Dobiegły końca pierwsze mecze z udziałem Polaków w trzecim segmencie StarLadder Budapest Major 2025. Jak poszło naszym reprezentantom?
Donk wita się z Majorem
Mecz Spirit vs Liquid rozpoczął się od solowego występu gwiazdy rosyjskiego Counter Strike’a. Oglądanie gry donka w pierwszych kilku rundach powinno otrzymać miano imprezy biletowanej – koncertowe headshoty, które w przypadku młodego zawodnika zdobywane były z wielką łatwością.
Team Liquid był w stanie przełamać stalową defensywę swoich rywali dopiero w 5. rundzie po indywidualnej akcji siuhego, który otworzył drogę do bombsite’u B. Po wygranej przed zespół Kamila przebitce udało się zgarnąć jeszcze kilka potyczek, lecz finalnie Spirit zamknęło pierwszą połowę z 8 rundami na koncie. Po stronie rosyjskiej ekipy brylował oczywiście donk, który w pierwszych dwunastu rundach zanotował 22 eliminacje, lecz swoje dołożył także sh1ro, który zakończył pierwszą część Traina z 16 trafieniami.
Klasycznie dla meczów BO1 Liquid, aby myśleć o powrocie, musiało wygrać pistoletówkę. Plan został wykonany i to z nawiązką – pierwszą potyczkę na pełnym ekwipunku Team Spirit rozegrało dopiero przy wyniku 8:7, lecz po raz kolejny to donk pokazał swoim rywalom, że łatwo nie będzie. Nieprawdopodobne strzały od gwiazdy Spirit dały jego drużynie kolejne zwycięstwo, a jednocześnie osłabiły ekonomię rywali, co do końca spotkania pozwoliło Liquid na wygranie tylko jednej rundy.
Meczycho, czyli Vitality kontra FaZe
Areną rozstrzygającą o losach tego pojedynku okazał się Nuke. Drużyna karrigana weszła w spotkanie niemalże perfekycjnie – tradycyjny zestaw rundy pistoletowej i dwóch kolejnych wpadł na konto amerykańskiej organizacji, a Finn Andersen już na początku meczu mocno podkręcił atmosferę.
Mimo wszystko karrigana w pierwszej części brakowało. Swoją niedyspozycję aimową nadrabiał jednak fantastycznymi decyzjami, a dzięki znakomitej formie frozena i dobrej grze Twistzza FaZe było w stanie zgarniać rundy seryjnie. Pod koniec połówki pojawił się spory problem komunikacyjny, który wykorzystał kapitan Vitality. To włąśnie apEX popisał się swoim sprytem i wykonał ninja defuse rodem z 6. levela Faceit. Pierwsza część spotkania zakończyła się jednak bardzo korzystnym wynikiem 7:5 dla FaZe Clanu, a przecież w drugiej odsłonie czekała na nich defensywa.
W drugiej rundzie pistoletowej wreszcie pojawił się błysk od jcobbba, którego do tej pory brakowało. Polak wpisał się na listę strzelców aż czterokrotnie i poprowadził swój zespół do kolejnego świetnego początku serii.
Vitality po blamażu w pierwszej połowie i niemrawym początku drugiej nie było już w stanie się pozbierać. Gra nie kleiła się w praktycznie każdym aspekcie – w zespole nie było chemii, współpraca często po prostu się nie układała, a żaden z graczy francuskiego kolektywu nie był w stanie wziąć na siebie ciężaru gry. Z drugiej strony było FaZe, które, jeśli nie drużynowo, to indywidualnie było w stanie wygrywać poszczególne potyczki.
Nadzieja dla żółtych pojawiła się dopiero przy wyniku 6:12, lecz cała ich gra bazowała na przebłyskach. Finalnie FaZe nie dało żadnych szans swoim rywalom bardzo pewnie wygrywając spotkanie otwierające.
Zarówno Liquid, jak i FaZe rozegrają dziś jeszcze po jednym meczu. Przed nami krótka przerwa, a około 18 powraca majorowe granie.


Zostaw komentarz