Gangamurun i Banks

Zaskoczenia i rozczarowania PGL Cluj-Napoca 2026

Strona główna » Zaskoczenia i rozczarowania PGL Cluj-Napoca 2026

W niedzielny wieczór zakończył się kolejny turniej CS2 na profesjonalnej scenie. Analizujemy, kto w Cluj-Napoce zagrał dobrze, a kto zawiódł po całości.

Triumfator nie powinien dziwić

Vitality zakończyło rok 2025 potężnym uderzeniem i z taką samą energią wchodzi w aktualny – w ich przypadku odpadnięcie w półfinale BLAST Bounty, który inaugurował tegoroczne zmagania, było sporym niepowodzeniem. W Krakowie jednak byli już bez cienia wątpliwości najlepsi, a swoją formę utrzymali w Cluj-Napoce, gdzie w wielkim finale pokonali PARIVISION po trzymapowym boju. To nie na nich chcę się jednak skupić – są aktualnie na poziomie nieosiągalnym dla całej reszty. Zerknijmy więc na to, kto w Rumunii najbardziej zaskoczył, a kto najmocniej rozczarował.

Zaskoczenia: MOUZ i PARIVISION

Tak, dobrze czytacie. W tym segmencie wybrałem MOUZ, czyli stałego uczestnika play-offów, który równie regularnie nie jest w stanie nic wygrać. Mimo sceptycznego nastawienia CS-owej publiczności Myszy w Cluj-Napoce pokazały się z niezłej strony, kończąc zmagania na najniższym stopniu podium. W fazie grupowej udało im się wygrać między innymi z PARIVISION, mogą się także pochwalić dwukrotnym pokonaniem Natus Vincere. Jest to z pewnością ekipa ze sporym potencjałem, zarówno strzeleckim, jak i taktycznym. W wielu zagranicznych mediach prowadzący drużyny – Brollan – nazywany jest gościem, którego nie da się nie lubić, z czym fani z naszego kraju będą pewnie polemizować, lecz to nie zmienia jednego – pod kątem gry zespołowej MOUZ momentami wyglądało bardzo dobrze. Kłuć w oczy może jedynie fakt, iż w zakończonym wczoraj turnieju nikt z zespołu nie wyróżniał się indywidualnie, co bardzo często było głównym atutem podopiecznych niemieckiej organzizacji. Reasumując jednak wątek MOUZ – chciałbym zobaczyć od nich coś ekstra podczas EPL-a, gdzie przecież nie zagra Vitality. To może być właśnie ta szansa – szansa jedna na sto – na podniesienie trofeum. Oczywiście pod warunkiem, że nie odpadną w ćwierćfinale.

REKLAMA:
Reklama

Pod kątem PARIVISION można chyba obiektywnie stwierdzić, że są w bardzo nierównej formie. Z jednej strony piorunująco weszli w nowy rok wygrywając BOUNTY, z drugiej pożegnali się z Krakowem już po dwóch meczach głównej fazy. Połączenie doświadczonego rosyjskiego prowadzącego z, jak sam przyznał, „czterema chłopakami z CS-owej ulicy” to mieszanka wybuchowa. Reakcja chemiczna zachodzi jednak bardzo powoli, co zresztą widać po stylu gry PV, ale gdy już wszystko będzie na swoim miejscu Jame i spółka potrafią być bezlitośni. Widzieliśmy to nawet wczoraj – gdyby usunąć z finału PGL-a drugą mapę mówili byśmy o niesamowicie zaciętym meczu. Właśnie z tego względu sklasyfikowałem ich jako zaskoczenie – mimo braku wygranej mapy w starciu z Vitality postawili ciężkie warunki, co dwukrotni mistrzowie świata z roku ubiegłego przyznawali w pomeczowych wywiadach. PARIVISION rozpocznie EPL-a już w niedzielę od pierwszej fazy, gdzie będzie brane pod uwagę jako jeden z „pewniaczków” do awansu dalej. Tylko że to jednak PARIVISION – więc pewność powinna być poddana pod wątpliwość niemalże z automatu.

Rozczarowania: Falcons i FaZe

O dreamteamie za miliony dolarów rozpisywał się nie będę – ich ostatnie miesiące bardzo celnie podsumował mój redakcyjny kolega. W przypadku większości turniejów w przeszłości wiele zarzucało się NiKo – fani twierdzili, że Bośniak w play-offach nie pokazuje pełni swojego potencjału i to dlatego Falcons nie jest w stanie zajść daleko. Tylko że w przypadku Cluj-Napoci to właśnie Kovač był najlepszym graczem Falcons w fazie pucharowej, a Sokoły i tak zakończyły swoją przygodę na ćwierćfinale. Tu mamy do czynienia z wątkiem swoją specyfiką bardzo przypominającym MOUZ, czyli syndrom stałego bywalca, którego obecność jednak nikomu realnie nie zagraża. I co teraz? Zmiana prowadzącego, może roszada na stanowisku trenera? Pieniążków na pewno nie zabraknie, więc panowie z Falcons – działamy!

To by chyba było na tyle. Niestety, ale hype na FaZe Clan po świetnym wyniku na ubiegłorocznym Majorze powoli dobiega końca. Wielu łudziło się, że BOUNTY to przecież turniej online, że Kraków to pierwszy LAN w roku. Ciekaw jestem, jaką wymówkę wymyśli bastion najbardziej zagorzałych fanów FaZe po szybkim odpadnięciu z PGL-a. Być może tory były złe, a może było po prostu za zimno? Tak całkiem serio to FaZe Clan w tym momencie wygląda na drużynę, która potrzebuje zmian na cito. Tylko każdą ewentualną roszadę trzeba będzie dobrze przemyśleć – ile to już razy amerykańska organizacja się na to nadziewała. Sądząc po twitterowych opiniach z zespołem powinien pożegnać się broky – łotewski snajper zdecydowanie nie dowozi poziomem strzeleckim, a dzisiejsza meta w Counter-Strike’u wymaga od AWP-erów przede wszystkim liczb. Ci bardziej sceptyczni uważają, że minął już czas karrigana i że nadeszła pora na zmianę prowadzącego. Powtórzę – ciężko będzie uniknąć roszad personalnych, chyba że po raz kolejny pojawi się jakiś pierwiastek siły nadprzyrodzonej. Burzliwy czas przed FaZe, oj burzliwy.

Grafika – x.com/@BetBoom_Esports

Kolejny przystanek: ESL Pro League

Przerwa od Counter-Strike’a na najwyższym poziomie nie potrwa długo – już 1 marca, a więc w tę niedzielę, rozpocznie się ESL Pro League, często nazywana CS-ową Ligą Mistrzów. W tym przypadku jednak kilku mistrzów zabraknie – zmagania odpuszcza przede wszystkim Falcons czy Vitality. Jest to więc szansa dla tych mniejszych na prezentację pełni swojego potencjału. Zacieramy rączki na arcyciekawą rywalizację najpierw w fazie online, która wyłoni uczestników play-offów rozgrywanych w Sztokholmie.

REKLAMA:
Reklama

Mateusz Kulka

Kiedyś dużo pisałem, teraz więcej gadam. Lubię Real Madryt, CS'a i samoloty (kolejność nieprzypadkowa). Mama zawsze powtarzała, że mam radiową urodę.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post navigation

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, polecamy również: