f1ku

F1KU: Teraz CS jest delikatnie randomowy

Strona główna » F1KU: Teraz CS jest delikatnie randomowy

O dołączeniu do ENCE, przygodzie w Wildcard oraz o ulubionym sposobie spędzania wolnego czasu opowiedział nam Maciej „F1KU” Miklas.

Mateusz Kulka: Opowiedz coś więcej o kulisach dołączenia do ENCE. Czy analizowałeś, z kim będziesz grał czy sama oferta od takiej marki Cię przekonała?

Maciej Miklas: Tak, wiedziałem jak będzie wyglądał zespół. Miałem świadomość, że sdy jest dobrym graczem, uważnie śledziłem też poczynania Neityu czy progres podiego. Ta drużyna wyglądała na zespół będący na fali, który cały czas chce się piąć do góry. Styl prowadzenia sdy jest bardzo ciekawy – potrafi być osobą spokojną, lecz gdy sytuacja tego wymaga jest bardzo energiczny i niejednokrotnie daje upust swoim emocjom głośno krzycząc.

REKLAMA:
Reklama

Jak wyglądała Twoja aklimatyzacja w zespole? Z Szymonem znacie się jeszcze z czasów AGO, ale czy udało Ci się złapać lepszy kontakt z kimś innym?

Mam bardzo dobry kontakt ze wszystkimi. Wiadomo – jeszcze się docieramy, bo to dopiero niespełna dwa miesiące wspólnej gry, ale mamy bardzo fajny vibe. Często jest bardzo wesoło, czasami nawet zbyt wesoło, ale myślimy pozytywnie.

Wiadomo, że to dopiero początek tego składu, ale jak wygląda kwestia Waszego podejścia do ostatnich wyników ENCE? Czy macie już jakieś pierwsze wnioski?

Na pewno lubimy przegrywać wygrane mecze, to jest bardzo ważny aspekt. Często po prostu oddajemy mapy, które powinniśmy wygrywać i trochę na własne życzenie tracimy kontrolę nad spotkaniem. Na razie jednak naszym głównym wnioskiem czy też elementem nadrzędnym jest to, że dopiero uczymy się grać ze sobą. Jesteśmy bardzo świeżym zespołem i potrzebujemy tego „dotarcia się”. W niektórych sytuacjach aż za mocno widać ten krótki czas naszej współpracy – źle odczytujemy swoje intencje, czasami jest pewien kłopot z odpowiednim dogadaniem się. Na pewno jest sporo do poprawy i musimy popracować przede wszystkim nad tymi detalami, które czasem są absolutnie kluczowe.

Powiedziałeś ostatnio w wywiadzie dla BLASTA, że „w tym składzie możemy nawet wygrać Majora”. Czy te słowa padły w emocjach, czy rzeczywiście czujecie się tak mocni?

Nie no, wiadomo, że żartowałem, rzuciłem to w pełnym śmiechu. Nie można też brać tego zbyt dosadnie, że moim zdaniem jesteśmy tak niesamowici, że wjedziemy na taki streak jak na przykład Vitality. Ludzie czasem zbyt poważnie podchodzą do takich luźno wypowiedzianych słów i pewne rzeczy trzeba brać przez palce. Na ten moment uważam, że jedyną stabilną drużyną w CS-ie jest właśnie Vitality i jeżeli powinie się im noga w jakimś turnieju, to takie zmagania może wygrać absolutnie każda drużyna, która akurat trafi z formą. Ostatnio to udowodniło chociażby FUT, czyli piątka chłopaków, którzy naprawdę świetnie strzelają i gra się na nich bardzo ciężko, ale nie mają jakiegoś wielkiego zaplecza gry drużynowej. Ich gra opiera się na tym, że ktoś zabije dwóch albo wyjdzie i rozda headshota. Teraz CS jest delikatnie randomowy i nikt poza Vitality, przynajmniej jak na razie, tej stabilności nie ma.

Miałeś niedawno krótki epizod w Wildcard. Czy dla Ciebie był to swego rodzaju detoks przed czymś większym czy jednak lekcja na przyszłość?

Na pewno ludzie ze Stanów są bardzo specyficzni. Tak naprawdę oni nawet nie trenują – bardzo ciężko jest tam ustawić PCW, bo po prostu nie ma z kim zagrać. W Europie możesz grać praktycznie od 12 do późnego wieczora, a jako Wildcard graliśmy maksymalnie 10-15 sparingów tygodniowo, więc bardzo mało. Ze składem Wildcard nie dopasowaliśmy się charakterami – Amerykanie są bardzo wrażliwi i nie można im nic bezpośrednio powiedzieć. Chcą, żebyś przekazywał im wszystko bardzo łagodnie, a jak wiadomo czasem jest to po prostu niemożliwe. Dość mocno zamykają się w sobie, nawet gdy rzucisz w żartach coś w stylu: „no tu skopałeś sprawę”. Pamiętam, że zawsze po meczu trzeba było do nich podejść, posłuchać 15 minut ich wywodu i ewentualnie wtedy wszystko wyjaśnić. Każde, nawet luźne spostrzeżenie, często odbierali jako atak personalny, co w europejskim środowisku jest nie do pomyślenia. Bardzo ciężko było nam iść do przodu.

W jaki sposób w ENCE dzielicie się rolami po stronie terro? Macie kilka ogniw, które lubią grać agresywnie, jak sobie z tym radzicie?

Czymś, co nas wyróżnia, jest na pewno to, że bardzo często jesteśmy jako drużyna w różnych częściach mapy jednocześnie. Na kilku mapach działam jako taki typowy support kRaSnaLa, czasem to on mi pomaga, a ja mogę szukać kontaktu. Staramy się wzajemnie uzupełniać i każdy ma określone zadania, cieżko jednak wyróżnić jakiegoś takiego typowego entry-fragera. Czasem podi bierze na siebie to zadanie, czasem Neytiu próbuje poszukać agresywnego pojedynku. Myślę, że chodzi właśnie o ten balans, którego cały czas szukamy.

Co cię relaksuje poza CS-em? Aktywność fizyczna, jakieś inne gierki czy może przeglądanie memów na Twitterze?

Bardzo różnie. Dużo zależy chyba od tego, jaki jest okres – w wakacje wyjdę czasem pograć w piłkę, spotkać się ze znajomymi, obejrzę film. Głównie bazuje na spędzaniu czasu z ludźmi.

Chwilę minęło od czasu przejścia na nowy silnik. Co najbardziej zmieniło się w Twojej grze po przejściu z CS:GO na CS2?

Kiedyś bardzo lubiłem używać one-way smoke’ów, teraz wiadomo takiej możliwości już za bardzo nie ma. Zauważalne jest też to, jak często ludzie mogą strzelać w biegu. Trochę ta gra bardziej niż Counter-Strike’a przypomina coś w stylu Call of Duty. Czasami trochę tęsknie za jej starą wersją

Last but not least – jakie są Wasze plany na przyszłość? Termin zaproszeń na Majora w Kolonii się zbliża, czy walka o invite jest dla Was realnym celem?

Na pewno będziemy chcieli powalczyć o Majora, to zawsze jest cel numer jeden. Na razie chcemy się jednak skupić na nadchodzących turniejach, bo nie ma sensu myśleć o Majorze, gdy nie wygramy żadnego turnieju przed nim. Naszym głównym priorytetem są najbliższe zmagania i mam nadzieję, że uda nam się złapać jeszcze lepsze flow i powalczyć o wyjazd do Niemiec.

REKLAMA:
Reklama

Mateusz Kulka

Kiedyś dużo pisałem, teraz więcej gadam. Lubię Real Madryt, CS'a i samoloty (kolejność nieprzypadkowa). Mama zawsze powtarzała, że mam radiową urodę.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post navigation

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, polecamy również: