Rift Legends Kaczy Forsaken

W Polsce jak w lesie, stąd ten polsko-polski bit?

Strona główna » W Polsce jak w lesie, stąd ten polsko-polski bit?

Przed wrocławskim LAN-em Rift Legends miałem wielką ochotę dokonać pewnego przeglądu stanu polskiej sceny, ale uznałem, że poczekam i była to wybitnie trafna decyzja. Kto żyje w esporcie LoL-owym w Polsce, ten się w cyrku nie śmieje…

Tak nawinął swego czasu Dawider, chociaż wtedy była mowa o afrykańskim bicie. Prawda jest jednak taka, że polska scena jest pod wieloma względami wyjątkowa i taka typowo nasza. Często kochamy ją taką jaka jest – pomimo wad lub nawet lepiej – z jej wadami. Chciałbym dokonać pewnej syntezy naszych problemów, ale też nadziei lub tego, z czego możemy być dumni.

Polska jest overparty i s*a na nią cały Twitter

Twitterowicze bardzo głośno wyrażają negatywne opinie o naszych rodzimych rozgrywkach. My jako Polacy, często lubimy narzekać. Trzeba jednak przyznać, że są ku temu powody.

REKLAMA:
Reklama
  • Kolejny LAN z rzędu ma problemy z internetem. Tym razem do tego stopnia, że mecz Docisku z Barczącą był przerwany, a jedna seria Bo3 wcale się nie odbyła.
  • Zawieszenie Hurona, po którego stronie stanęło sporo osób.
  • Oprócz tego, obecnemu organizatorowi można teoretycznie zarzucać niewystarczające wykorzystanie drużyn influencerskich w zeszłym roku.
  • Poza tym od prawie roku wyjaśniana jest sytuacja z Xayoo, ostatnio na Q&A na kanale Nervariena było powiedziane, że dalej zastanawiają się, co zrobić. Przypomnę, że LAN w Krakowie, na który Xayoo nie został wpuszczony wydarzył się w połowie maja, ponad 9 miesięcy temu.
  • Teraz też dziwna sytuacja z Dejfem…

No właśnie, pochylmy się nad tą ostatnią kwestią. Huron został ukarany bardzo sprawnie. W mojej opinii, w najlepszym dla Docisku momencie. Dejf również miał być ukarany za zachowanie podczas LAN-a. Decyzja miała być podana w piątek. W piątek, na wspomnianym Q&A, Avahir mówi, że rozpatrują tę sprawę, myślą itp. Dejf zszokowany odpowiadał, że przecież wysłali mu na maila swoją decyzję… Z jednej strony wydany wyrok, z drugiej dalej się zastanawiają? Jeśli chcieli ukarać Dejfa, to czemu nagle zaczynają się takie rzeczy? Czyżby wizja backlashu społeczności, która to wizja była dużo słabsza w przypadku Hurona, sprawiła, że nasz TO stara się wykręcić ze swojej decyzji? Nie chcę komentować tutaj zasadności ukarania Dejfa czy Hurona, ani tego jaka kara ewentualnie byłaby właściwa dla menadżera Barczącej. Chcę jedynie zwrócić uwagę na to, że widzę tu potencjalną niekonsekwencję. Ale może to ja czynię pewną nadinterpretację?

Życie to podium, a RL zawsze będzie czwarte?

Wpadki i błędy się zdarzają. Gorzej, gdy pewne negatywne rzeczy stają się powtarzalne. A to możemy dostrzec w przypadku wydarzeń na polskiej scenie. Pewne rzeczy są swego rodzaju stałym elementem, mimo, że nie są pozytywne. Ale z poziomu Twittera, czy mnie siedzącego wygodnie w domu też bardzo łatwo krytykować. Krytyka w większości jest niekonstruktywna, to fakt, jednak przez ludzi przemawia po prostu frustracja. Jest jednak światełko w tunelu. Pozwolę sobie przytoczyć pewną anegdotkę. W Europie, czy Ameryce, gdy pracownik popełnia błąd, zazwyczaj „dostaje po głowie” od swojego przełożonego. W taki sam sposób w jaki od nas dostaje liga. Tymczasem np. w Japonii, błąd pracownika jest okazją na poprawę procesu produkcyjnego. Czyli w gruncie rzeczy czymś pozytywnym. Szansą na stanie się lepszym. Liczę, że owa szansa zostanie wykorzystana.

Nie trzeba wiele poprawić na raz, by progres był dostrzegalny. Stabilny internet na następnym LAN-ie wystarczy. To pozwoli nam docenić inne dobre zmiany w podejściu TO – jak np. zmiana sposobu przepinania graczy na taki znany z LEC, co pozwoliło na bardzo sprawne rozgrywanie meczów we Wrocławiu, do czasu wysypania się internetu. Dodatkowo, wrocławski LAN dał nam sporo progresu w kwestii pomysłu na realizację wydarzenia. Content z zawodnikami (może nie górnolotny, ale naprawdę przyjemny), dużo gry z widownią, wielokrotnie kamera lądująca na niej. Naprawdę, gdyby nie internet, to wydarzenie nie miałoby większych wad, jedynie takie kosmetyczne.

Rift Legends można kochać, można nienawidzić, ale fakt, że są wydarzenia na żywo, jest dla mnie czymś za co dozgonnie będę wdzięczny. Cieszę się, że idziemy w tę stronę, szkoda, że pewne problemy przykrywają cudowność tego podejścia. Z punktu widzenia polskiej sceny najgorsze jest jednak chyba to, że największe jej problemy leżą trochę poza sferami, na które realnie wpływ ma organizator rozgrywek.

Mistrzostwo Polski to od dzisiaj twoje fatum

Gargantuicznym problemem polskich rozgrywek jest ich brak ciągłości. Ilu organizacji mistrzów Polski gra w lidze? Orbit Anonymo, mistrz z lata 2023 roku i devils.one, które wygrało ligę latem 2018 roku. Ci drudzy w pewnym momencie wycofali się z LoL-a, więc też można dorzucić coś do argumentu o braku ciągłości. W 2026 roku nie ma ani jednego finalisty z żadnego z trzech finałów z 2025, a między splitami zmieniła się z różnych powodów połowa stawki. W takich warunkach ciężko jest budować stabilny projekt z solidnymi perspektywami.

Przy braku ciągłości organizacji można liczyć na chwilowe skoki zainteresowania ze względu na uczestnictwo influencerów, ale nie ma długotrwałego zwiększania bazy widzów. Widzieliśmy to w Polsce w ubiegłym roku. Brak Xayoo zmniejszył zainteresowanie. Teraz brak Rybsona jeszcze mocniej je zmniejsza.

W NLC absencję Los Ratones próbują zaleczyć angażem innych medialnych postaci – Forsen, Drututt, Sloppy Walrus itd. Jednak na dłuższą metę nie jest to chyba właściwe rozwiązanie, bo zainteresowanie streamerów graniem quasi-profesjonalnym to zasób łatwo wyczerpywalny. Rift Legends stoi przed niezwykle ciężkim zadaniem wykonania pewnej pracy u podstaw – zbudowania podwalin ciągłości rozgrywkowej bez ciągłości organizacji. Cieszy angaż Lodis, czy devils.one, faktycznych organizacji, które mimo intensywnych zmian kadrowych są już zakorzenione w świadomości polskiego kibica esportowego. Mimo, że ani jedni ani drudzy nie budują składów pod walkę o mistrzostwo, mimo, że zajęli dwa ostatnie miejsca teraz, to naprawdę dobrze mieć ich ponownie w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce.

Większy budżet niż organizacje, mam ja na ten wpis (zero)

No cóż, trochę takie są realia, trudno jest tak zrobić, by prowadzenie organizacji się opłacało. Ostatnio mieliśmy informację z obozu Forsaken, że są u nich wielkie problemy, a to obecnie najbardziej medialna ekipa. Podobno Barcząca wyszła w ubiegłym roku na zero. Zero Tenacity zostało wykluczone za niepłacenie zawodnikom. Pękła bańka esportowa z przełomu dekad i czasu covidowego. Niby każdy o tym wie, ale jednak się łudzi, że jakoś to będzie. Bardzo lubimy tak się pocieszać. Z jednej strony chcielibyśmy coraz większej profesjonalizacji esportu i progresu na tym polu. Z drugiej, żyjemy w realiach gwałtownej recesji od strony finansowej. Tutaj cieszy niezwykle fakt zaangażowania ze strony Żabki. Ich deal z naszym TO oprócz Rift Legends obejmuje również polskojęzyczne transmisje LEC, dodatkowo są właścicielem rozgrywek Legends Academy, miejsca, z którego można czerpać graczy i które do samego grania mocno motywuje.

Myślę, że jeśli nasz TO dobrze to rozegra, to dzięki Żabce możemy uniknąć losu niektórych innych ERL-i. Generalnie Polska na tym polu wypada nieźle. W porównaniu do tego co się dzieje we Włoszech, do tego co się stało w Hiszpanii po transformacji, to trzymamy się nieźle. Nikt mi za to nie zapłacił, ale serio, uważam, że deal Rift Legends z Żabką, może uchronić nas przed katastrofą.

Jak masz jakiś problem to…

Ale brak pieniędzy to nie jest jedyny powód braku niektórych organizacji. Pamiętamy 7more7 Pompa Team od Nitrozyniaka, które płaciło i miało się dobrze. Do tego choćby świeży przykład i Back2TheGame znikające ze względu na ban Dartagnana, który też płacił swoim zawodnikom, ale za to w przestrzeni publicznej jego zachowanie było nie do zaakceptowania. Teraz zamiast uznanej na polskim podwórku marki mamy Bomba Team, spadkobiercę B2TG, chociaż sportowo to również spadkobierca FMS. Ale co było do przewidzenia, bez Rybsona fanbase nie przeszedł z FMS do Bomby, a przynajmniej nie 1:1. Odnoszę również wrażenie, że Bomba nie była w stanie przejąć kibiców Back2TheGame. W efekcie ,mimo w pewnym sensie połączenia dwóch tworów, mamy coś, co sportowo być może będzie lepsze od obu rodziców, ale nie wzbudza aż takich emocji u fanów jak żadne z nich.

Swoją drogę jak pojawia się temat Dartagnana, to zawsze się zastanawiam jak to się stało, że mimo swoich regularnych obraźliwych wypowiedzi w sieci pod adresem różnych osób, Hebihime, właściciel Zero Tenacity, tak długo funkcjonował w naszym środowisku. Z jednej strony był personana non grata, z drugiej kolektywnie przez kolejnych TO był tolerowany tak długo, jak płacił. Czasami myślę, iż mimo pieniędzy płynących (do czasu) z Belgradu, szkoda, że Serb na naszej scenie działał aż tak długo.

Straszny defetyzm się ze mnie wylewa, dość tego. Mimo tego wszystkiego co dziwnego dzieje się na szczycie, jestem dumny z polskiej sceny…

Bo nasze koncerty, LAN-y, nie są k**wa bez publiki!

Ja wiem, że LAN-y są jakie są. Problemy techniczne, niedociągnięcia tu i ówdzie. Hejterzy polecieliby nawet klasykiem: „gdzie tu są dociągnięcia”? Ale polska widownia jest wspaniała. Ci widzowie, którzy przyjeżdżają na wydarzenia są niesamowici i pokazali to we Wrocławiu. Kibicowali mimo późnej pory oraz wielkich opóźnień i wspierali swoje drużyny, zostali dla nich do północy w sali. Wielokrotnie widuję te same twarze. Twarze osób, które są na Rift Legends niezależnie, czy jesteśmy we Wrocławiu, czy w Krakowie, czy w Łodzi, czy w Warszawie… Są gotowi na naprawdę sporo poświęcenia i dalekie podróże, by uczestniczyć aktywnie w polskim LoL-owym esporcie. To są naprawdę ludzie ze złota. To jest coś, z czego jestem dumny i co jest niezwykle motywujące dla mnie, jako osoby pracującej dla widzów właśnie. Kocham naszą esportową rodzinę.

Ogólnie ten rodzinny aspekt jest cudowny. Widzę partnerki graczy, zawsze obecne i wspierające. W sumie to nie tylko graczy, ale też komentatorów, trenerów. Na LAN-ach widać, że e-port to coś więcej niż praca. To też pasja, marzenia, wyrzeczenia… Fantastycznie jest też oglądać, jak pewne relacje rozwijają się z LAN-a na LAN…

By o polskim LoL-u było znowu głośno!

Tak samo jak głośno bywa na trybunach w trakcie meczów na żywo. W każdym razie pasuje podsumować te wszystkie przemyślenia. Nie pada tu żadna realna recepta na nasze problemy, a może powinna skoro tak wymieniałem problemy sceny? Raczej chciałbym zaprosić do dyskusji… Moja konkluzja jest natomiast taka, że góra choruje, za to dół jest bardzo zdrowy. Te oddolne aktywności, kibicowskie, fanowskie, pozwalają zachować wiarę, że jeszcze będzie pięknie w Polsce w LoL-u. Nawet gdy upadnie wszystko co znaliśmy do tej pory, to polska scena przetrwa, w tej czy innej postaci. Zmierzamy trochę w tym kierunku, czy polski LoL był pierwotnie. Znów oprzemy się na pasji i miłości do gry. Polska scena jest wyjątkowa, ma smak i wibracje absolutnie niepowtarzalne i niespotykane nigdzie indziej, swój własny – polski – bit.

To wszystko by o polskim LoL-u było znowu głośno!

REKLAMA:
Reklama

Kamil Rojek

Komentator League of Legends i prawdopodobnie jedyny kibic drużyn z LCP w Polsce. Ministrant, który nigdy nie był ministrantem.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post navigation

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, polecamy również: