ESL stopniowo wdraża koncept płatnych sesji dla fanów z graczami na swoich turniejach. Nie spotkał się on z pozytywnym odbiorem.
ESL organizuje płatną sesję na IEM Kraków
ESL otworzył sprzedaż specjalnych wejściówek przy okazji nadchodzącego IEM Kraków. Nie dotyczą one jednak oglądania samego wydarzenia, bo bilety na to już dawno poszły w obieg. Są to wejściówki na… sesje z graczami, w trakcie której można sobie zrobić zdjęcie czy zgarnąć autograf.
Jak dokładnie wygląda sesja? Otóż obejmuje ona sześć ekip, które na przestrzeni dwóch dni w konkretnych godzinach będą oczekiwać na fanów. Kibic będzie uprawniony do zgarnięcia podpisu na jednej rzeczy (podkładce, plakacie, koszulce). Alternatywą jest drużynowa karta podpisana przez graczy. Bilety są bezzwrotne, zasady sztywne, a kibic nie ma gwarancji, na kogo trafi, bo w sesji wezmą udział drużyny, które dostaną się do play-offów turnieju. Jest to więc inwestycja w ciemno – jej koszt to 135 złotych. Do sprzedaży trafi 200 wejściówek.
Koncept, mówiąc lekko, nie spotkał się z pozytywnym odbiorem. Na X-ie internauci wylali na ESL wiadro pomyj, zaznaczając, że bilety na samo wydarzenie są już rekordowo drogie, a sesja wymusza kolejne dodatkowe koszty.
Do pojawiających się komentarzy odniósł się Michał „Carmac” Blicharz – wiceprezes ds. rozwoju produktu w ESL, udzielając kilku wyjaśniających odpowiedzi.
To jest coś, co od jakiegoś czasu jest na naszych turniejach w innych miastach. W naszych sondażach kolejki z autografami zawsze wypadały jako punkt generujący niezadowolenie. Przy darmowych sesjach autografowych większość osób odchodziła z kwitkiem (czas dostępności graczy jest ograniczony), a tylko mniejszość ma okazję do interakcji z graczami. Zespół uznał, że lepiej wprowadzić biletowane kolejki, żeby każdy wiedział, na czym stoi.
Carmac zaznaczył też, że koszty są skalibrowane pod skalę światową i dlatego wypadają tak droga z perspektywy polskiego widza.
Nie pogrzebało to jednak kości niezgody – internauci wytknęli mało przystępne założenia samych sesji, a jeden z użytkowników zwrócił uwagę, że przy okazji IEM Chengdu na płatną sesję z FURIĄ przyszedł… jeden fan.
Jest popyt, jest podaż, a biznes jest biznesem, ale trudno dziwić się reakcjom fanów. Taki turniej powinien być ich świętem i szansą na spotkanie swoich idoli. Tymczasem staje się to dobrem luksusowym, a wręcz przywilejem.


Zostaw komentarz