Polska scena LoL-a stoi dziś przed ważnym wyborem: rozwijać własne talenty czy sięgać po zagranicznych zawodników, by szybciej dogonić europejską czołówkę. Decyzje organizacji już teraz budzą kontrowersje – ale mogą też zdefiniować przyszłość całej ligi.
Po zimowym sezonie Rift Legends, w którym wszyscy występujący zawodnicy byli narodowości polskiej, wchodzimy w wiosenne rozgrywki z lekko odświeżonym podejściem. Szeregi devils.one inStreamly zasilili zawodnicy z Danii, Francji i Portugalii. Do Forsaken dołączyło francusko-tureckie trio. Nie obyło się to bez kontrowersji, patrząc przede wszystkim na występujący w przeszłości konflikt między ligą turecką a polską. Patrząc jednak na to, jak zaprezentowała się w pierwszym tygodniu rozgrywkowym drużyna Zakapturzonych, ciężko stwierdzić, że miałoby to być osłabienie ligi. Polska scena LoL-a stoi dziś przed wyborem: rozwijać własnych graczy czy kupować sukces za granicą.
Co jest celem Rift Legends?
Zacznijmy od tego, jaki w ogóle jest cel Rift Legends i polskiego LoL-owego ekosystemu? Zapewnienie rozrywki i sprzedaż produktu są ważne. Lwią rolę jednak odgrywa również aspekt sportowy. Jako naród lubimy, kiedy w Europie i na świecie mówi się o nas dobrze. Z tego powodu wszyscy chcemy, aby poziom rozgrywek był jak najwyższy i z utęsknieniem patrzymy na awans w Riotowym rankingu lig ERL. Niejeden esportowy działacz dałby się pokroić, żeby na mapie Europy to właśnie Polska miała status taki jak Francja. Potrzebne są do tego mocne indywidualnie projekty sportowe. Drużyny z jasno wytyczonymi celami. Takie, które będą osiągać sukcesy na arenie międzynarodowej.
Przerwy legend
Polska zawsze wyróżniała się dużą liczbą talentu w LoL-u. Niestety wraz z zakończeniem sezonu zimowego przerwę od gry profesjonalnej zrobiły sobie nie lada tuzy polskiej sceny. Pożegnaliśmy się chociażby z Zamulkiem, Cinkrofem czy Sinmivakiem. Ciężko jest wypełnić taką lukę i menedżerowie rodzimych organizacji stanęli przed wyborem: sięgnąć po polskich zawodników z gorzej sytuowanych drużyn albo rozejrzeć się po reszcie Europy.
Czas zmian
Prawdą jest, że w polskiej lidze zadebiutowało ostatnimi czasy naprawdę sporo zawodników. Jedni pokazali się lepiej – tutaj dobrym przykładem będą Mikusik czy Guli – wielu natomiast nie zachwyciło nas na tyle, żebyśmy mogli wierzyć w podbicie przez nich EMEA Masters. Po co więc drużyna celująca w mistrzostwo Polski miałaby decydować się na gorszych zawodników w imię patriotyzmu? Kierując się tym tokiem myślenia, devils.one inStreamly i Forsaken postawiły nas przed faktem dokonanym. Ci pierwsi postawili na zagranicznych graczy, bo mają oni zgranie z polskim toplanerem Goldmanem i jako zespół nieźle pokazali się na EMEA Masters. Forsaken za to – podobno przez wpływ niejakiego Ekina – sięgnęli po bardzo dobrych zawodników z Turcji i doświadczonego Francuza, którzy od razu są zawodnikami klasy S-tier na tle ligi.
Potencjalny sukces Forsaken
Zatem czy Rift Legends potrzebuje tego typu zmian? To wszystko zależy od wyników tych drużyn i tego, jakie konsekwencje te wyniki przyniosą. Potencjalny sukces Forsaken na arenie międzynarodowej może sprawić, że na Polskę otworzy się jeszcze więcej utalentowanych graczy z całej Europy. Poziom ligi będzie tylko rósł, a na EMEA Masters będziemy wysyłać coraz lepsze drużyny. Żeby tak się jednak wydarzyło, w Rift Legends muszą znaleźć się organizacje, które tym świetnym zawodnikom będą w stanie zagwarantować satysfakcjonujące ich kontrakty – a jedno niekoniecznie musi iść w parze z drugim.
Ważna rola zagranicznych graczy
Wpuszczanie do polskiej ligi zagranicznych graczy to nie jest nic złego. Produkt może na tym dużo zyskać. Przecież największym sukcesom polskich drużyn towarzyszyli tacy zawodnicy jak Szygenda, Zanzarah, Rabble czy Nite. Nie obyło się też bez polskich legend: Woolite’a, Trymbiego czy Sinmivaka. Z drugiej strony – ilu było zagranicznych graczy na polskiej scenie, którzy nie wnieśli sobą absolutnie nic, zarówno w aspekcie sportowym, jak i rozrywkowym?
Nie ma raju bez węża
Nie można jednak ignorować faktu, że liczba miejsc dla graczy w lidze jest ograniczona. Każdy dodatkowy zagraniczny zawodnik to jedno miejsce mniej dla Polaka. Przy obecnym ekosystemie, jeżeli w Rift Legends zabraknie miejsca na rozwój młodych talentów, ciężko szukać go w ligach niższego tieru, bo te na tę chwilę nie są w swoim najlepszym stadium.
Zagraniczni gracze zazwyczaj nie wnoszą też wiele tożsamości do drużyn. Organizacjom trudniej budować własną markę, gdy zespół komunikuje się głównie po angielsku. Często zniechęca to do podejmowania dodatkowych działań. Wpływa to również na atmosferę wewnątrz drużyny – różnic kulturowych nie da się po prostu zignorować.
Jakich graczy potrzebujemy?
Uważam, że błędem byłoby powiedzenie, że Rift Legends potrzebuje zagranicznych zawodników. Polska potrzebuje zawodników dobrych, utalentowanych, ambitnych i pracowitych. Natomiast to, czy będą oni narodowości polskiej, tureckiej, francuskiej czy portugalskiej, nie ma aż takiego znaczenia, tak długo jak przy nazwie drużyny osiągającej sukcesy będzie widniała polska flaga. Bo w esporcie ostatecznie nie wygrywa paszport, wygrywa jakość.


Zostaw komentarz