Czekolad

Czekolad: Mrozku jest dobry, ale ludzie go przeceniają

Strona główna » Czekolad: Mrozku jest dobry, ale ludzie go przeceniają

Czekolad, midlaner Lodis, opowiada o wadze zwycięstwa nad Bombą, indywidualnym występie i treningach w drużynie.

Za Lodis jedno z najcięższych spotkań w sezonie zasadniczym. Wiele mówi się o tym, że ten zespół może być mocno zależny od momentum i pewności siebie. Jak ważne dla drużyny jest zwycięstwo nad Bombą i czy czujesz, że ten mecz może być początkiem stabilniejszej formy Lodis?

Uważam, że ten mecz był naprawdę ważny. Zwłaszcza dla Zamulka i Kaseko. Dla nich była to również kwestia honoru. Świetny występ Dominika i dwa quadra kille na jego odwiecznym rywalu – Odim – to coś, z czego może być dumny.

REKLAMA:
Reklama

Dodatkowo dużo osób mówiło, że Bomba jest faworytem. Dziwi mnie to, bo czuć po nich, że troszeczkę gubią się w decyzjach i draftach. Mam wrażenie, że nie mają lidera, który uspokoi drużynę i niezależnie od sytuacji będzie dodawał jej pewności siebie. Są zespołem, który po przegranej pierwszej mapie przestaje być sobą. Tracą momentum. W takim stanie rzeczy ciężko będzie im sięgnąć po mistrzostwo.

Mierzyłeś się bezpośrednio z Mrozkiem. Adrian jest obecnie w szczytowej formie. Czy czułeś, że ten mecz jest swego rodzaju „honorówką”? Batalią o tytuł najlepszego midlanera w polskiej lidze?

Uważam, że Mrozku jest dobry, ale ludzie go przeceniają. Nie wiem, czy wynika to z dużej liczby punktów, czy z dobrych występów przeciwko gorszym drużynom. Jego problemem jest fakt, że nie dociśnie cię na linii. Dodatkowo brakuje mu roli przywódcy, zwłaszcza w momencie, w którym midlane jest odpowiedzialny za środkowe i późne etapy rozgrywki. To na pewno go blokuje. Oko niedzielnego widza tego nie dostrzeże, ale koneserzy widzą, kto ma jaki wpływ na rozgrywkę.

Nie będę ukrywał, że ma dobry movement i świetnie unika umiejętności. Na plus jest również jego niewygodna pula bohaterów, ale za nią idzie gorsza dyspozycja na kontrolnych magach.

Jeżeli chodzi o mój występ, to jestem w miarę zadowolony, ale nadal nie mogę uwolnić się od latających charmów. To wszystko przez wiatr na Summoner’s Rift.

Nie jest tajemnicą, że głównym celem Lodis jest pojechanie na LAN-a w Łodzi. Czy uważasz, że obecna struktura treningu drużynowego jest na tyle efektywna, żeby Lodis było w stanie to osiągnąć? Czy ilość indywidualnej pracy wkładanej przez zawodników nie będzie przeszkadzać w realizacji tego celu?

Szczęśliwy gracz to dobry gracz. Czyli taki, który nie ma na sobie presji i czuje się dobrze w drużynie. To jest naprawdę mega ważne. Wiem to po swoim przykładzie. W swojej karierze nauczyłem się, że jeżeli w drużynie jest dobry vibe i ludzie się lubią, to można osiągnąć naprawdę dużo, nawet mając słaby roster. W Lodis może być podobnie, ponieważ naprawdę się lubimy. Czasami dla beki pokłócę się z „Tasiemcem”, ale całościowo jesteśmy szczęśliwi.

Każdy potrzebuje czegoś innego. Jeżeli chodzi o mnie, to potrzebuję być w odpowiednim nastroju. Do niczego się nie zmuszam i jeżeli czuję, że to nie jest moment na granie, to po prostu nie gram.

Nie wiem, jak to wygląda u Kaseko, ale jeżeli nie ma ochoty grać solo queue i miałby się tylko przez to denerwować, to niech sobie gra w Tibię do szóstej rano. Nie przeszkadza mi to w momencie, w którym przychodzi na trening czy mecz ligowy z energią, daje z siebie sto procent i się nie stresuje. Ludzie w esporcie kładą bardzo duży nacisk na soloQ, często się do tego zmuszając, zamiast po prostu być szczęśliwymi.

Niestety życie nie jest takie kolorowe i w przypadku champion poolu kolejka solowa ma bardzo duży wpływ. Ktoś, kto nie jest dobrze zaznajomiony ze swoim bohaterem, negatywnie wpływa na całą drużynę, która przez niego ma zły obraz siły championa.

Uważam, że w Rift Legends bardzo dużo ludzi ma problem właśnie z champion poolem. I to nie tylko my. Przykładowo graliśmy teraz z Bombą i miałem wrażenie, że jak Odi nie gra Ziggsem, to mój botlane wygrywa 2 vs 2. Jedyną drużyną, która naprawdę stara się na sto procent, jest Devils.one InStreamly. Słyszałem, że trenowali na LFL-a. Są bandą „tryhardów”, którzy chcą wszystko wygrać.

Tego im życzę. Mam nadzieję, że praca włożona w tym sezonie nie poskutkuje zaledwie drugim miejscem i że nie obejdą się smakiem tytułu Rift Legends, bo to byłaby katastrofa, prawda?

REKLAMA:
Reklama

Piotr Paprzycki

Komentator League of Legends, orędownik młodych polskich talentów i najlepsza Akali w Polsce.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post navigation

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, polecamy również: