Po trzech latach spędzonych poza Polską Color wraca do krajowych rozgrywek i dołącza do Forsaken. Doświadczony zawodnik opowiedział nam o powodach swojej decyzji, niewykorzystanej szansie w Vitality.Bee, najlepszym okresie kariery oraz kontrowersjach otaczających jego nową organizację. Zdradził również, jakie cele stawia przed sobą nowy skład mistrzów Polski.
Wydaje mi się jednak, że ludzie nie mają większego problemu z samymi zawodnikami. Jeżeli pojawia się niechęć, jest ona skierowana przede wszystkim w stronę organizacji.
Po trzech latach wracasz do polskiej ligi. Wcześniej grałeś we Włoszech, Grecji i lidze arabskiej. Jakie to uczucie? Ten powrót ma dla ciebie znaczenie sentymentalne czy jest po prostu kolejnym etapem kariery?
Powiem szczerze, że trzeba byłoby się na chwilę zatrzymać i zastanowić, w jakim miejscu kariery obecnie się znajduję. Jestem już chyba na takim etapie – karierowo, przygodowo czy jakkolwiek chcemy nazwać granie w komputer – że mogę wybierać rzeczy, które sprawiają mi frajdę.
Trochę tak wygląda też dzisiejszy esport. Drużyny zaliczają pewien downgrade pod względem operacyjnym, a na polską scenę wraca wielu doświadczonych zawodników. Jest Erdote, Ibo, Shlatan czy Sinmivak. Można wymieniać ksywę za ksywą.
Kilka lat temu raczej nikt nie miałby w swoim bingo, że znowu spotkamy się razem w tym polskim kołchozie. A jednak mamy 2026 rok i wszyscy ponownie jesteśmy na jednej scenie.
W 2020 roku grałeś w Vitality.Bee i wydawało się, że jesteś blisko kolejnego dużego kroku w kierunku LEC. Co sprawiło, że twoja kariera nie poszła wtedy jeszcze bardziej do przodu?
Poniekąd sam ją zatrzymałem. W okresie gry w Vitality pojawiły się pewne sprawy rodzinne i prywatne. Nie chcę za bardzo się w nie zagłębiać, ale podjąłem wtedy decyzję, że nie będę dalej wykorzystywał tej okazji.
Byłem w dobrym momencie. Po występach w Vitality i Rogue interesowało się mną sporo scoutów oraz drużyn, które potencjalnie chciały, żebym dla nich grał. Nie był to oczywiście początek mojej kariery, bo wcześniej występowałem już w ligach regionalnych, ale zdecydowanie był to moment dużego wybicia. Zmieniło się to, jak postrzegali mnie gracze, trenerzy i organizacje.
Później wydarzyły się rzeczy, przez które nie mogłem w pełni skupić się na LoL-u. Nie mogłem również przebywać w gaming house’ach, co w tamtym czasie było praktycznie wymogiem.
Zamiast dołączyć do kolejnej typowo tryhardowej drużyny, zdecydowałem się zagrać w Pompa Team Academy z Maqukiem, Rybsonem i Deflesem. Był to więc dosyć niespodziewany przeskok — z LFL i roli rezerwowego w Rogue do drugiej Ultraligi, na tak zwane łojenie młodzików.
Dla kogoś, kto obserwował moją karierę jedynie pobocznie, mogło to wyglądać bardzo dziwnie.
Żałujesz dzisiaj tamtej decyzji?
Nie. Z perspektywy czasu podjąłbym dokładnie taką samą decyzję. Nie żałuję rzeczy, które robię w życiu. Decyzje podejmujemy na podstawie informacji i emocji dostępnych nam w konkretnym momencie. Patrząc na tamtą sytuację z dzisiejszej perspektywy, zrobiłbym to samo jeszcze raz.
Czym obecny Color różni się od zawodnika, który kilka lat temu grał w PRIDE, AGO Rogue czy po raz pierwszy wygrywał Ultraligę?
Byłem zdecydowanie bardziej temperamentny i konfliktowy. Nie chcę mówić, że bardziej mi wtedy zależało, ale bardzo mocno zależało mi na tym, żeby mieć rację. Nie wiem, czy odpowiednim słowem jest „ego”, bo brzmi to trochę dziwnie. Dzisiaj mam jednak zdecydowanie więcej luzu – zarówno w podejściu do gry, jak i do ludzi, którymi się otaczam.
Przede wszystkim dojrzałem jako osoba i jako zawodnik. Miałem kontakt z dziesiątkami różnych ludzi, podróżowałem po wielu krajach i przeszedłem całą esportową tułaczkę. Wydaje mi się, że wyrosłem dzięki temu na lepszą osobę i lepszego człowieka. Gdyby nie to całe granie w komputer, prawdopodobnie nie miałbym szansy przeżyć wielu z tych rzeczy.
Ostatni raz występowałeś w polskiej lidze w 2023 roku. Zdobyłeś wówczas między innymi mistrzostwo Polski i Superpuchar. Który okres wspominasz najlepiej?
Okres gry w PDW lub Pompie był jednym z najważniejszych w mojej karierze. Nie chcę nazywać go jej absolutnym highlightem, ale był to moment, w którym naprawdę poczułem, że zasłużyłem na osiągnięty sukces.
Wcześniej dołączałem jako rezerwowy do drużyn, które już dobrze funkcjonowały. Twoim zadaniem było wejść, zagrać na odpowiednim poziomie i wygrać. Zupełnie inaczej smakuje sukces, kiedy od początku jesteś częścią budowanego projektu.
Byłem jedynym zawodnikiem, który pozostał z wcześniejszego rosteru. Reszta graczy została wymieniona, więc można powiedzieć, że stanowiłem część trzonu nowej drużyny. Nie chcę twierdzić, że cały skład został zbudowany pode mnie, ale od początku zakładano, że w nim zostanę.
Był to również okres, w którym czerpałem największą przyjemność z grania. Na scenie działał jeszcze Nitro i nie mieliśmy praktycznie żadnych problemów ani zmartwień. Zapewniał nam wszystko, o czym zawodnik mógłby marzyć.
Myślę, że każda osoba grająca w tamtym rosterze powiedziałaby coś podobnego – zarówno o atmosferze, jak i warunkach stworzonych przez Nitro. Bardzo dobrze wspominam też współpracę z Menq i Zeturalem.
Przejdźmy do Forsaken. Dlaczego wybrałeś właśnie ten projekt?
Zależało mi na większej ilości wolnego czasu. Nie chciałem wiązać się z projektem, który działałby w pełnym wymiarze i zakładał treningi przez sześć czy siedem dni w tygodniu. Nie oznacza to, że w Forsaken wszyscy podchodzimy do gry lajtowo. Jednym z moich priorytetów było jednak to, żeby poza graniem mieć również czas dla siebie. Taka wizja została mi przedstawiona.
Atrakcyjny był również roster. Większość zawodników znałem z wcześniejszej rywalizacji i miałem już okazję grać przeciwko nim. Wydaje mi się, że wielu obecnych graczy Rift Legends ma już za sobą swój prime. Można spojrzeć na mnie, Ibo, Shlatana, Erdote czy Luckera — większość z nas nadal gra, ponieważ po prostu to lubi.
W Forsaken zobaczyłem możliwość dalszego czerpania radości z gry. Chciałem mieć więcej luzu, ale jednocześnie nadal cieszyć się tym, co robię. Ten projekt najlepiej pasował do mojej obecnej wizji.
Miałeś również inne oferty?
Oczywiście. Nawet kiedy aktywnie nie gram, regularnie zdarzają się momenty, w których odzywają się do mnie drużyny. Nie inaczej było przed tym splitem. Zainteresowanie pojawiło się zarówno ze strony zespołów z Rift Legends, jak i organizacji zagranicznych. Nie do końca przekonywały mnie jednak proponowane rostery, warunki albo pozostałe elementy projektów.
Forsaken było najbliższe temu, jak wyobrażałem sobie nadchodzący split i całe lato. Najlepiej zgrywało się również z moimi pozostałymi zajęciami.
W poprzednim sezonie wokół Forsaken pojawiło się sporo kontrowersji: problemy wizowe, zmiany w składzie na play-offy i sprowadzenie Bwipo na decydującą część rozgrywek. Nie obawiałeś się, że dołączenie do tej organizacji może być wizerunkowym strzałem w kolano?
Podchodzę do tego z dużym dystansem. Memy są memami. Ludzie mogą żartować, że Forsaken zaraz sprowadzi z Damwon, Nuguriego albo cały roster z LCK.
Wydaje mi się jednak, że ludzie nie mają większego problemu z samymi zawodnikami. Jeżeli pojawia się niechęć, jest ona skierowana przede wszystkim w stronę organizacji. To, czy dołączam do organizacji lubianej, czy hejtowanej, nie ma dla mnie większego znaczenia. Po tylu latach grania takie rzeczy po prostu po mnie spływają.
Mam też wrażenie, że osoby, które mnie lubią albo dobrze wspominają Colora grającego w komputer, chcą kibicować przede wszystkim mnie. Wizerunek zespołu jest dla nich mniej istotny. Tak od wielu lat wygląda polski esport. Trudno na stałe przywiązać się do jednej organizacji. Kibice częściej wspierają konkretnych zawodników i rostery niż samą markę.
Dołączasz do aktualnego mistrza Polski, który pozostawił w składzie Decay’a i Luckera. Co będzie sukcesem dla nowego Forsaken — obrona tytułu, dobry występ na EMEA Masters czy po prostu czerpanie przyjemności z gry?
Patrząc na nasz roster oraz całą ligę, uważam, że jej czołowa czwórka jest całkiem solidna jak na polskie standardy. Być może są jedna albo dwie drużyny, które trochę bardziej odstają, ale nie chcę nikogo dyskredytować. Wydaje mi się, że każdego w tej lidze będzie można pokonać i każdemu będzie można urwać punkty.
Nie zastanawiam się szczególnie nad tym, na którym miejscu skończymy. Bardziej interesuje mnie sposób, w jaki będziemy podchodzić do spotkań, prezentować się jako drużyna i rozwijać w trakcie splitu.
Forsaken dopiero co wygrało Rift Legends. Było to jednak trochę specyficzne mistrzostwo, ponieważ na play-offy sprowadzono Bwipo, który jeszcze niedawno grał na Worldsach, oraz rezerwowego strzelca w związku z problemami wizowymi. Samo wymienianie zawodników przed play-offami jest trochę szemrane. Mistrzostwo było oczywiście zasłużone, ale czy Forsaken wygrałoby z oryginalnym rosterem? To już temat do dyskusji.
W tym splicie chcę przede wszystkim patrzeć na to, jak radzimy sobie jako zespół i jak progresujemy. Jestem również bardzo ciekawy obecnej mety, w której wszystko może grać wszędzie. Supporty roamują, botlanerzy walczą różnymi losowymi postaciami… Interesuje mnie, jak wszystkie drużyny odnajdą się w tym chaosie i czy będzie to League of Legends przyjemne zarówno do grania, jak i oglądania. Jestem bardzo podekscytowany rozpoczęciem Summer Splitu.
Czyli mistrzostwo nie jest jedynym wyznacznikiem sukcesu?
To moje osobiste spojrzenie. Składając jednak roster z tak doświadczonych zawodników, trudno powiedzieć, że nie zależy nam na mistrzostwie. Każda drużyna powinna podchodzić do rywalizacji z myślą o wygrywaniu. Chyba, że jesteś Syzyfem i wintradujesz – takim wiadomo co i wiadomo gdzie. Dla mnie znaczenie ma jednak także to, w jaki sposób dojdziemy do końcowego wyniku. Wolę skupiać się na procesie niż wyłącznie na celu.
Jaką rolę pełnisz w nowej drużynie? Jesteś liderem, mentorem czy po prostu siedzisz na topie i starasz się nie przeszkadzać?
W rosterze takim jak nasz trudno być jednoznacznie mentorem albo liderem. Nie jestem oczywiście pasywny. Każdy z nas ma dużo doświadczenia i wszyscy wymieniamy się swoimi poglądami. Kiedy widzę problem, reaguję i zabieram głos. Nie czuję jednak potrzeby przypisywania sobie roli lidera. Jestem po prostu częścią zespołu i spełniam rolę grajka. Określenie „lider” często brzmi bardzo dumnie, ale nie zawsze ma wiele wspólnego z tym, jak drużyna funkcjonuje w rzeczywistości.
Na pozycji głównego trenera znajduje się NiceGuyBen. Jak wygląda jego rola w zespole?
No, to jest trener. Wiadomo, że każdy trener jest słupem. A już zupełnie poważnie: NiceGuyBen uczestniczy w scrimach, a mieliśmy również okazję współpracować w przeszłości. Odpowiada za review i drafty, oczywiście w konsultacji z zawodnikami.
Cały proces jest dosyć luźny. Ben spina pracę zespołu, organizuje scrimy i pomaga zarządzać drużyną. Przy rosterze złożonym z tak doświadczonych graczy rola trenera nie może być dyktatorska. Wszystko opiera się na rozmowie, przedstawianiu sugestii i pokazywaniu nam własnej perspektywy.
Jego zadaniem jest bardziej pomaganie niż dyktowanie nam, jak mamy grać w komputer. Zajmuje się również wychwytywaniem i omawianiem naszych błędów. Powiedziałbym więc, że wygląda to całkiem standardowo.
Jak wygląda komunikacja podczas pierwszych treningów? Jest jedna osoba, która przejmuje dowodzenie?
Wygląda to dosyć standardowo. Dżungler odpowiada w dużej mierze za przebieg early game’u. W późniejszych fazach pałeczkę przejmują osoby, które najlepiej odczytują konkretną sytuację.
Wszyscy przedstawiają swoje pomysły. Jest to bardziej wspólny wysiłek niż działanie jednego zawodnika. Nie mamy dyktatora, który mówi: „Ty zrób to, a ty zrób tamto”. Komunikacja polega bardziej na składaniu puzzli z tego, w jaki sposób poszczególni gracze widzą daną sytuację.
Śledziłeś pozostałe drużyny? Widzisz w lidze jednego najważniejszego rywala dla Forsaken?
Mniej więcej kojarzę ogłoszone rostery. Nie byłbym pewnie w stanie wymienić wszystkich zawodników ze wszystkich drużyn z ksywki, imienia i nazwiska, ale znam potencjalne top cztery czy top sześć ligi.
Nie ma jednego meczu, którym byłbym szczególnie podekscytowany. Fajnie będzie zagrać przeciwko kolegom — Sinmivakowi, Ibo, Bombie i innym znajomym zawodnikom. Na pewno będę czekał na spotkania z drużynami ocenianymi przez społeczność, ekspertów i pseudoekspertów jako kandydaci do wygrania ligi.
Nie mam jednak potrzeby budowania wielkich narracji czy rywalizacji. Bardziej cieszy mnie możliwość zagrania przeciwko ludziom, z którymi się znam i regularnie przekomarzam. Oczywiście podczas meczu celem będzie pokazanie im, gdzie raki zimują. Nie uważam jednak, żeby Forsaken kontra jedna konkretna drużyna miało nagle zostać meczem roku.


Zostaw komentarz