jorko

Kto najwięcej zyskał na okienku transferowym?

Strona główna » Kto najwięcej zyskał na okienku transferowym?

Dobiegł końca jeden z najbardziej intensywnych lipców na rynku transferowym Counter-Strike’a w historii. Jak prezentuje się rozkład sił na najbliższy sezon?

Nie zawsze chodzi o pieniądze

Kilka dni temu zakończył się jeden z najbardziej intensywnych miesięcy w historii Counter-Strike’a. Nie chodzi tu jednak o intensywność kalendarza pod kątem rozgrywanych turniejów, a o liczbę transferów, które miały miejsce w ostatnich kilku tygodniach. Wiele zespołów zdecydowało się na radykalną restrukturyzację swoich szeregów, przez co niektóre ruchy na szeroko pojętym „rynku transferowym” CS-a można śmiało sklasyfikować jako dość niespodziewane. Chociaż w świecie esportu, w przeciwieństwie do piłki nożnej, nie mamy do czynienia z czymś takim jak okienko transferowe, to większość tych głośnych zmian barw przypada właśnie na miesiące wakacyjne.

W tym roku mieliśmy ich wyjątkowo dużo, choć w całym tym zamieszaniu nie chodziło tylko i wyłącznie o wielkie nazwiska. W poniższym, czysto subiektywnym zestawieniu przedstawię Wam kilka najciekawszych ruchów, które miały miejsce tego lata – postaram się po krótce ocenić „głośność” danego transferu oraz jego dotychczasowy i potencjalny wpływ na poprawę gry nowego zespołu. Na ten moment próbka statystyczna jest jednak dosyć mała – niedawno zakończyły się rozgrywki Bounty, przez co niektóre zespoły zapewne nie pokazały jeszcze pełni swojego potencjału. Ten artykuł możecie więc potraktować jako pewnego rodzaju zabawę, a za kilka miesięcy sprawdzimy, czy moje przewidywania mają rację bytu.

REKLAMA:
Reklama

Największy wygrany – Team Liquid

Bez cienia wątpliwości mój dotychczasowy faworyt. Jesteśmy Polakami, więc pewnie śledziliśmy poczynania Liquid w ostatnim czasie, a jeśli śledziliśmy poczynania Liquid w ostatnim czasie to wiemy, że zmiany w tej drużynie były konieczne. Przepraszam za to, co teraz napiszę, ale jeszcze nigdy tak bardzo nie cieszyłem się z odejścia jakiegokolwiek Polaka z jakiejkolwiek drużyny. W przypadku Liquid z siuhym i ultimatem mówiliśmy o zespole, który nie tylko stoi w miejscu, ale zalicza totalny regres formy – konieczne więc było przeorganizowanie gry zespołu, a najbardziej dosadną formą takowego przeorganizowania jest zmiana prowadzącego. JT w miejsce Kamila, Jorko za Rolanda i pyk – nagle powstaje zespół, który bez straty mapy pokonuje G2 i Vitality. Finały LAN-owe nie poszły oczywiście po myśli Rumaków, lecz w ćwierćfinale trafili na rozpedzone Spirit, które zatrzymało się dopiero w wielkim finale.

Z jednej strony dwa dobre mecze (i to jeszcze w fazie online) to za mało, żeby mówić o nowym otwarciu – z drugiej natomiast pokonanie Vitality jest dla każdego zespołu na esportowej scenie czymś wielkim. Abstrahując już od samych dotychczasowych rozstrzygnięć podczas Bounty spójrzmy na indywidualną formę poszczególnych ogniw w drużynie. Ostatnie lata przyzwyczaiły nas do tego, że NAF nie należy raczej do star-playerów i jak na razie niewiele się w tym kontekście zmieniło. Cieszyć może natomiast dobre wejście Jorko, który gra bardzo odważnie utrzymując przy tym wysoką skuteczność, ale przede wszystkim – znakomita forma EliGE’a. Amerykanin pod przewodnictwem JT wygląda jak nowonarodzony, a jego dyspozycja tylko to potwierdza. Jonathan znów ma ten luz, tę świeżość, czy jak to młodzi teraz mówią – tę aurę – która pozwala mu na dostarczanie co raz to nowszych highlightów. Mimo braku Polaków warto za Liquid trzymać kciuki, bo ten skład może być właśnie TYM wyczekiwanym od lat.

Zdecydowanie na plus – FaZe Clan

Na dobrze wyglądający zespół FaZe Clanu czekaliśmy bardzo długo – bo aż od początku roku – ale wydaje się, że podopieczni amerykańskiej organizacji wreszcie znaleźli to coś, czego w poprzednim sezonie bardzo brakowało. FaZe przeszło gruntowną przebudowę, która wymuszona została niejako odejściem karrigana do Falcons, lecz wiele wskazuje na to, iż właśnie taki drastyczny krok był tej ekipie potrzebny. Podczas finałów BLAST-a zespół Jakuba „jcobbba” Pietruszewskiego oglądało się naprawdę dobrze, co tylko potwierdzają rezultaty wszystkich rozegranych na Malcie spotkań. Wygrana z The MongolZ w pierwszym meczu smakowała po prostu wybornie, a walkę na serwerze oglądało się z wielką przyjemnością. W półfinale FaZe było o krok od wyeliminowania Spirit, lecz ostatnia mapa oraz obecna tam słabsza dyspozycja niektórych ogniw przechyliła szalę zwycięstwa na korzyść magixxa i spółki.

