Było blisko. Zbyt blisko. FaZe Clan przetrwał próbę RED Canids i zagra jutro o 2. fazę StarLadder Budapest Major 2025.
FaZe Clan nadal w grze
Sam fakt, że FaZe Clan znalazł się w koszyku z bilansem 1-2 już wystarczająco szokuje. To dopiero pierwsza faza Majora w Budapeszcie, tymczasem najwyżej rozstawiona w niej formacja znalazła się na skraju eliminacji.
Oczywiście – FaZe nie prezentował ostatnimi czasy najlepszej dyspozycji. Wszystko ma jednak swoje granice. Nie można usprawiedliwiać ekipy tej klasy, szukając byle wymówki, która zdjęłaby z niej choć częściowo ciężar winy.
Tak czy inaczej, FaZe Clan został sparowany z brazylijskimi RED Canids. Na własnej mapie, Mirage’u, formacja Jakuba „jcobba” Pietruszewskiego i Filipa „NEO” Kubskiego była… beznadziejna. W ataku zdobyła trzy punkty, po czym kompletnie się zacięła i na przerwę schodziła przy wyniku 3:9. Po zamianie stron FaZe wygrał pistoletówkę, ale była to tylko iluzja powrotu. Po paru rundach Brazylijczycy znowu przejęli pałeczkę, a do mety mieli już naprawdę blisko. Wygrali 13:7.
Nuke, choć wybrany przez RED Canids, wcale nie musiał być gwoździem do trumny FaZe. Ekipa grywa go często i w zasadzie jest o jej druga najlepsza mapa. Jakby chcąc to potwierdzić, podopieczni „NEO” weszli w rozgrywkę o niebo lepiej niż na Mirage’u. Kolosalną różnicę robił David „frozen” Cernansky – Słowak Nuke’a świetnie zagrał w meczu otwarcia z Lynn Vision i w krytycznym momencie dla drużyny spisał się również przeciwko Canids.
Znów jednak pojawił się moment załamania. Cała przewaga została roztrwoniona jeszcze przed końcem pierwszej połowy. W drugiej to brazylijska piątka przeważała. FaZe Clan wylał siódme poty, by w ogóle doprowadzić do dogrywki. A w niej – przegrał pierwszą połówkę do zera. Obligatoryjnie należało odpowiedzieć rywalowi tym samym. Inaczej Clan pożegnałby się z Majorem.
Udało się. FaZe Clan doprowadził do drugiej dogrywki, w której okazał się minimalnie lepszy od RED Canids. W krytycznych momentach każdy dorzucił coś od siebie – jcobbb w decydującej rundzie w pojedynkę narobił rywalom sporo biedy, chociaż sumarycznie największe słowa uznania należą się zdecydowanie frozenowi.
Potrzebny więc był dodatkowy rozjemca tego starcia – Inferno. Na jego początku oba zespoły trochę się ze sobą poszarpały, przy czym tak „rwane” rundy służyły interesowi FaZe. Grający w obronie Canids nie mogli przez to zbudować stabilnej ekonomii, a bez finansowej rezerwy. Zespół polskiego duetu nabrał dzięki temu wiatru w żagle. Do przerwy dowiózł wynik 8:4.
Po przerwie FaZe wygrał pistoletówkę, która pomogła narzucić nieosiągalne dla rywala tempo. Canids stać było jeszcze tylko na jeden punkt. FaZe Clan zatriumfował, ale nie ma tu powodów do dumy. To wręcz cud, że zespół nie wyleciał za burtę Majora. Jednak, jak mówi maksyma, zwycięzców się nie sądzi. Tym razem więc odpuścimy FaZe kubeł zimnej wody – zwłaszcza, że tym razem na socjalach przy zwycięskiej, a nie grafice po przegranej pojawił się wizerunek jcobbba.
FaZe Clan 2:1 RED Canids
- Mirage 7:13 (3:9; 4:4)
- Nuke 19:17 (6:6; 6:6; 5:7)
- Inferno 13:5 (8:4; 5 )
Jutro FaZe czeka mecz decydujący o awansie do 2. fazy lub eliminacji. Amerykańska organizacja zagra go z Fluxo lub Legacy – jest to zależne od rezultatów, które padną w meczach PARIVISION – GamerLegion oraz Imperial – The Huns.


Zostaw komentarz