drużynę wprowadził do Rift Legends i skutecznie utrzymał. Teraz przychodzi trener dużo mniej doświadczony – Poks0n, były szkoleniowiec akademii Zero Tenacity. Przyprowadził ze sobą dwóch podopiecznych – FullCleara i Birkyyego. Tej dwójce w mojej ocenie ciężko będzie z marszu zastąpić Koxtrolla i Liivka. O ile sam Liivka krytykowałem, tak trzeba mu oddać, że im więcej czasu przebywał w Rift Legends, tym lepiej grał, a jego Akali była fenomenalna, podczas gdy Koxtroll swoimi wyborami i stylem gry wprowadzał dużo chaosu, w którym Docisk odnajdywał się fenomenalnie. Teraz zamiast chaosu powinno być więcej spokoju, bardziej typowe wybory, bardziej książkowe podejście do rozgrywania LoL-a. Tylko czy spokojniej znaczy lepiej?
Było coś magicznego w Docisku z lata 2025 roku. Niemniej pnowi gracze, a szczególnie Birkyy, zasługuje na szansę w Rift Legends. Midlaner grał już epizodycznie w najlepszej polskiej lidze, w głównym składzie Zero Tenacity, ale to teraz czeka go prawdziwe wyzwanie i teraz musi udowodnić swoją wartość. Jeśli nowi gracze wypalą, to Docisk powinien być drużyną walczącą o top 4. Kto wie co są w stanie osiągnąć przy odpowiednim ułożeniu gwiazd?
Forsaken, by uniknąć zniszczenia potrzebuje 5 sprawiedliwych
W zeszłym sezonie disband Forsaken dział się średnio 2.137 raza na tydzień. Oczywiście to pół żartem, pół serio, bo prawdą jest, że duża część pseudo-dram była inwencją twórczą zawodników. Czasami jednak kłótnie i niezadowolenie niektórych graczy osiągało absolutne zenity. Chyba, że Zakapturzeni byli w stanie odstawiać wręcz oscarowe szopki, albo czasami coś było na rzeczy. W zeszłym splicie weszli do play-offów bez żadnej porażki, by przegrać 2 serie i zająć 3 miejsce. Pewna robota wymaga skończenia i taki jest cel na ten rok. Już bez Bezuma, Melonika i Odiego11, za to z TTobiasem, Sinmivakiem i zamulkiem.
Wiadomo, że Bezum jest lepszym trenerem od TTobiasa w próżni. Ale chyba tego typu projekt z Cinkrofem nie potrzebuje stricte trenera? TTobias na pewno dodaje sporo w warstwie contentowej. Zmiany w składzie też na plus. Mivak jest po prostu lepszy od Melonika, nie ma się co spierać o to. Dodatkowo dodaje spokój, tak bardzo potrzebny drużynie, w której jest Cinkrof i Kaseko. Co więcej jest też niezwykle solidnym weaksiderem, co stylistycznie wydaje się fantastyczne, gdy w składzie masz takich carry jak Secrett i zamulek. Zmiana strzelca w mojej ocenie jest strzałem w „10”. Zamulek dużo bardziej pasuje do tego typu projektu i tam gdzie Odi11 się wkurzał, tam zamulek się zaśmieje.
Mam wrażenie, że obecny skład jest stabilniejszy od poprzedniego, zarówno gameplayowo, jak i mentalnie. Ale na koniec dnia case jest podobny co przy Bomba Team. Performance drużyny będzie wprost zależny od nastrojów wewnątrz ekipy. Dlatego nie wystarczy spokojny Sinmivak i cichy Secrett. W Księdze Rodzaju była mowa o 50 sprawiedliwych, ale tutaj 5 wystarczy.
Lodis, dla którego ratowania Inca zrzucił się z Rift Legends
Oczywiście w polskim hymnie Stefan Czarnecki wraca się przez morze a nie przez nie, czy do niego rzuca. Nawiązanie jednak dość trafne, bo trener Inca regularnie przestępuje próg drzwi, nad którymi jest napis „z tier 1 do tier 2” i na odwrót. Dużo w przeszłości mówiło się o „szklanym suficie” Piotra Leszczyńskiego. Jest niby specjalistą od awansów do najlepszej ligi i od spadków z niej. Jednak co by o Ince nie mówić, to w Docisku wykonał fantastyczną pracę. Awansował do Rift Legends. Potem utrzymał zespół mimo konieczności złożenia składu na ostatnią chwilę. Latem otarł się o play-offy i finiszował na 5 pozycji.
Po zakończeniu pracy z Dociskiem zszedł z RL i zgarnął ekipę, z którą zagrał w Turnieju Promocyjnym. To właśnie ich będziemy mogli teraz oglądać jako Lodis. W trakcie wspomnianego turnieju musiał się wykazać wielokrotnie, również poza riftem, skutecznine odwołując się od niektórych decyzji sędziów i wykazując się znajomością regulaminu. Dodatkowo w wielkim finale, gdy devils.one w draftach się zagotowało, to Inca bardzo skutecznie stawiał na proste rozwiązania. Teraz Inca ma projekt, który stawiał od początku do końca, z kilkoma elementami znanymi mu od dawna. Z Makkiem i Robertoosem pracował jeszcze w 2021 roku w piratesports, a z Lee sangiem w 2023 roku w KNF. Skład uzupełniają belit i Klorell. Pierwszy pokazywał się solidnie w Forsaken i GRP w 2024 roku, ale zeszły rok miał fatalny, więc ma całkiem sporo do udowodnienia. Zaś dla drugiego to będzie pierwsze przetarcie z najwyższą klasą rozgrywkową.
Czego możemy się spodziewać po Lodis? Dobrych fundamentów i pierwszych 15 minut, jak to zawsze jest w drużynach Inci. Dodatkowo patrząc na tych zawodników, jest szansa na widowiskową grę. Czy skuteczną? Szczerze, jeśli Lodis osiągnie coś ponad top 6, to będzie to źle świadczyło o innych ekipach.
Onion Team wchodzi oknem i może być niczym Los Ratones
Cebularze zostali zaproszeni tylko na split zimowy. Nie mają slota w Rift Legends na stałe, więc każdy z tych zawodników musi się wykazać. Właściciel Onion Teamu – sympatyczny hutnik Kaczy, który jest bardzo wokalny na wszelkiego rodzaju eventach – próbował się dostać do Rift Legends domyślną drogą – przedstawił pomysł i skład lidze, chcąc dostać się jako „8 drużyna”. Rift Legends ostatecznie nie zdecydowała się na taką opcję i zaprosiła zwycięzców Pre-season Legends Academy by Żabka. A do nich uśmiechnął się Kaczy i w ten czy inny sposób Onion Team w RL się znalazł.
Zora, ShazQ, Syzyf, Sidav i Envy1, dawniej znany jako Gniotek, to ekipa grająca raczej for fun. Mogą jednak sporo namieszać. Zora, gdy grał dla Forsaken prezentował się bardzo solidnie. Tak samo wypada na tle innych toplanerów w lidze (a gotowy jestem zaryzykować, że to namocniej obsadzona pozycja w rozgrywkach). ShazQ minionego roku nie może zaliczyć do udanych i ma sporo do udowodnienia teraz, gdy stali uczestnicy Rift Legends sięgnęli po młodszych leśników. Ale to właśnie w duecie z Syzyfem święcił największe triumfy. Syzyfem wracającym po rocznej przerwie, ale który dalej powinien dobrze wypaść w najmocniejszej polskiej lidze. Do duetu ShazQ-Syzyf jest jeszcze trener Crystalerr dopełniający tego zjednoczenia osób z OG czasów B2TG pod nową banderą.
Najwięcej wątpliwości jest co do dolnej alejki. Sidav jest mało doświadczony, Envy1 jeszcze mniej i nie są znani szerszej publiczności. Jednak Envy1 po swoich występach na zapleczu RL zasłużył na szansę. Zaś Sidav jest zawodnikiem, którego mi bardzo brakowało w ubiegłym splicie, po naprawdę dobrym debiucie na wiosnę w barwach Docisku. Najważniejsze, że Onion Team nic nie musi, presja jest na rywalach, bo OT nie są i tak stałym uczestnikiem ligi. Onion Team w zupełnie innej skali może być trochę jak Los Ratones w LEC – wejść gościnnie i sporo namieszać. W mojej ocenie, to drużyna, która spokojnie powinna się znaleźć w play-offach, może nawet w top 4.
Orbit Anonymo znowu zajmuje się nekromancją
Valuta jest prawdziwym człowiekiem orkiestrą. Prowadzi 4 zespoły, a do tego jest nekromantą, opiekunem seniorów i nianią dla dzieci. W ubiegłym roku ekscentryczny trener Valuta wskrzeszał svnsa, teraz wskrzesza Ejsnera. Do domu spokojnej starości (no pun intended, ale kto ma wiedzieć ten wie)rok temu zaprosił Raxxo, teraz zaprasza HeSSZero, który wraca jako syn marnotrawny polskiej sceny po nieudanych epizodach za granicą. Stosunkowo nieudanych, bo w Beneluxie miał 2 miejsce, ale celem tam było mistrzostwo. A na koniec do tej trójki dobiera Jokiego37 i Sobka, którzy są niedoświadczeni i szaleni. Niezła ekipa, nie ma co.
Przyznam szczerze, że cieszę się na widok tego składu. Raxxo od dawna szanuje i fantastycznie, że dalej gra. HeSSZero został boharterem narodowym, gdy zrobił totalne 1v9 na Gwen w grze Iron Wolves przeciwko ESCA Gaming, przy okazji chińskiego incydentu. Zastanawiam się, czy skutecznie będzie w stanie contestować Mivaka, frajgo, czy Agresivoo… W każdym razie z tego co wiem, to jest w nim cały czas głód grania i wygrywania, więc może nam jeszcze sporo pokazać. Ejsner też do udowodnienia ma sporo. Nigdy nie zrobił kariery takiej jaką mu wróżono, ale solokolejkę cały czas ma świetną. Ta trójka dobrze się wpisuje w książkowe drafty z jakich kojarzymy Valutę.
Ale wszystko to łamie duet mid-jungle Sobek-Joki37. Ten drugi wprowadził Zyrę w lesie na salony, gra też Neeko, Fiddlem, Tariciem, czy Shenem. Ten pierwszy jest koneserem Yasuo, Yone i Zeda. Hmmm…Brzmi jak ekipa, której będzie się czasem trudno draftować, ale przeciwko której też draftowanie to wyzwanie. Ta dwójka może dorzucić nieco polotu i błyskotliwości. Z drugiej strony ich brak doświadczenia i skuteczności w klasycznym LoL-u (o ile o Jokiego się nie boję, to o Sobka trochę tak) może ich zapiec. Szczególnie w starciach na lepsze drużyny i w Bo1, gdzie ta różnorodność draftowa jest nieco zbędna. Chociaż tak jak na najwyższym poziomie w Bo1 zazwyczaj mocno tierlistowo podchodzimy do draftów, tak w ERL-ach niekoniecznie. Siła komfortów bywa większa od siły najbardziej metowych wyborów. Celem Orbit Anonymo powinno być załapanie się do top 4. Brak znalezienia się w top 6 traktować powinni jako porażkę.
Liga dwóch prędkości
Z owych rozważań można wysnuć wniosek, że Rift Legends będzie ligą dwóch prędkości i faktycznie tak może być. Jednak w ubiegłym roku żelazna czwórka miała być nie do rozbicia, a Back2TheGame na koniec było poza burtą statku o nazwie play-offy. Teraz również trzeba spodziewać się niespodziewanego. Tym bardziej, że format jest nietypowy, a sezon bardzo krótki…


Zostaw komentarz