To, co teraz napiszę, pewnie nikogo nie zaskoczy – wrócił potężny jcobbb – zawodnik, którego cały esportowy świat podziwiał za odwagę i precyzję jeszcze za czasów gry w Betclic Apogee. Pod wodzą duńskiego prowadzącego Polak nie był jednak w stanie prezentować pełni swojego potencjału, lecz zmiana kapitana stworzyła naszemu reprezentantowi swobodę, której zawodnik o takiej charakterystyce po prostu potrzebował. Na szczególne wyróżnienie zasługuje także duet JBOEN – Neityu, czyli dwójka zawodników z najkrótszym stażem w ekipie. Nowy snajper FaZe miewa problemy z dostosowaniem się do stylu gry rywala, lecz liczbowo wypada naprawdę obiecująco – w przypadku Neityu można mówić o sporej odwadze, która momentami daje FaZe wiele dobrego, lecz jest niezwykle ryzykowna i czasem sprawia, że rundy nie idą tak gładko. Obaj zawodnicy są w FaZe na zasadzie wypożyczenia, więc na razie nie wiadomo, na jak długo z drużyną pozostaną, lecz można dość śmiało powiedzieć, że są jak na razie niekwestionowaną wartością dodaną.

Mimo wielu komplementów płynących w stronę FaZe trzeba jednak zwrócić uwagę na coś, co może mieć ogromny wpływ szczególnie w starciach z rywalami ze światowej „topki” – prowadzenie Twistzza pozostawia wiele do życzenia. Z jednej strony Kanadyjczyk został wrzucony na naprawdę głęboką wodę, a jego adaptacja do nowej roli była zdecydowanie szybsza, niż to zazwyczaj w takich przypadkach bywa – z drugiej natomiast w kluczowych momentach spotkań FaZe jest ratowane głównie przez indywidualności, a nie dzięki taktycznym zagrywkom zasugerowanym przez kapitana. Dajemy FaZe czas, bo to jest im w tym momencie najbardziej potrzebne, lecz mimo dobrego wyniku podczas BLAST-a nie można osiadać na laurach, bo pole do poprawy wciąż tak wciąż jest bardzo rozległe.

Let them cook – Aurora i HEROIC

Zarówno w przypadku Aurory, jak i HEROIC rozgrywki Bounty zakończyły się niezwykle szybko, bo już na etapie pierwszego starcia w fazie online. Można było wtedy odnieść wrażenie, że gruntowne przebudowy obu zespołów to nieudany eksperyment, który bardzo szybko zweryfikowało życie. W przypadku podopiecznych tureckiej organizacji rehabilitacja przyszła jednak niezwykle szybko, gdyż zaledwie kilka dni po porażce z FOKUS podopieczni kyxsana wywalczyli sobie awans na organizowany przez StarLadder turniej StarSeries Fall 2026. Reasumując więc pierwsze mecze nowego składu można powiedzieć, iż mamy tu do czynienia ze sporym potencjałem, którego ewentualne wykorzystanie trzeba będzie jednak nieco odłożyć w czasie.

HEROIC to zupełnie inna strona medalu – pojawiły się głośne nazwiska, pojawiły się (kolejne) nadzieje na nowe otwarcie i próby nawiązania do czasów świetności organizacji. Na razie jednak tego nowego otwarcia nie widać, a przynajmniej na to wskazują pierwsze spotkania odmienionego rosteru. HEROIC, podobnie jak Aurora, próbowało zmazać złe wrażenie po BOUNTY biorąc udział w kwalifikacjach do StarLaddera, lecz podopieczni Brollana musieli uznać wyższość Ninjas in Pyjamas w play-offowej drabince. Cieszyć może natomiast bardzo dobra forma strzelecka szwedzkiego prowadzącego, który we wszystkich spotkaniach (wyłączając starcie z The MongolZ) był niezwykle pewnym punktem swojej ekipy przede wszystkim pod kątem wykręcanych przez niego liczb.

Szansa na tak zwaną „odkutkę” już niebawem – HEROIC stanie bowiem do walki w kolejnych kwalifikacjach – tym razem gra będzie toczyć się o możliwość występu na Esports World Cup w Paryżu – jest się więc o co bić, lecz wątpliwe pozostaje to, czy HEROIC ma wystarczający potencjał, aby zmierzyć się z najlepszymi na świecie w turnieju finałowym.

REKLAMA:
Reklama

Mateusz Kulka

Kiedyś dużo pisałem, teraz więcej gadam. Lubię Real Madryt, CS'a i samoloty (kolejność nieprzypadkowa). Mama zawsze powtarzała, że mam radiową urodę.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post navigation

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, polecamy również: