hypex

hypex: Niech w świat pójdzie komunikat o tym, że to dopiero początek mojej historii

Strona główna » hypex: Niech w świat pójdzie komunikat o tym, że to dopiero początek mojej historii

Jeszcze kilka lat temu odbijał się od stref spadkowych w Polskiej Lidze Esportowej, a dziś szykuje się do walki z najlepszymi na StarLadder Budapest Major 2025. Milan “hypex” Polowiec opowiedział nam o swoich początkach, drodze z podziemia do międzynarodowej elity, emocjach związanych z występem na mistrzostwach świata, a także tym, co wyróżnia go na tle polskich graczy.

Doszły mnie słuchy, że jesteś bardzo pracowity. Znasz każdy granat, na treningi zawsze przychodzisz przygotowany, a na mecze skupiony. Jesteś typem hard-workera, który uważa, że ciężką pracą można dojść daleko?

Wychodzę z założenia, że nawet jeśli możesz pochwalić się talentem, ale nie idzie za tym wysiłek włożony w rozwój, daleko nie zajdziesz. Sam nigdy nie bałem się ciężkiej pracy. Duże znaczenie ma tu na pewno wychowanie, ale też czas, który spędziłem na boisku. Za dzieciaka sporo grałem w piłkę, a w tym środowisku też trzeba walczyć o swoje i nieustannie pracować, by przebijać się dalej. Naturalnie przeniosłem to podejście na Counter-Strike.

Sam fakt, że ludzie z otoczenia w rozmowach na twój temat zwracają na to uwagę – daje do myślenia. Wielu graczom w Polsce brakuje tego podejścia?  

To smutne, ale w Polsce jest to problem szczególny. Graczom na naszym podwórku od dawna brakuje podejścia hard-workerów. Na tym tle nietrudno się pod tym względem wyróżnić, choć chciałbym, żeby było zupełnie inaczej. To, że ktoś ciężko pracuje, nie powinno być cechą wyjątkową. Chęć rozwoju powinna określać każdego zawodnika. Czasem nie mogę zrozumieć braku ambicji na polskiej scenie, ale mam nadzieję, że im więcej będziemy o tym mówić, tym szybciej ten problem zdoła się rozwiązać.

REKLAMA:
Reklama

Jak wyglądały twoje początki na serwerze – od początku chwytałeś za snajperkę?

Zawsze chciałem być snajperem, ale nie od początku miałem do tego prawo. W CS-a zaczynałem grać z bratem, który był starszy, więc to on miał pierwszeństwo w chwytaniu za AWP. Kiedy tylko pojawiała się do tego okazja, łapałem jednak drugą snajperkę i coraz bardziej zakochiwałem się w tej roli. Kiedy więc brat przestał w CS-a grać – już jej nie oddałem.

Z czego to wynikało?

Wydaje mi się, że z zagrań najlepszych snajperów na świecie. Kiedy zaczynałem interesować się CS-em, oglądaliśmy z bratem mecze, chłonęliśmy najlepsze zagrania i bardzo się nimi inspirowaliśmy. Brat jest zresztą dla mnie ważnym towarzyszem w mojej historii. To z nim wstawałem w nocy, żeby oglądać mecze Virtus.pro – największych autorytetów w początkowej fazie fascynacji esportem. Grałem z nim we wszystkie gry i prawdopodobnie grałbym nadal, gdyby w pewnym momencie nie przeprowadził się z powrotem do Polski. Ja nie mogłem jednak odpuścić i nadal kontynuowałem przygodę z CS-em.

Wiem, że ważnym punktem odniesienia w twojej karierze jest też hades. Dlaczego?

Chyba dlatego, że to pierwszy polski snajper, który po czasach świetności Virtus.pro, przebił się tak skutecznie na międzynarodową scenę. Olek jest też po prostu świetnym graczem, a dziś – moim bardzo dobrym kolegą, co jeszcze bardziej potęguje pozytywne emocje z nim związane.

A co powiesz o innych snajperach z Polski? Dla przykładu – ultimate ma z tobą wiele wspólnego. Jest twoim rówieśnikiem, w podobnym czasie zaczęliście przebijać się na międzynarodowe wody, dziś jesteście jedynymi polskimi snajperami grającymi na Majorze.

Kibicuję wszystkim Polakom i mam nadzieję, że Roland będzie zachodził w turniejach jak najdalej. Jest mega ziomkiem i bardzo trzymam za niego kciuki. Mamy trochę inne style – ja pasywny, on nieco bardziej agresywny. Nie porównuję się jednak do nikogo, starając skupiać się przede wszystkim na sobie. 

