Jeśli istnieje drużyna, przy której kibic może osiwieć szybciej niż powinien, to z pewnością jest to FaZe Clan. Nie ma na świecie drugiego zespołu, jaki funduje swoim fanom tak intensywny rollercoaster emocji. Wiele osób widziało go już za burtą turnieju w Budapeszcie – tymczasem pokazał, że jeśli ktoś potrafi walczyć do końca to właśnie on. Ekipa karrigana znów to zrobiła: dostarczyła potężną dawkę niezapomnianych wrażeń i prześlizgnęła się przez pierwszą fazę rozgrywek.
0,437 sekundy
Ta liczba na długo zapadnie w pamięć graczom Red Canids – dokładnie tyle zabrakło, aby wyeliminowali FaZe. History kontra karrigan przy stanie 12:11, clutch, który będzie się śnił Brazylijczykom po nocach. Tym bardziej, że History miał w ekwipunku smoke’a, który mógł odmienić losy tej rundy. Z perspektywy widza użycie granatu dymnego w tej sytuacji wydaje się oczywiste. Na serwerze, w tak stykowej sytuacji, nie zawsze podejmuje się idealne decyzje – emocje i nerwy biorą górę. Ten detal, który mógł zmienić wszystko, dziś jest już tylko historią.
To nie był koniec problemów graczy FaZe. W dogrywce ponownie musieli zmierzyć się z widmem eliminacji i po raz kolejny wytrzymali presję. Wrócili z 12:15, w dużej mierze dzięki znakomitej grze frozena, który dwoił się i troił, by utrzymać drużynę przy życiu. FaZe, które na Nuke musiało bronić aż pięciu punktów meczowych, ostatecznie wygrało tę mapę i mogło odetchnąć z ulgą. Mapa, która na długo pozostanie w ich pamięci – dla Brazylijczyków niewykorzystana okazja, dla ekipy Filipa „NEO” Kubskiego symbol nadziei i druga szansa, którą trzeba wykorzystać
Wezwijcie karetkę, ale nie dla mnie!
– Mam nadzieję, że nie dostaliście jeszcze zawału serca. Na wszelki wypadek idź na pogotowie lub coś w tym rodzaju, nie wiem – słowa broky’ego po meczu idealnie oddają klimat pierwszej fazy turnieju. Droga, którą musieli pokonać od samego początku była bardzo wyboista. Przegrana z NRG grającym z trenerem, porażka z Ninjas in Pyjamas, cud na Nuke z Red Canids, czy powrót z 4:10 na Mirage przeciwko Fluxo w decydującym meczu.
To nie była rozgrzewka przed trudniejszymi rywalami. To była droga przez mękę – dosłownie. Stąpali po cienkim lodzie, ale ten się nie zarwał. Liczy się awans – i ten został dowieziony. Kolejny etap zaczynają z czystą kartą, na takich samych zasadach jak reszta stawki. FaZe jest drużyną turniejową, jedną z tych które grając większą liczbę spotkań czerpie z tego korzyści – zwłaszcza teraz, w momencie gdy wciąż dociera się z jcobbbem i Twistzem.
Efekt ropza
Oglądając FaZe w Budapeszcie, trudno pozbyć się wątpliwości: czy będzie w stanie powalczyć z najlepszymi? Od dłuższego czasu próbuje wypełnić lukę po ropzie – i ta z miesiąca na miesiąc wydaje się coraz głębsza. Transfer ELIGE’a i próba gry trzema aktywnymi rifflerami nie wypaliła. Różne wizje gry i kompromisy wymuszane na zawodnikach odbierały drużynie stabilność.
FaZe nadal nie ma naturalnej „kotwicy”, a sprowadzenie jcobbba tego nie zmieniło. Trudno odmówić takiej organizacji, nawet jeśli oznacza to wejście w niewygodne buty. Widać, że grając na nowych pozycjach brakuje mu komfortu. To rola, w której niedoświadczonym graczom ciężko się odnaleźć. Błędne przekonanie, że muszą radzić sobie w pojedynkę, szybko staje się równią pochyłą. W nowym środowisku, grając o zdecydowanie większą stawkę, trudno jest jednak narzucać pomysły, które pozwoliłyby grać bardziej aktywnie. Jcobbb jest najskuteczniejszy, gdy gra dynamicznie i pozostaje w centrum akcji – a tego elementu w jego obecnej grze wyraźnie brakuje.
Część obowiązków ropza przejął frozen i radzi sobie z tym bardzo dobrze. Jednak w praktyce wygląda to trochę jakby jego dawna rola została podzielona “po równo” na innych graczy tworząc hybrydy, które nie zawsze wiedzą, gdzie jest ich naturalne miejsce.
Mimo to trzeba wierzyć, że posiadając w swoich szeregach jednego z najbardziej doświadczonych liderów oraz trenera, który w CS-ie widział już wszystko i wielokrotnie był w podobnych sytuacjach – FaZe doskonale wie, w jakim kierunku zmierza.
Stage 2
Pierwszy etap członkowie tej drużyny przetrwali. Teraz wchodzą do gry, gdzie margines błędu jest znacznie mniejszy. Mogłoby się wydawać, że limit szczęścia już się wyczerpał. Jednak w przypadku FaZe Clan rzeczy niesamowite są na porządku dziennym. Ten zespół jest najgroźniejszy, gdy stoi pod murem. To jego naturalne środowisko, w którym odnajduje się najlepiej ze wszystkich. Właśnie tam pokazuje swoje prawdziwe, magiczne oblicze.


Zostaw komentarz