IEM został przeniesiony z Katowic do Krakowa, ale nie zmienia się jedna przykra tendencja. Mianowicie wśród uczestników play-offów próżno szukać Polaków.
IEM daje nam coraz mniej powodów do radości
IEM w Polsce zawsze był naszym świętem. Dumą napawało, kiedy esportowe środowisko nazywało Katowice „Mekką Esportu”. W Spodku o puchar, na oczach kilkunastu tysięcy osób, grali najlepsi z najlepszych i ta analogia zostanie przeniesiona do Tauron Areny w tym roku. Szkoda tylko, że w tym gronie znowu nie będzie Polaków.
Niestety powoli staje się normą, że na scenie polskiego IEM-u coraz rzadziej oglądamy naszych rodaków. W 2014 roku w Katowicach został podłożony kamień węgielny pod kreowanie się Counter-Strike’a w Polsce. Wszystko za sprawą triumfu polskiego Virtus.pro – historycznego, wręcz legendarnego, ale będącego już zarazem zamierzchłą przeszłością. Wszystko od tamtego czasu się zmieniło.
Przeanalizujmy, ile razy kibice na arenie mieli okazję oglądać polskich graczy w play-offach po wiktorii z 2014 roku. Ilu Polaków w nich się pojawiało i do jakiego etapu dochodzili:
- 2015: Virtus.pro – półfinał (5)
- 2016: Virtus.pro – ćwierćfinał (5)
- 2017: –
- 2018: –
- 2019: –
- 2020: – (bez udziału publiczności przez koronawirusa)
- 2021: – (rozgrywany online)
- 2022: –
- 2023: –
- 2024: ENCE – ćwierćfinał (4); MOUZ – półfinał (1)
- 2025: –
- 2026: –
Pomijając lata 2020-2021, kibice mogli trzykrotnie zobaczyć polskie akcenty w trakcie rywalizacji na głównej scenie. Tym bardziej smuci fakt, że o ile Virtusi nas elektryzowali, a ENCE przywróciło wielką wiarę w polskiego CS-a, tak obecnie po prostu nie ma kandydata, który mógłby pójść ich śladem.
Niestety – chociaż IEM zajmuje szczególne miejsce w naszych sercach, tak nie daje nam już tylu powodów do radości. Tym większa szkoda, że w 2017 roku, na PGL Majorze w Krakowie, Polacy pokazali, z jak wielkim oddaniem potrafią kibicować swoim. Okrzyki przy rundach Virtusów może nawet niosą się korytarzami obiektu do dziś.
IEM Kraków nie przyniesie przełamania
Po dzisiejszej porażce FaZe z MOUZ, wiemy już, że w Krakowie na scenie nie będzie rywalizował żaden Polak. W ostatnich tygodniach fani zorganizowali zbiórkę na polski narożnik, który… nie będzie miał komu kibicować. Nie wątpimy, że kibice i tak będą się dobrze bawić i dowiozą świetny doping, ale nie owijajmy też w bawełnę – to prostu nie będzie to samo.
Ten tekst to nie jest budowanie nagonki na słabe wyniki Polaków. To bardziej zwrócenie uwagi, że na naszych oczach pada pewien mit – fundament polskiej kultury CS-a.
Jeszcze przed paroma laty cieszyliśmy się, kiedy polska drużyna grała choćby w play-inach do IEM-u. ESL Mistrzostwa Polski dawały taką szansę, chociaż żadna drużyna finalnie tych baraży do głównego turnieju nie przeszła.
Teraz nie ma już popularnych „EMP-ów”. Nie ma drogi na skróty do IEM-owych salonów. Nie ma też polskich reprezentantów przed oczami kilkunastotysięcznej publiczności. Ostatnie lata dały nam tak mało powodów do radości, że z jeszcze większym sentymentem wspominamy podejścia ENCE i Virtus.pro. Współczując przy tym młodszym pokoleniom, że nie mogą nawet mieć w pamięci wielkich zwycięstw polskich Niedźwiedzi.


Zostaw komentarz