Biorąc pod uwagę to, o czym mówiliśmy na samym początku, awans do jednego z polskich zespołów z czołówki był dla ciebie tylko kwestią czasu? A może transfer do Betlic Apogee to tylko wypadkowa dobrej zabawy?

Szczerze mówiąc, w październiku zeszłego roku dostaliśmy informację od 9INE o zakończeniu projektu akademii. Nagle pojawiła się więc wizja braku zespołu, co wywołało trochę niepewności. Przez chwilę nie wiedziałem, co dalej, bo zaczynał się przedmajorowy czas, który nie sprzyja przebudowom drużyn. Miałem jednak nadzieję, że to, co wypracowałem do tej pory, zaprocentuje. I faktycznie – oferta z Betclic Apogee pojawiła się stosunkowo szybko. Udało się przejść testy i zaczęła się gra na poważnie.

Miałeś w głowie to, że po 9INE Academy musisz złapać angaż w poważniejszej drużynie, żeby rozwijać się nie tylko na serwerze, ale budować też swoje CV?

Z jednej strony wiedziałem, że akademia 9INE jest dla mnie dobrym początkiem, ale podświadomie zdawałem sobie sprawę, że muszę wejść jeszcze wyżej. Naturalnie myślałem więc o tym, że kolejnym krokiem powinna być drużyna z polskiej czołówki. 

Uwierzył w ciebie bogdan, który dał ci szansę gry w bardzo perspektywicznym składzie. Sam mówisz, że nigdy gry w Betclic Apogee nie zapomnisz. Jak bardzo kluczowym momentem dla twojej kariery był to okres?

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że był to najważniejszy czas w mojej dotychczasowej karierze. Przez niecały rok nauczyłem się najwięcej i rozwijałem się obok reszty chłopaków, stając się zupełnie innym zawodnikiem. Podglądanie Prisma, Demho, Dychy czy rozmowy z bogdanem dały mi naprawdę dużo. Kiedy dołączałem do zespołu byłem zwykłym noobkiem, a wyrosłem na poważnego gracza.

Co wyróżniało więc grę w Betclic Apogee?

Najlepiej wspominam atmosferę, która panowała w zespole. Zawsze pracowaliśmy nad tym, by podtrzymywać pozytywny vibe w ekipie. Z jednej strony to trywialne, ale kiedy relacje w składzie są zdrowe, gra się zupełnie inaczej. Dzięki temu nawet z najgorszego wyniku w meczu da się powrócić, co niejednokrotnie udowodniliśmy. To dla mnie mega istotne i w każdej kolejnej drużynie będę zwracać na to uwagę.

Słyszałem jednak, że to ty byłeś jednym z głównych motorów napędowych budowania pozytywnej atmosfery. Koledzy mówią o tobie – „dobra dusza drużyny”.

Starałem się, choć wiadomo – nikt nie jest niezniszczalny i zdarzały się trudniejsze momenty, w których sam trochę przygasałem. Zawsze jednak otwarcie mówiłem o tym, że musimy pracować nad tym, by drużyna była dla nas miejscem przyjemnym i komfortowym. 

Counter-Strike potrafi wyprowadzić cię z równowagi, czy mimo wszystko spokój zawsze góruje nad nerwami?

Oczywiście, że bywają momenty, w których się wkurzam i przestaję panować nad nerwami. Wydaje mi się, że Counter-Strike każdego jest w stanie doprowadzić do szału. Z natury jestem spokojny, ale kiedy coś totalnie nie idzie po mojej myśli, też tracę kontrolę. Ważne, żeby zdawać sobie z tego sprawę i pracować nad tym, by do takich sytuacji dochodziło jak najrzadziej.

Jak sam wspomniałeś, w Betclic Apogee zaczynałeś jako „noobek”. I faktycznie początki miałeś chwiejne. Przejmowałeś się statystykami i tym że nie idzie tak, jakbyś chciał. Pojawiły się obawy, że szansa może uciec ci sprzed nosa?

Skłamałbym, mówiąc, że się tym nie przejmowałem. Byłem w końcu młodszy, a pierwsze mecze relacjonowane przez HLTV.org zawsze wzbudzają emocje. Wiedziałem, że jako nowa polska ekipa zwróciliśmy na siebie oczy wielu ludzi i na scenie zaczynało być o nas głośno. Pojawiło się sporo komentarzy, którymi mimowolnie zacząłem się przejmować. Miałem jednak wsparc ie bogdana, całej drużyny i psychologa, więc sytuacja nigdy nie wymknęła się spod kontroli. Każdy gracz ma w karierze moment zwątpienia, ale trzeba to zwalczyć i lecieć po swoje. Miałem to szczęście, że nie tylko ja nie zwątpiłem w siebie, ale cały mój zespół wierzył w to, że zasługuję na miejsce, w którym się znalazłem.

Kiedy zacząłeś zdawać sobie sprawę z tego, że Betclic Apogee jest tylko przystankiem przed kolejnym, wielkim krokiem w karierze?

Nie szukałem momentu na to, by odejść z zespołu, wyczekując na oferty. Wręcz przeciwnie – wszyscy skupialiśmy się na tym, żeby rozwijać się jako ekipa. Pamiętam jednak moment, że po zagraniu świetnych kwalifikacji i awansie na PGL  Bucharest pojawiła się z tyłu głowy myśl o tym, że ktoś z naszej drużyny prędzej czy później zostanie wyciągnięty wyżej. To naturalny proces, kiedy o zespole nagle robi się głośno. Myślałem wtedy, że oferta może zostać przedstawiona każdemu z nas, ale starałem się od tego dystansować. Skupiałem się na grze.

Fot. PGL

W pewnym momencie zadzwonił telefon z GamerLegion. 

Ten dzień zapamiętam do końca życia, choć u swoich podstaw był zwykłym dniem. Rozgrywaliśmy dwa mecze jako Betlic Apogee – jeden zresztą bardzo późno. Spotkanie z ENCE przegraliśmy, zostaliśmy na TeamSpeaku, żeby o tym porozmawiać. Kiedy przed północą wszyscy się pożegnali i wyłączyłem komputer – nagle otrzymałem zaproszenie na Facebooku od Adriana „imd” Piepera. Szybko się zdzwoniliśmy i usłyszałem ofertę. Niecały dzień zajęła finalizacja transferu z Apogee do Teamu GamerLegion. Zależało im na czasie, żeby zdążyć przed rosterlockiem na ESL Pro League.

Jak się wtedy czułeś?

Na samym początku bardzo się podjarałem, ale szybko zdałem sobie sprawę, że muszę ogarnąć emocję i poczekać. Dopóki transferu nie ma na papierze – wszystko może się zdarzyć. Euforia nie przyszła jednak od razu. Dopiero po kilku dniach od podpisania kontraktu uświadomiłem sobie, co właściwie się dzieje. W głowie pojawiła się myśl: „będzie grubo”.

Patrząc na to, jakie relacje zbudowałeś z kolegami z Apogee, podejrzewam, że przejście do Teamu GamerLegion i pożegnanie z polskim składem miało w sobie też pierwiastek goryczy.

Nie było łatwo. Paradoksalnie – najszczęśliwszy moment w karierze zaczął przeplatać się z tym najsmutniejszym. Bardzo zżyłem się z zespołem i smutno było mi skończyć ten rozdział. Być może trochę w tym procesie pomógł fakt, że wcześniej do FaZe Clanu wyciągnięty został też jcobbb, więc skład i tak czekała przebudowa. 

Gdy na stole pojawia się oferta od Teamu GamerLegion – pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości, czy obok takiej okazji nie da się przejść obojętnie?

To oferta, której nie da się odrzucić. Tym bardziej, że w przeszłości śledziłem grę tego zespołu i zawsze zwracałem uwagę na to, co tak spodobało mi się też  w Betclic Apogee – atmosferę. Kiedy obserwowałem graczy z GamerLegion, zawsze wydawało mi się, że wszyscy czują się w tej organizacji bardzo dobrze. Po czasie mogę potwierdzić, że miałem dobre przeczucie. Wydaje mi się zresztą, że dziś nie byłbym w stanie grać dla drużyny, w której poza grą nie łączy nas nic innego. Mógłbym spróbować, ale podejrzewam, że szybko by mnie to przerosło.

Wcześniejsza obecność Snaxa i siuhego w Teamie GamerLegion sprawiła, że kolejny gracz z Polski miał w ekipie łatwiejszy start?

Mogło mieć to jakiś wpływ na moje zaaklimatyzowanie, bo zarówno o Snaxie, jak i siuhym słyszałem same dobre rzeczy. Panowie zrobili mi dobry grunt pod grę. 

Pokrzepiające na pewno jest to, że zarówno historia Snaxa, jak i siuhego pokazała, że GamerLegion jest świetnym miejscem przed skokiem jeszcze wyżej. Janusz odbudował swoją karierę przed angażem w G2 Esports. Kamil zyskał uznanie prowadzące go do Liquid.

Staram się nie myśleć o tym, co może być za jakiś czas. Do gry w Teamie GamerLegion podchodzę tak, jak do okresu w Betclic Apogee. Skupiam się na sobie, pracuję nad tym, by każdego dnia się rozwijać. Kto wie – może to właśnie w tym składzie wbijemy się do ścisłej czołówki i przed nami jeszcze wiele lat wspólnej gry? 

Jeszcze rok temu grałeś w akademii 9INE. Chwilę wcześniej błąkałeś się po mniejszych teamach. Czy dla młodego chłopaka ze stref spadkowych Polskiej Ligi Esportowej Major wydaje się w ogóle czymś rzeczywistym?

Gra na Majorze jest marzeniem każdego, kto myśli o profesjonalnej karierze, ale wykręcając bilans 0:7 w PLE nie myślisz o tym, że jest to cel realny. W tamtych czasach awans na mistrzostwa świata był daleko, daleko za horyzontem. Ale podświadomie wierzyłem, że prędzej czy później marzenie zacznie zmieniać się w cel.

Jak się okazało – nie musiałeś czekać przesadnie długo. Major w Budapeszcie przed tobą. To muszą być emocje nie do opisania.

Każdy mówi o tym, że Major wiąże się z większym stresem i presją, ale jak na razie nie odczuwam większych emocji. Zobaczymy jednak, co stanie się tuż przed startem turnieju. Mam nadzieję, że pozytywny stresik w końcu się pojawi, bo bardzo lubię przekuwać go w lepsze występy. Presja motywuje mnie do tego, by przekraczać serwerowe granice. Lubię LAN-y, kamery, zgiełk trybun. Wiemy już, na kogo gramy mecz otwarcia, mamy w planach bootcamp przygotowawczy, a do Budapesztu pojedziemy po to, by zagrać swoje. 

Debiut na imprezie tej rangi można zaliczyć tylko raz. Ma to dla ciebie jakiekolwiek znaczenie?

Super byłoby zaprezentować się świetnie i wbić kozackie statystyki. Różnym graczom pisane są jednak różne historie – jeden po debiucie nie zagra na Majorze już nigdy, przed innym będzie jeszcze dziesięć występów na mistrzostwach swiata. Na tym etapie nie skupiam się jednak na myśleniu o tak dalekiej przyszłości. Najważniejszy będzie każdy kolejny mecz.

REKLAMA:
Reklama

Występ w Budapeszcie to zrealizowanie dziecięcego marzenia, czy – już po okresach w 9INE Academy czy Betclic Apogee – realizacja celu?

Trudno powiedzieć. Chyba żadne z powyższych. Jakby na to nie patrzeć – grę na Majorze z uwagi na timing transferu dostałem trochę w prezencie. Chciałbym zapracować na awans od samego początku – dostając przy tym swoją naklejkę. Jeśli ciężką pracą awansuję kolejne mistrzostwa świata i pozostawię w grze swój autograf – wtedy spełnię dziecięce marzenie.

Nie podłamuje cię fakt, że teraz nie otrzymasz naklejki mimo gry na Majorze?

Nie jest łatwo się z tym pogodzić, ale taka jest rzeczywistość. Co ciekawe – od naklejki dzielił mnie jeden mecz. Zgodnie z przepisami musiałem zagrać pięć spotkań w ESL Pro League. Wystarczyło więc, że jeden mecz pójdzie mi gorzej i miałbym naklejkę. Drużyna zawsze jest dla mnie jednak najważniejsza, zagrałem na swoje sto procent, przez co w grupie wykręciliśmy bilans trzech zwycięstw i jednej porażki. Ostatecznie zabrakło jednego spotkania, więc naklejkę otrzyma Kursy. Nie załamuje się jednak. To dobra motywacja do tego, by zapracować na kolejny awans.

Na pewno masz na to czas. Jesteś w końcu bardzo młody. Mimo to jako 21-latek możesz pochwalić się transferem do międzynarodowej czołówki i zaraz zagrasz na Majorze. Myślisz czasem o tym, w jak świetnym miejscu znajduje się teraz twoje życie? 

Rzeczywistość ostatnio mnie wyprzedza. Latam z turnieju na turniej, praktycznie nie bywam w domu. Szwecja, Chiny, Rumunia, za moment Węgry. Życie przyspieszyło i dużo się dzieje. Bardzo mnie to cieszy – wszystkie zobaczone miejsca to przecież bezcenne wspomnienia. Wierzę, że w przyszłości kariera będzie moją największą pamiątką z młodości.

Wchodzisz na największą scenę w CS-ie. Co chcesz, żeby po tym Majorze ludzie mówili o hypexie?

Chciałbym, by ludzie zobaczyli, że zapracowałem sobie na miejsce w Teamie GamerLegion i to, że organizacja tego kalibru na mnie postawiła – nie jest błędem. Niech w świat pójdzie komunikat o tym, że to dopiero początek mojej historii i osiągnę jeszcze bardzo dużo.

Szymon Groenke

Były dziennikarz czołowych polskich mediów, w tym Weszło Esport czy Polsat Games. Dziś członek PAPITO Energy.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post navigation

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, polecamy również: