Niewytłumaczalny z logicznego punktu widzenia sukces PARIVISION stał się faktem. Jame stworzył potwora, którego bać będą się najwięksi.
Wbrew przeciwnościom
Nie wierzył w nich nikt, poza najbardziej zagorzałymi kibicami. Oni jednak zagrali niesamowicie i na stałe zapisali się w historii Counter-Strike’a. O historycznym sukcesie serbskiej organizacji mówi cały CS-owy świat, a my przyjrzeliśmy się nieco głębiej początkom złożonego z pięciu rosyjskich zawodników „samograja”.
Zaczęło się niedawno
22 września 2023 roku nowo powstała organizacja ogłosiła wejście na scenę Counter-Strike’a. Pierwotny skład PV znacząco różnił się jednak od tego, co oglądamy aktualnie – pod barwami organizacji grali bowiem xsepower, Jerry, BELCHONOKK, X5G7V i Raijin, a trenerem zespołu został Grigoriy „balblna” Oleynik. W tamtym momencie nikt nie przypuszczał, że niespełna trzy lata później mówić będą o nich wszyscy.
Pierwszy roster PARIVISION nie przetrwał jednak próby czasu. Już niespełna dwa miesiące po początku przygody na ławce wylądowali Raijin i xsepower, a końcem grudnia znalazł się na niej także BELCHONOKK. Na start 2024 roku braki zostały jednak uzupełnione – do drużyny dołączyło trzech nowych zawodników – PARIVISION zakontraktowało Roberta „Patsiego” Isyanova oraz wypożyczyło ArtFr0sta i Qikerta – kolejno z Team Spirit i Virtus.pro. To jednak po raz kolejny nie przyniosło zamierzonych rezultatów – PV snuło się po niszowych turniejach, skąd i tak nie było w stanie przywieźć żadnego trofeum, a status quo utrzymywał się aż do końca roku.
Plany nowego otwarcia
2025 miał być dla włodarzy serbskiej organizacji rokiem przełomowym. Już w styczniu w ekipie pojawił się jej aktualny prowadzący – Dzhami „Jame” Ali – wraz z którym do zespołu dołączył Emil „nota” Moskvitin. Lepsze wyniki przyszły niemalże natychmiast – już początkiem lutego odmieniony zespół sięgnął po tytuł 16. sezonu europejskiego CCT. Rosjanin konsekwentnie budował kolektyw, stawiając siebie w centralnym jego punkcie. Po kilku eksperymentach zebrał grupę czterech wojowników – BELCHONOKKa, xiELO, notę i AW’a, w których dostrzegł wielki potencjał.

Na jego prezentację nie trzeba było długo czekać. Po niezłych wynikach w mniejszych turniejach online PV otrzymało zaproszenie na kończącego esportowy rok 2025 Majora w Budapeszcie, z której skorzystało w maksymalnym stopniu. Od pierwszej fazy mistrzostw świata grą kolektywu zachwycało się wielu – dla jednych powolny styl rozgrywki proponowany przez Ali’ego naturalnie nie był zbyt pasjonujący, lecz ze względu na zadowalające wyniki schodził on na drugi plan. PARIVISION zostało okrzyknięte rewelacją węgierskich zmagań, podczas których doszło aż do ostatniego przed play-offami segmentu. Mimo wszystko w ostatnich dniach ubiegłego roku z drużyną pożegnał się AW, którego miejsce w składzie zajął wyrzucony ze Spirit 18-letni Ivan „zweih” Gogin.
Odświeżone PV wkracza w 2026
W czasie poprzedzającym zmagania w BLAST Bounty Jame i spółka zdecydowanie odpoczęli od CS-a. Po porażce z 3DMAX, którą ponieśli 5 grudnia, aż do 16 stycznia pozostawali bez rozegranego oficjalnego spotkania. Jak się później okazało, taki był plan – zawodnicy PARIVISION przystąpili do turnieju Bounty perfekcyjnie przygotowani.
Bezproblemowe zwycięstwa z ENCE i Astralis w fazie online mogły napawać optymizmem. Przed rozpoczęciem ćwierćfinałów nikt jednak nie stawiał ich w roli potentatów do ewentualnego triumfu – w 1/4 ich rywalem był potężny Team Spirit. Pierwsza mapa w starciu z ekipą magixxa kompletnie PV nie wyszła – porażka do 5 nie zwiastowała korzystnego rezultatu. W tamtej chwili po raz kolejny objawił się taktyczny geniusz rosyjskiego IGL-a PARIVISION – jego formacja wróciła do spotkania z wyniku 0:1 i zajęła ostatnie wolne miejsce wśród półfinalistów.
W najlepszej czwórce zmagań PV trafiło na FURIĘ – brazylijską siłę uzupełnioną o dwóch zawodników z rejonu CIS – będącą w ścisłej czołówce obu światowych rankingów. Jame jednak po raz kolejny – wbrew jakiejkolwiek logice – zmiażdżył dużo wyżej rozstawioną formację i przypieczętował awans do wielkiego finału. Finał, jak to finał, rządzi się swoimi prawami, lecz w przypadku starcia PARIVISION z Falcons to ci pierwsi te prawa stanowili. Szybkie, gładkie i bezbolesne 3:0 w starciu z naszpikowanym gwiazdami zespołem z Arabii Saudyjskiej pozwolił PARIVISION na podniesienie w górę prestiżowego trofeum.

Świetlana przyszłość?
Wielu zadaje sobie pytanie – co będzie dalej? Czy maszyna, którą zbudował Jame, przetrwa w niezmienionym składzie chociaż do końca obecnego sezonu? Z pewnością wiele zależy od dalszych wyników PV – przed nimi ważny IEM w Krakowie, gdzie już nie będą szeregowym zespołem, a być może jednym z kandydatów do końcowego triumfu. Można Jame’a nie lubić, można nie lubić jego stylu gry, można nawet nie lubić rosyjskiego CS-a, ale jedno trzeba przyznać: Dzhami Ali dokonał esportowego cudu.


Zostaw komentarz